Cyfrowy sąsiad z piekła rodem. Jak gigantyczne centra danych i AI niszczą lokalne społeczności

1 godzina temu

Chłodzone milionami litrów wody, pochłaniające tyle prądu co 300-tysięczne miasto i budowane zaledwie kilkadziesiąt metrów od domów jednorodzinnych – tak w praktyce wygląda zaplecze sztucznej inteligencji. Czy mieszkańcy polskich podwarszawskich miejscowości staną się ofiarami bezkompromisowej ekspansji światowych gigantów technologicznych? Rozmawiamy z Martą Tymoszuk i Tomaszem Ciechomskim ze Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów o nierównej walce z budową wielkoskalowego centrum danych w Polsce, braku przejrzystości inwestorów oraz o tym, jak nasze codzienne korzystanie z AI napędza maszynę niszczącą ludzi i przyrodę.

Marta Tymoszuk

Rozwiń biogram

Absolwentka Historii Sztuki Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Zawodowo, od czasu studiów, związana z branżą internetową. Zrealizowała kilkaset projektów internetowych dla instytucji publicznych, NGOsów oraz firm z wielu obszarów rynku. Od urodzenia mieszkanka podwarszawskiej Gminy Michałowice. Aktywnie działa lokalnie, na gruncie samorządowym oraz w Stowarzyszeniu Aktywnych Sąsiadów dążąc do poprawy jakości życia mieszkańców. Miłośniczka gór, aktywnego wypoczynku i Dolnego Śląska.

Tomasz Ciechomski

Rozwiń biogram

Uczył się na SGH (Finanse i Bankowość), Uniwersytecie Warszawskim (Gospodarka Przestrzenna) oraz ACCA. Zawodowo specjalizuje się w finansach korporacyjnych. Od 2023 roku działa w ramach Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów (SAS), dbając o dobro mieszkańców i środowiska w Gminie Michałowice pod Warszawą. Zaangażowany w kwestie gospodarki przestrzennej i postępowań środowiskowych. Po godzinach: pasjonat filmów science-fiction i sportów długodystansowych.

sas.info.pl

Czytaj teksty autora »

(Wywiad jest zredagowaną i uzupełnioną wersją podcastu Czy masz świadomość? pt. Centrum danych: sąsiad z cyfrowego piekła rodem).

Rafał Górski: Czym są centra danych i czy każdy z nas może być ich sąsiadem w naszym kraju nad Wisłą?

Tomasz Ciechomski: Centra danych to fizyczna infrastruktura potrzebna do działania Internetu i sztucznej inteligencji. Ma ona formę magazynu o dużej powierzchni, w którym mieszczą się serwery. Kiedyś serwery były bezpośrednio zlokalizowane przy firmach, natomiast ze względu na efektywniejszą rentowność stwierdzono, iż należy połączyć wszystkie serwery i stworzyć jeden wielki magazyn. Odpowiadając na pytanie – kto może być sąsiadem takiej inwestycji – otóż reguluje to plan miejscowy, który mówi, co w danym miejscu może powstać. Problem polega na tym, iż prawo nie nadąża za technologią. Zarówno w tych planach jak i w ustawodawstwie krajowym nie mówi się o centrach danych, ale też nie było do tej pory takiej potrzeby, bo dopiero od niedawna zaczyna się budować tak wielkie centra danych zwane hiperskalerami. W związku z tym, można powiedzieć „hulaj dusza…”. To gmina rozstrzyga czy konkretna propozycja inwestycji spełnia warunki określone w obowiązującym planie. Oczywiście pozostało tzw. postępowanie środowiskowe w przypadku takiej inwestycji, ale nasze doświadczenie pokazuje, iż urzędy mają z tym problem.

Jest też ogromne zapotrzebowanie na takie inwestycje, stoją za tym duże pieniądze, więc interes mieszkańców i względy środowiskowe wchodzą w konflikt.

