– Mamy gotową receptę na wyjście Polski z ETS-u – mówił dziś Przemysław Czarnek podczas protestu na ulicach Warszawy. Mamy gotową receptę na obniżenie rachunków za ciepło, za prąd, choćby o połowę – dodał kandydat PiS na premiera, wspominając o ratowaniu miejsc pracy. – Tylko jeden warunek: wychodzimy z ETS-u.
Podczas wydarzenia Przemysław Czarnek wspomniał też, iż Zielony Ład miał „nas wykończyć”. Jednak opinia polityka nie pokrywa się z badaniami analityków rynku energetycznego.
Eksperci przypominają też, iż za przyjęcie w Polsce Zielonego Ładu, który według kandydata PiS na premiera ma nam szkodzić, odpowiedzialny jest ówczesny rząd tej partii z Mateuszem Morawieckim na czele. Zjednoczona prawica zdaje się zapominać, iż odmieniany przez wszystkie przypadki ETS to także szereg korzyści.
- Czytaj także: Burza po pomyśle Nawrockiego. Ekspert odchodzi z prezydenckiej rady
Paradoks
Polska energetyka przez cały czas w dużej mierze opiera się na węglu, więc wpływ ETS na ceny energii dla Polaków jest większy niż w innych krajach Europy, które opierają się na energii z odnawialnych źródeł. Jednocześnie nasze wpływy z ETS zgodnie z przeznaczeniem powinny finansować transformację energetyczną: sieci, OZE, termomodernizację, magazyny energii itd.
Na początku maja prezydent Karol Nawrocki poinformował, iż złożył wniosek do Senatu o zwołanie ogólnokrajowego referendum. 27 września mielibyśmy odpowiedzieć na pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Jak pisaliśmy na łamach SmogLabu, eksperci natychmiastowo się temu sprzeciwili. Naukowcy i liczni eksperci zarzucali prezydentowi zaostrzanie antyunijnej polityki i odgrywanie spektaklu.
Poskutkowało to falą sprzeciwu i m.in. rezygnacją Andrzeja Guły, współzałożyciela i lidera Polskiego Alarmu Smogowego (PAS), z prezydenckiej Rady Energii i Zasobów Naturalnych. Guła powiedział, iż widzi ogromny potencjał w elektryfikacji i „cieszy go, iż Prezydent również ten potencjał widział, co skutkowało propozycją obniżenia cen energii elektrycznej oraz finansowania jej ze środków, które są na to przeznaczone – EU ETS, co odciążyłoby szczególnie najbiedniejszych Polaków”.
– Jednocześnie jestem zawiedziony propozycją referendum, które będzie składało się z jednego pytania z jasno zarysowaną tezą – dodał we wpisie na portalu „X”.
„OZE-sroze”, a na dachu panele fotowoltaiczne…
Udział odnawialnych źródeł energii w mocy zainstalowanej przekroczył w zeszłym roku 50% – Panie Czarnek, cieszymy się, iż się Pan do tego przyczynił pic.twitter.com/vpllphKgt8
- Czytaj także: Czy polityka klimatyczna to wyższe rachunki? Prof. Ryszawska odpowiada na pytanie referendalne Nawrockiego
„Absurdalna, lewacka polityka”. Czego boi się Czarnek?
Zanim prezydent ogłosił takie posunięcie, w sieci wrzało po wypowiedzi Przemysława Czarnka z marca br., kiedy ten stwierdził: „Nie mamy żadnego Zielonego Ładu. Żadnych OZE – Sroze”, choć sam ma przy swoim domu fotowoltaikę i – co jeszcze ciekawsze – odnawialne źródła energii dynamicznie rozwijały się w Polsce właśnie za rządów PiS.
To nie koniec podburzania przeciwko unijnym regulacjom. Kilka dni temu Przemysław Czarnek uderzył w ETS, czyli – dla przypomnienia – system handlu emisjami. Dziś wraz z NSZZ „Solidarność” zorganizował protest na ulicach stolicy.
