
Twierdzę z pełną stanowczością, iż członkowie Nowej Nadziei to debile!
Wnoszę to z tego, iż partia ma jakieś kilka tysięcy członków, a na kongres w lutym 2026 wybrali oni około 700 swoich przedstawicieli, co może stanowić około 20% wszystkich członków. Te 20% to na pewno debile, ale jak są elitą, reprezentują wszystkich, to reszta mądrzejsza nie jest.
Wyobraźmy sobie, iż odbywa się zwyczajny kongres Nowej Nadziei i Sławomir Mentzen
chce normalnie zmienić statut. Musiałby wyjść na mównicę i mniej więcej tak powiedzieć:
„Proponuję radykalnie zwiększyć władzę prezesa. Chcę być partyjnym dyktatorem. W starym statucie nie mogę sobie po prostu wyrzucić członka z partii. Mogę wystąpić o jego ukaranie, ale kary dyscyplinarne — włącznie z odwołaniem z funkcji i skreśleniem z listy członków — wymierza Sąd Partyjny.
Członek ma prawo do odwołania od decyzji, a sąd swój wyrok musi uzasadnić i musi wydać sprawiedliwy wyrok. Teraz chcę dostać prawo, żeby samemu wydawać natychmiast wykonalne postanowienia dyscyplinarne, również o wykluczeniu z partii, bez konieczności uzasadniania tego i dbania o sprawiedliwość.
Chcę też dostać możliwość samodzielnego przyjmowania ludzi do partii z pominięciem normalnej procedury.
Dodatkowo chcę przez najbliższe 5 lat, zamiast wybierania władz przez kongres, bym jako prezes mógł sam powołać wszystkie organy krajowe partii, ich członków oraz organy wewnętrzne i pomocnicze. Czyli także tych, którzy formalnie mają mnie po 5 latach kontrolować.
Zgadzacie się? Kto jest za?”
Jak sądzicie, przeszłoby to bez dyskusji? Nie znalazłby się żaden delegat, który wyszedłby na mównicę i zapytał, czy partia wolnościowa rzeczywiście powinna mieć ustrój bardziej wodzowski niż PiS i KO? Nikt nie zapytałby, po co istnieje Kongres, Sąd Partyjny i inne organy, skoro ich pierwszy skład może zostać po prostu powołany przez prezesa? Nikt nie miałby żadnych wątpliwości? Nie byłoby dyskusji?
Moim zdaniem taka zmiana statutu przeprowadzana otwarcie wywołałaby awanturę i mogłaby w ogóle nie przejść.
Tyle iż w lutym nie zrobiono tego w ten sposób. Formalnie Kongres starej Nowej Nadziei w ogóle nie głosował nad zmianą swojego statutu. Kongres miał jeden techniczny cel: zgodzić się na przyłączenie starej Nowej Nadziei do świeżo zarejestrowanej partii Imperium Kontratakuje. Była to operacja ratunkowa związana z groźbą prawomocnego wykreślenia starej partii z ewidencji. Delegatom przedstawiano ją jako techniczną formalność.
Niemniej Imperium Kontratakuje miało już własny statut. Zupełnie inny. Z informacji, które zebrałem bezpośrednio od uczestników kongresu, wynika, iż statutu delegatom przed głosowaniem nie przedstawiono. Nie został im rozdany, nie został odczytany, nie odbyła się nad nim normalna dyskusja. Większość delegatów nie znała jego treści i się tym nie interesuje do dziś.
Na kongresie podjęto jedną uchwałę — o połączeniu z Imperium Kontratakuje. choćby treść tej uchwały nie została delegatom tak podana, by ją zrozumieli, przeanalizowali i zapamiętali. Zagłosowali, przyklepali połączenie, rozjechali się do domów. Sama uchwała również nie została normalnie publicznie udostępniona.
Delegaci zgodzili się przenieść organizację do innej partii, która miała już gotowy statut. W konsekwencji stary statut, według którego funkcjonowali, przestawał być statutem ich organizacji, a zaczął ich obejmować statut Imperium Kontratakuje.
Czyli w istocie stało się to, co napisałem wyżej w hipotetycznym przemówieniu Mentzena, bo takie nowe kompetencje dyktatorskie uzyskał. I przeszło to bezboleśnie, bez dyskusji, bez protestów, ze stu procentowym poparciem.
I dlatego twierdzę, iż członkowie Nowej nadziei to debile, których można wyrolować jak dzieci. To dobrze świadczy o Mentzenie, bo może wyroluje tak wszystkich Polaków, ale jak na razie, to on tylko swoich debili umie rolować, a jego rolują służby.
Grzegorz GPS Świderski
]]>Twitter.com/gps65]]>
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>