W książce „Bóg techy. Jak wielkie formy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem”, Sylwia Czubkowska sprawozdaje: „Firma oficjalnie informuje, iż uruchomiony pod koniec kwietnia 2013 roku polski region chmury Microsoftu, to 3 niezależne fizyczne lokalizacje wokół Warszawy, z których każda składa się z jednego lub więcej centrów danych i gwarantuje najwyższe standardy bezpieczeństwa, prywatności i zgodnej z przepisami możliwości przechowywania danych w kraju”. Czy teoretycznie każdy, niezależnie od miejsca zamieszkania w naszym kraju, może w przyszłości być sąsiadem centrum danych, czy może takie centrum z jakichś względów po prostu upodobało sobie, przykładowo, okolice Warszawy?

TC: Żeby taka inwestycja mogła powstać, musi zostać spełnionych kilka warunków, m.in. plan miejscowy musi przewidywać usługi, a w pobliżu musi znajdować się odpowiednia infrastruktura energetyczna, Internet oraz dostęp do wody. Woda jest potrzebna, ponieważ podczas przetwarzania danych generowana jest duża ilość ciepła i kiedy osiągane temperatury są wyższe niż ok. 25 stopni, konieczne jest uruchomienie systemu chłodzenia serwerów. Dodatkowo, niewielka odległość dużej aglomeracji, takiej jak Warszawa, od planowanej lokalizacji przedsięwzięcia jest zdecydowanie sytuacją idealną.

Centra danych i granice wzrostu Tomasz Ciechomski

Jeśli mamy plan miejscowy, który, przykładowo, w tej chwili przewiduje tego usługi, teoretycznie może ona powstać w każdym momencie. Istnieją takie przypadki, gdzie w planie miejscowym przewiduje się teren zielony. W przyszłości samorząd może jednak zdecydować o zmianie funkcji terenu, przekształcając jego status z zielonego na usługowy, na którym możliwe będzie wybudowanie centrum danych.

Pani Marto, chciałaby pani coś uzupełnić?

Marta Tymoszuk: W naszej rozmowie chciałam podkreślić ten aspekt, o którym wspomniał Tomek, kiedyś serwerownie były małymi obiektami przy biurach. w tej chwili kolejne planowane inwestycje są coraz większe i nie chodzi tu tylko o wielkość, kubaturę tych budynków, ale o rzeczywistej skali tych gigafabryk świadczy zapotrzebowanie na moc. W Regułach mówi się o ok. 130MW, to są gigantyczne budynki, które ze względu na swoją skalę oraz negatywne oddziaływanie na ludzi nie powinny sąsiadować z zabudową mieszkaniową. W naszym przypadku, mimo pięknych wizualizacji inwestora, przytłaczają one skalą i w żaden sposób nie wpisują się w krajobraz osiedli domów jednorodzinnych. To nie jest dobre i bezpieczne sąsiedztwo dla mieszkańców i stoi w sprzeczności z zasadami planowania przestrzennego.

Piszemy o Ludziach, a nie o władzy

Pokazujemy prawdę o przyczynach, nie o skutkach. Jesteśmy Twoim głosem. Wspieraj niezależność!

Przekaż darowiznę i stań się naszym współwydawcą

Z zamieszczonego w Tygodniku Spraw Obywatelskich artykułu naszego gościa, pana Tomasza Ciechomskiego, traktującego o tym, kto stoi za największym, wielkoskalowym centrum danych w Polsce mającym powstać w miejscowości Reguły pod Warszawą, możemy wyczytać, iż omawiane dziś przez nas centrum jest doprawdy olbrzymie. Gwoli unaocznienia skali, czy powierzchnia zabudowy tego obiektu jest porównywalna z powierzchnią kilkudziesięciu hipermarketów?

MT: Może nie kilkudziesięciu, ale myślę, iż kilkunastu hipermarketów już jak najbardziej. Im większy jest taki obiekt, tym bardziej oddziałuje on na okolicę i tym większe są związane z nim potencjalne ryzyka. Dane na temat skali tego oddziaływania, dotyczące m.in. wpływu na środowisko, są zbierane powoli i na bieżąco, ze względu na nowość tych obiektów w kraju.