– Składamy projekt ustawy „Uczciwy rachunek za prąd”. Kolegom ze wszystkich innych stron politycznych mówimy – jeżeli nie chcecie posłuchać nas, jeżeli nie chcecie wyjść z nami na ulice. 20 maja o godzinie 12:00 na Placu Zamkowym, to przynajmniej pokażcie Polakom, dlaczego rachunki za prąd w Polsce są tak gigantyczne – zapowiadał w minionym tygodniu podczas konferencji prasowej, zapowiadając dzisiejsze wydarzenie.
– Pokażcie składową rachunków i pokażcie ile wynosi w tym rachunku za prąd dla zwykłego Polaka koszt absurdalnej lewicowej, lewackiej polityki klimatycznej Unii Europejskiej, czyli ile wynoszą opłaty dotyczące ETS-u – grzmiał Czarnek.
Zdaniem specjalistów na rachunku za prąd można by przedstawić dopłaty do węgla. Faktyczne zmiany, jak mówią, powinny dotyczyć zniesienia kosztów opłat dystrybucyjnych z rachunku dla konsumentów. Mogłyby też wiązać się z wdrożeniem zmian podatkowych, żeby wspierać elektryfikację.
– Profesor Czarnek ma rację – paliwa kopalne to spory koszt. Przeciętna polska rodzina płaci rocznie 300 zł za emisję CO2 z produkcji prądu z węgla i gazu na jej potrzeby. Kolejne 600-800 zł wydaje na dotacje do pensji górników, 200 zł na budowę i utrzymanie elektrowni węglowych i gazowych, 1000 zł za import ropy i paliw oraz… 20 zł/rok na dopłaty do źródeł odnawialnych – pisze Bartłomiej Derski z portalu Wysokie Napięcie.
Kto naprawdę nas ograbia?
Z kolei Marta Anczewska, kierowniczka ds. polityki energetycznej w Instytucie Reform, wyjaśnia: – Problemem nie jest brak wiedzy o tym, jak kształtują się poszczególne pozycje na rachunku za energię, czy jak działa system ETS. Problem polega na tym, iż ceny energii w Polsce ciągle wyznacza energetyka węglowa, podczas gdy tańsze i zdrowsze alternatywy są blokowane lub rozwijają się zbyt wolno.
Jeśli chodzi o system ETS, Anczewska tłumaczy, iż Polska od lat uzyskuje wielomiliardowe dochody z aukcji uprawnień do emisji CO₂, które miały finansować transformację.
– Niestety kolejne rządy – włącznie z tym, w którym zasiadał minister Czarnek, przeznaczały te środki na bieżące potrzeby, zamiast na inwestycje ograniczające koszty energii.
Tymczasem rachunki rosną m.in. przez konieczność modernizacji sieci.
– Apelujemy więc o powiązanie wpływów ETS z inwestycjami transformacyjnymi, zamiast zasilania ogólnego budżetu państwa. O to powinien zabiegać też kandydat na premiera, jeżeli chce zabrać merytoryczny głos w dyskusji – postuluje ekspertka.
Michał Grabka, kierownik programu badawczego w Fundacji Instrat, także postanowił wyjaśnić tę kwestię. – ETS ma w Polsce podobny wpływ na rachunek jak podatek VAT, stanowi około 20 proc. rachunku za energię elektryczną dla gospodarstwa domowego.
– ETS to mechanizm, w ramach którego środki z aukcji uprawnień zostają w państwach członkowskich. W przypadku Polski to od początku działania systemu ponad 100 mld złotych, które powinny wracać do gospodarki na termomodernizację, OZE i dekarbonizację przemysłu. Natomiast im więcej inwestujemy w te obszary, tym mniej obciąża nas zarówno ETS, jak i zmienność cen paliw kopalnych – dodaje Grabka.
Skutki konfliktu w Iranie są odczuwalne dla wszystkich, kto tankuje samochód. A już niedługo będą widoczne w cenach gazu. – Rozwiązaniem nie jest też polski węgiel. Żeby utrzymać jego konkurencyjność cenową, musimy do niego dopłacać – przypomina przedstawiciel Instratu.
–
Zdjęcie tytułowe: wing-wing/Shutterstock

1 godzina temu










