Czudec kontra Donald Trump. Kolejny gracz w walce o Grenlandię

3 godzin temu

W mediach społecznościowych znów zrobiło się głośno o Czudcu. Tym razem jednak nie za sprawą inwestycji, remontu drogi czy wydarzenia kulturalnego, ale satyrycznego wpisu na fanpage’u „Czudec Stolica Innowacji”, który z przymrużeniem oka ogłosił… roszczenia Czudca do Grenlandii.

Ujawnił się kolejny gracz na scenie międzynarodowej, gotowy zawalczyć o wyspę skutą lodem: Czudec zgłasza roszczenia terytorialne do miejsca znanego z szkolnej lektury "Anaruk chłopiec z Grenlandii". Nie Rosja, nie Chiny, nie Kanada – ale podkarpacka miejscowość z rondem, marketem i ambicjami „większymi niż powierzchnia lodowca”.​

Twarde argumenty: zimno, wiatr i pytania egzystencjalne

Według „źródeł z ławki pod sklepem” więź Czudca z Grenlandią jest oczywista: tu też bywa zimno, tu też wieje i tu też ludzie pytają: „po co tu ktoś przyjechał?”. W obliczu tak solidnych podstaw trudno się dziwić, iż lokalni „eksperci” mówią już o historycznej, kulturowej i duchowej wspólnocie losu.​

Fundamentem roszczeń ma być przełomowe wydarzenie z 1997 roku: mieszkaniec Czudca obejrzał w telewizji program o Inuitach. Jak wynika z „nieujawnionych, ale szeroko omawianych dokumentów”, to wystarczający powód, by mówić o głębokiej więzi kulturowej z Arktyką. W końcu, jeżeli ktoś widział coś w TV, to prawie jakby tam był.​

W planach jest już zmiana nazwy miejscowości na Czudec Północny oraz wysłanie specjalnej misji dyplomatycznej: sołtys, szwagier sołtysa i kuzyn, który „coś tam kiedyś pływał promem do Szwecji”. Strategia przejęcia Grenlandii jest prosta, oparta na sprawdzonej lokalnie doktrynie: „dogadamy się”.​

Grafika z profilu Czudec Stolica Innowacji

Surowce, lodowce i oscypki z foką

W internetowej narracji mieszkańcy już widzą korzyści: jedni liczą na dostęp do surowców, inni cieszą się, iż „wreszcie ktoś będzie miał gorszy dojazd do pracy niż my”. Lokalny biznes nie zasypia – wśród pomysłów pojawiają się oscypki z foką, lodowce pod zabudowę jednorodzinną oraz stok narciarski z widokiem na rondo.​

Spór międzynarodowy z budżetem sołeckim

Jak w każdej poważnej sprawie, pojawili się eksperci: część uważa całą sytuację za absurd, inni zauważają, iż od niektórych historycznych roszczeń terytorialnych różni się głównie skalą i wysokością budżetu sołeckiego. Grenlandia milczy – prawdopodobnie dlatego, że, jak sugerują autorzy wpisu, „jeszcze nie wie, gdzie leży Czudec”, ale mapy A4 z zaznaczonym parkingiem są już podobno w przygotowaniu.​

Satyryczny wpis błyskawicznie zdobył popularność, pokazując, iż na Podkarpaciu poczucie humoru ma się znakomicie, a dystans do siebie jest ważniejszy niż granice na mapie. Bo skoro w XXI wieku każdy może chcieć Grenlandii, to – przynajmniej w żartach – Czudec ma do tego takie samo prawo jak światowe mocarstwa.​

Przyczajony tygrys, ukryty smok

Za czasów Tadeusza Ferenca Rzeszów uchodził za miasto z wyraźnym „apetytem terytorialnym” – które z roku na rok rosło, przyłączając kolejne sąsiednie sołectwa. Konrad Fijołek, położył kres tej imperialnej ekspansji więc i mapa okolicy jest zdecydowanie spokojniejsza. Można więc stwierdzić, iż skoro Rzeszów odpuścił „ekspansję” to naturalnie narodził się kolejny" podkarpacki Tygrys" i przestrzeń do śmiałych, choć na razie żartobliwych planów przejęcia Grenlandii, Czas pokaże czy tygrys okaże się też terytorialnym smokiem (czy pozostanie puchatym, leniwym kotkiem).

Idź do oryginalnego materiału