Na zachodzie Europy, a zwłaszcza w USA, centra danych już istnieją i widać skutki, jakie za sobą pociągają, tj. problemy z dostępem do energii elektrycznej, co przekłada się na podwyższenie rachunków za prąd, a także problemy z dostępnością wody. Skala problemów rośnie wraz ze skalą tych obiektów.

Dodać trzeba, iż aktualnie w tzw. Wianuszku Warszawy takich obiektów jest już wiele i planowane są kolejne. Pytamy zatem, czy ktoś nad tym jeszcze panuje? Czy mieszkańcy aglomeracji mogą czuć się bezpiecznie, iż nie zabraknie nam wody w kranach w najbardziej upalne dni lata i jaki wpływ te inwestycje będą miały na nasze rachunki? Czy budowa kolejnych centrów danych nie zahamuje możliwości rozwoju aglomeracji Warszawy z uwagi na dostępność prądu?

Poprosiłbym o wyjaśnienie tych problemów z energią elektryczną, ponieważ zdawać by się mogło, iż o ile mamy takie olbrzymie centrum danych, zasilające również technologię sztucznej inteligencji, z której korzystają Polki i Polacy, to na pierwszy rzut oka energii powinno być dla wszystkich, także dla okolicznych mieszkańców, pod dostatkiem. Czy się mylę?

TC: W przypadku Reguł, kiedy mówimy o czterech dużych serwerowniach, mówimy o zużyciu prądu na poziomie 1,5 terawatogodziny rocznie (według pierwotnej koncepcji), co mniej więcej odpowiada zużyciu prądu przez miasto liczące 300 000 mieszkańców. Gmina Michałowice, czyli wybrana lokalizacja na centrum danych, liczy 20 000 mieszkańców, co obrazuje, jak duże ilości energii są potrzebne dla takiej działalności. Każde zapytanie kierowane do sztucznej inteligencji generuje ogromny pobór prądu, a w przypadku wysokich temperatur, także duże zapotrzebowanie na chłodzenie wodą.

W Polsce problemy z tym związane mogą być choćby bardziej widoczne, ponieważ udział węgla w miksie energetycznym naszego kraju wynosi 50%, co oznacza, iż nowoczesne serwerownie będą w połowie napędzane energią węglową.

Reguły: Kto stoi za największym, wielkoskalowym centrum danych w Polsce? Tomasz Ciechomski

Drugi problem leży w kosztownych i niezbędnych modernizacjach infrastruktury energetycznej. choćby jeżeli duże linie wysokich napięć są w dobrym stanie, linie dystrybucyjne, czyli te, które doprowadzają prąd do pojedynczych domostw, mogą być przestarzałe. Gdy więc połączymy olbrzymie zapotrzebowanie na prąd przez serwerownie i niedofinansowane infrastruktury dystrybucyjnej dla mieszkańców, możemy mieć sumę różnych problemów.

Przykładowo, w Londynie Zachodnim zapotrzebowanie na prąd przez serwerownie spowodowało, iż zatrzymane zostały wszelkie inne inwestycje, m.in. deweloperskie dla mieszkańców.

Ciekawy jest też przykład Norwegii, która ma bardzo tani prąd dzięki energetyce wodnej. Centra danych służące jako kopalnie kryptowalut miały tak duży apetyt na prąd, iż w pewnym momencie w niektórych rejonach północnej Norwegii zaczęło tego prądu brakować.

Generowane przez centra danych zapotrzebowanie na prąd i wodę jest po prostu nieograniczone. Mówi się nawet, iż być może trzeba będzie budować centra danych pod wodą albo w kosmosie – terenów, prądu i wody może zabraknąć, żeby zaspokoić ich wszystkie potrzeby, a zwłaszcza centów używanych do trenowania AI.

Wyzwaniami są prąd i woda, ale także odległość tej inwestycji w miejscowości Reguły pod Warszawą od okien mieszkańców. Jest to jedynie 30 metrów, dobrze wyczytałem?

