Przemysław Czarnek 15 września bronił polityków PiS przed zarzutami związanymi z Zondacrypto, podważał sens opowieści o kupowaniu przyszłego ułaskawienia i oskarżał prokuraturę o polityczne represje. Nie odpowiedział jednak wprost na wszystkie pytania o kontakty ludzi prawicy z firmą. Dla obozu konserwatywnego stawką jest dziś wiarygodność, nie medialny punkt.
Czarnek broni domniemania niewinności
Przemysław Czarnek został zapytany w Sejmie przez reportera Wirtualnej Polski o reakcję w PiS po kolejnych doniesieniach dotyczących Przemysława Krala i Zondacrypto. Polityk przeniósł ciężar rozmowy na działania organów ścigania. Mówił o człowieku ściganym przez państwo, które jego zdaniem nie potrafi wykazać złamania prawa.
Ten punkt wymaga uczciwego potraktowania. W Polsce przez cały czas obowiązuje domniemanie niewinności, także wtedy, gdy rządzący odczytują w Sejmie fragmenty materiałów ze śledztwa, a media budują z nich polityczną opowieść. Czarnek miał prawo upomnieć się o procedurę i dowody. Zarazem od polityka aspirującego do kierowania rządem należy oczekiwać odpowiedzi na konkretne pytania, zamiast samego oskarżenia prokuratury o represyjność.
Spór o obietnicę ułaskawienia
Sednem najnowszych publikacji WP i „Superwizjera” TVN24 jest zeznanie przypisywane Przemysławowi Kralowi. Według ustaleń obu redakcji tajemniczym „panem X”, który miał obiecywać pomoc w uzyskaniu prezydenckiego ułaskawienia w razie skazania, miał być Tomasz Sakiewicz. To ustalenie dziennikarskie oparte na relacji ze śledztwa, a nie prawomocny wyrok ani urzędowo potwierdzony fakt. Sakiewicz odrzuca oskarżenia.
Czarnek odpowiadał, iż Kral nie był skazany, a proces choćby się nie rozpoczął. Pytał, kto miałby płacić dwa miliony złotych za ułaskawienie, którego na tym etapie nie potrzebował. Ten argument wskazuje logiczną lukę w publicznej narracji. Nie rozstrzyga jednak, czy rozmowy o przyszłej pomocy miały miejsce. To powinny ustalić organy procesowe, a opinia publiczna powinna poznać pełny kontekst, nie starannie wybrane fragmenty. Właśnie dlatego wcześniejsze żądanie ujawnienia pełnych akt sprawy pozostaje zasadne.
Kancelaria Prezydenta stanowczo zaprzeczyła, by Karol Nawrocki spotykał się z Kralem albo by prowadzono rozmowy dotyczące Zondacrypto. To ważne zastrzeżenie. Próba przypisania głowie państwa cudzej, domniemanej obietnicy bez dowodu byłaby politycznym nadużyciem.
Śledztwo jest realne, odpowiedzialność musi być indywidualna
Sprawy nie wolno jednak sprowadzać do sporu PiS z rządem Donalda Tuska. Kalendarium Prokuratury Krajowej potwierdza, iż postępowanie trwa od 17 kwietnia 2026 roku, a we wrześniu doszło do kolejnych zatrzymań i przedstawienia zarzutów. Zarzuty dotyczą konkretnych osób. Każda z nich odpowiada indywidualnie i do czasu prawomocnego wyroku korzysta z domniemania niewinności.
Prokuratura informowała 3 września o zarzutach między innymi udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wyrządzenia operatorowi giełdy szkody w wielkich rozmiarach. W jednym z opisanych wątków pojawia się transfer prawie 8 mln euro na zakup nieruchomości we Francji. Są to poważne ustalenia procesowe, ale nie dają rządowi prawa do przypisywania zbiorowej winy całemu obozowi prawicy.
Prawica nie może z kolei odpowiadać wyłącznie wyliczaniem, które inne media przyjmowały reklamy Zondacrypto. Michał Rachoń ujawnił zestawienia faktur Republiki i domagał się podobnej jawności od Wirtualnej Polski. To potrzebna kontrkontrola. Nie zwalnia ona żadnej redakcji, fundacji ani polityka z wyjaśnienia własnych relacji finansowych. Warto też pamiętać, iż wątek Zondacrypto obejmuje pytania o działania ludzi obecnej władzy, więc śledztwo nie może być prowadzone wybiórczo.
Wiarygodność prawicy wymaga jawności
Dla Polski stawka jest większa niż wynik jednej sejmowej potyczki. Obywatele mają prawo wiedzieć, kto finansował wydarzenia polityczne, media i fundacje oraz czy pieniądze dawały dostęp do decydentów. Mają też prawo do państwa, które chroni ich środki na rynku kryptowalut i nie używa prokuratury jako pałki na opozycję.
Czarnek słusznie przypomina o domniemaniu niewinności. Powinien jednak pójść dalej: poprzeć pełne ujawnienie legalnie dostępnych dokumentów, przepływów finansowych i kontaktów, niezależnie od tego, kogo obciążą. Obóz narodowo-konserwatywny nie obroni wiarygodności samą kontrnarracją. Obroni ją prawdą, przejrzystością i jednakową miarą dla swoich oraz przeciwników.
Źródła: Wirtualna Polska, „Superwizjer” TVN24, Prokuratura Krajowa, Kancelaria Prezydenta RP, Wirtualnemedia.pl.