MT: W pierwszej dokumentacji faktycznie te obiekty miałyby znajdować się w odległości 30 metrów od zabudowań. w tej chwili ta odległość się zwiększyła, ale przez cały czas mówimy o liczbach w okolicy 100 metrów – na pewno nie kilkuset. Inwestor co chwila zaskakuje nas zmianą koncepcji, więc ostatecznie tak naprawdę nie wiemy, o jakiej odległości mówimy. Faktem jest, iż jest to duża działka, położona w sąsiedztwie osiedli domów jednorodzinnych i jej zagospodarowanie będzie bezpośrednio oddziaływać przede wszystkim na jej sąsiadów.

Dlaczego oboje państwo wspominacie o tym, iż to planowane centrum danych – jedno z większych w Polsce – jest tak blisko Warszawy?

TC: W Warszawie koncentrują się przecięcia ważnych węzłów telekomunikacyjnych, światłowodów, które łączą Warszawę z innymi stolicami europejskimi. Istnienie takich światłowodów-autostrad pozwala na to, by centra danych przy Warszawie podpinały się pod te autostrady i mogły uczestniczyć w europejskiej i globalnej wymianie informacji.

Kiedy mamy bardzo pojemny światłowód, opóźnienie w przesyłaniu danych jest niewielkie, co jest dodatkowym atutem. Nie trzeba też rozbudowywać infrastruktury, żeby podpiąć się pod nią. A więc im dalej jesteśmy od linii wysokiego napięcia, im dalej od światłowodów o dużej przepustowości i im dalej od miast wojewódzkich, które z nich korzystają, tym wyższe będą koszty związane z lokalizacją centrów danych.

Na zachód od Warszawy koncentruje się też większość już istniejących centrów danych, więc w przypadku Reguł, które również leżą na zachód od stolicy, kolejna infrastruktura rozbudowywałaby istniejący klaster.

Walka o czyste powietrze i godne warunki życia – historia społecznego sprzeciwu Grzegorz Sacharuk

Dlaczego w oficjalnych komunikatach i kolorowych folderach inwestor mówi o „nowoczesności” i „rozwoju”, a mieszkańcy wciąż muszą zadawać podstawowe pytanie: „kto tak naprawdę za tym stoi?”. Dlaczego proces ten jest tak mało przejrzysty?

MT: Właścicielem tego terenu jest amerykańska firma Hillwood, która specjalizuje się w halach magazynowych. Gdy kilka lat temu kupiła te działki, pierwotnie planowała przeznaczyć je na cele związane ze swoją specjalizacją, jednak dość gwałtownie zmieniła tę koncepcję i postanowiła wybudować na nich centrum danych. Wiemy więc, kto będzie budował ten obiekt, natomiast nie wiemy, kto de facto będzie z niego korzystał. I to generalnie jest przyjęta praktyka. Tak to po prostu działa.

Big techy kreują swój wizerunek jako firmy, które dbają o środowisko, zasady fair play, są sponsorami wielu pięknych inicjatyw. Tymczasem doświadczenia społeczności lokalnych, które są sąsiadami tych gigafabryk pokazują, iż mają oni też zgoła zupełnie inne oblicze.

Gdyby informacja o docelowym kliencie została ujawniona wcześniej, trudniej byłoby taką inwestycję zrealizować, poza tym te firmy nie chcą psuć sobie wizerunku protestami.

TC: To ma swoje korzenie w inwestycjach w centra danych w Holandii przez firmę Microsoft. Kiedy okazało się, iż te przedsięwzięcia zużywają bardzo dużo wody i prądu, zaczęły się protesty rolników, którzy stwierdzili, iż takie zapotrzebowanie na wodę negatywnie wpłynie na ich podstawową działalność operacyjną. Microsoft więc, tak jak i inne big techy w następstwie, prawdopodobnie wyciągnął wniosek, iż nie warto przyznawać się, iż ostatecznie będzie to infrastruktura dużej firmy typu Google, Microsoft albo AWS. Dlatego istnieją pośrednicy, tacy deweloperzy jak Hillwood czy Pannatoni, żeby przeprocedować dokumentację, wybudować obiekt i potem przekazać go ostatecznemu klientowi.

Co to znaczy „przeprocedować dokumentację”?

TC: Oznacza to po prostu doprowadzenie projektu do finiszu. Zaczyna się to od uzyskiwania pozwoleń na poziomie gminy, począwszy od tzw. decyzji środowiskowej, w której ocenia się, jak inwestycja oddziałuje na środowisko i mieszkańców. Decyzja środowiskowa, wydawana w przypadku gminy przez wójta, musi być pozytywna, by inwestycja mogła być zrealizowana. Później, z pozytywną decyzją środowiskową, inwestor udaje się do starostwa. Tam wnosi o pozwolenie na budowę. jeżeli ją uzyska, obiekt powstanie, no chyba, iż po drodze zostanie zaskarżona decyzja środowiskowa lub pozwolenie na budowę.

Rozumiem, iż według pana potencjalnych inwestorów, którzy przejmą te hale w Regułach jest kilku. Czy w przypadku państwa najbardziej prawdopodobnym klientem jest Microsoft?

TC: Na giełdzie pojawiała się nazwa Microsoft, natomiast uzyskaliśmy informacje od pani wójt, iż inwestor wycofał się z tej inwestycji z niewiadomych względów. Wszyscy gracze przez cały czas wchodzą w grę.

To przywodzi na myśl kolejny cytat, który pozwolę sobie przytoczyć, tym razem z książki Parmy Olson, „Supremacja. Sztuczna inteligencja, ChatGPT i wyścig, który zmieni świat”: „Microsoft chętnie dorzucał kolejne sumy na swoją rozkwitającą działalność w dziedzinie AI i planował wydać w 2024 roku i kolejnych latach przeszło 50 miliardów dolarów na rozbudowę potężnych centrów danych, czyli maszyn, które zasilają generatywną sztuczną inteligencję. Oznaczałoby to jedną z największych inwestycji w rozwój infrastrukturalny w dziejach, gdyż Microsoft przeznaczyłby na nią więcej środków niż rząd wydał na koleje, tamy i programy kosmiczne. Swoje centra danych rozbudowywał też Google”.

I tu rodzi się kolejne pytanie – jak to możliwe, iż w Polsce, państwie chlubiącym się swoją demokracją, o czym słyszymy przecież non stop w debacie publicznej, jakaś amerykańska korporacja może planować inwestycje na taką skalę adekwatnie bez konsultacji z ludźmi, którzy będą musieli żyć w cieniu ogromnych hal, ogłuszani szumem tysięcy serwerów?

MT: Tak jak wspominaliśmy na początku naszej rozmowy, tak naprawdę jedyne przepisy, które aktualnie w Polsce są w stanie te sprawy regulować, to miejscowe plany zagospodarowania. Działamy tutaj w środowisku zupełnie lokalnym, więc proszę sobie wyobrazić zderzenie tych wielkich korporacji, mających ogromne pieniądze i wpływy, z lokalną społecznością, która nagle zostaje zaskoczona takim tematem i posiada bardzo kilka narzędzi, żeby się z nim zmierzyć.

My niestety mieliśmy okazję przekonać się, jak to wygląda na własnej skórze. Firma, która do nas przyszła, Hillwood, zastosowała wiele mechanizmów, które obliczone były przez nich na sukces, a które w rzeczywistości spotkały się z oporem mieszkańców. Odbyły się spotkania z lokalną społecznością, na których były przedstawiane cudowne prezentacje: jaka to nas czeka tutaj wspaniała przestrzeń, wspaniałe widoki, dużo zieleni, kwietne trawniki z ulami, place zabaw dla dzieci i ściany wspinaczkowe przy tych serwerowniach, kafejki, miejsca spotkań dla mieszkańców na terenie tej inwestycji, jedna wielka sielanka. Mieszkańcy się na to nie nabrali i zaczęli zadawać bardzo konkretne pytania, czym mocno zaskoczyli inwestora, który mimo tego dalej brnął w swoją strategię mydlenia oczu i opowiadał o pięknych elewacjach, unikając odpowiedzi na kwestie związane z wpływem inwestycji na mieszkańców, na środowisko.

W tym samym czasie na terenie gminy Michałowice dystrybuowana była do skrzynek mieszkańców gazetka ,,Nasze Reguły”. Widniały w niej piękne nagłówki: „Amerykanie w Regułach”, „będzie wspaniale”, „to w świetny sposób wpłynie na naszą gminę i przyniesie nam prestiż”. W gazetce zawarte były też artykuły o naszej pani wójt i jej sukcesach w trakcie pierwszej kadencji, a było to tuż przed kolejnymi wyborami samorządowymi.

Na lokalnych forach internetowych pojawiło się wiele nowych kont, przez które przeciwni tej inwestycji mieszkańcy byli szykanowani i przedstawiani w bardzo negatywnym świetle.

I to jedynie czubek góry lodowej. Tak wygląda zderzenie tych wielkich firm z lokalnymi społecznościami wszędzie na świecie. W tym momencie wszystko jest w rękach urzędu gminy i wójta, to od ich decyzji zależy, co na danym terenie powstanie. Wszyscy powoli uczymy się z czym mamy do czynienia, a nie jest to łatwe zadanie, ponieważ dane są po prostu ukrywane lub są niepełne musimy próbować wyłapywać różne nieścisłości, przekłamania, których na co dzień słyszymy masę, żeby z tego wszystkiego wyłuskać prawdziwy obraz tej całej inwestycji. Dojrzałość władz samorządowych jest kluczowa, ale również lokalnej społeczności jest równie ważna. Wszystko zależy od tego, czy da się ona wkręcić w tę retorykę, czy znajdą się ludzie, którzy będą umieli zadać adekwatne pytania, odnaleźć się w gąszczu przepisów. Przykro to mówić, ale inwestor do tej pory wszystko robił, aby podważyć zaufanie do siebie i do tej inwestycji, dlatego proszę się nie dziwić emocjom, jakie ludziom tu towarzyszą.

Gaz, węgiel czy energia jądrowa: jak możemy zapobiegać wielkim awariom systemów elektroenergetycznych? Sylwester Górski

Co ta historia mówi nam o stanie polskiej samorządności: czy lokalne władze stoją na straży interesów mieszkańców, czy raczej stają się zakładnikami wielkiego kapitału, który wchodzi do gminy „bez pukania”?

TC: Szczerze mówiąc, nie dostajemy takiego wsparcia, jakiego byśmy oczekiwali, nasz głos nie jest słyszany. Pani wójt przyznaje, iż budowa centrum danych jest atrakcyjną inwestycją dla gminy i uznaje to za formę budynku biurowego. Być może nie zapoznała się z dokumentacją środowiskową, w której jest napisane, iż w ramach infrastruktury będzie działało kilkadziesiąt agregatów prądotwórczych ze zmagazynowanymi 3,6 miliona litrów oleju napędowego (pierwotna koncepcja z 2023 r.). Stanowisko mieszkańców w temacie tej inwestycji wielokrotnie było przedstawiane i nie spotkaliśmy ze zrozumieniem.

Nasze stowarzyszenie nie jest przeciwne rozwojowi technologicznemu. Chcemy tylko, by był on prowadzony w formie zrównoważonej.

Przykładowo, żeby energia pochłaniana przez centra danych była zielona; żeby nie używać otwartego systemu chłodzenia wodą i zamiast tego był to obiekt zamknięty; żeby inwestycja stała co najmniej kilkaset metrów od zabudowy jednorodzinnej, a nie kilkadziesiąt. Chodzi nam o porządek przestrzenny, czyli aby wielka hala nie górowała nad domami jednorodzinnymi, nie zasłaniała widoku na panoramę Warszawy z budynku Urzędu Gminy itd. Jesteśmy podwarszawską gminą, w tym miejscu dominuje zabudowa jednorodzinna i nieuciążliwe usługi uzupełniające funkcję mieszkalną. Gmina szczyci się tym, iż jest zielona, kameralna, w której szczególnie ważna jest lokalność. Takie funkcje mamy wpisane w ,,Strategię rozwoju gminy na lata 2023-2024”. Ta inwestycja nijak się ma do tej przestrzeni.

Stowarzyszenie Aktywnych Sąsiadów aktywnie działa w postępowaniu środowiskowym. Wnieśliśmy do raportów środowiskowych inwestora kilkadziesiąt stron uwag, gdzie wskazujemy na różnego rodzaju problemy, takie jak chociażby sztuczny podział inwestycji. Nie chcąc pokazać dużego wpływu na środowisko i mieszkańców, inwestor podzielił przedsięwzięcie na cztery mniejsze części. Wtedy już nie mamy do czynienia z 3,6 mln litrów oleju napędowego, tylko z mniejszymi ilościami i nie trzeba spełniać rygorystycznych norm środowiskowych, jak na przykład uzyskanie pozwolenia zintegrowanego [pozwolenie zintegrowane jest potrzebne, jeżeli planowana instalacja może zanieczyścić środowisko – przyp. red.] albo uzyskanie kwalifikacji zakładu zwiększonego ryzyka [jest to zakład stwarzający zagrożenie wystąpienia poważnej awarii przemysłowej – przyp. red.].

Najnowsza koncepcja inwestora jest taka, żeby przeprowadzić inwestycje w formie zintegrowanego planu inwestycyjnego. To oznacza, iż tylko inwestor wraz z wójtem zadecydują o tym, jak będzie wyglądała ta inwestycja i cały proces będzie utajniony. Tak więc możliwość wyszukania informacji na temat postępu albo szczegółów inwestycji będzie znikoma. Taki plan musi być jednak ostatecznie zatwierdzony przez radnych.

Przygotowując się do tej rozmowy, zelektryzowała mnie refleksja, iż wysyłaniem zapytań do maszyn typu Chat GPT adekwatnie sam przyczyniam się do powstawania problemów, o których państwo mówią. Bo im więcej korzystamy z tych maszyn, które potrzebują centrów danych, tym bardziej wzbogacają się ludzie, którzy lokalizują te swoje inwestycje. Więc chciałbym dodać z jednej strony trochę osobistej refleksji, a z drugiej strony zwrócić się do wszystkich naszych czytelników: o ile frustruje was to, co dzisiaj nasi goście opowiadają, a jednocześnie korzystacie z AI i nowoczesnych technologii, no to pojawia się pewien konflikt, prawda? Kiedy miliony osób korzysta z produktu, który pośrednio wpływa na jakość życia ich oraz innych, to pojawia się szkodliwy mechanizm, który adekwatnie sam się napędza.

Co państwo na to?

TC: AI to narzędzie, ale wszystko zależy od tego, jak będziemy go używać. Czy do celów szlachetnych, jak monitorowanie zdrowia, diagnozowanie chorób, do celów naukowych, do ochrony środowiska, czy też dla rozrywki, generowania filmów lub kopania kryptowalut. Musimy ustanowić pewnego rodzaju ramy i warto, żeby zostało to uregulowane na poziomie centralnym, gdzie rząd stałby się architektem systemu centrów danych. Warto, żeby państwo bardziej się zaangażowało. Tak jest w przypadku Holandii – ich rząd ustanowił regiony, w których centra danych mogą być lokalizowane.

Należy też mieć świadomość, iż sztuczna inteligencja będzie zużywała więcej prądu i wody niż zwykłe zapytanie w wyszukiwarce. Czy musimy z AI rozmawiać na każdy temat? Pewnie nie. Musimy też przez cały czas korzystać z dobrodziejstw rozmowy z drugim człowiekiem i kształcenia się w inny sposób.

MT: Tu nie ma jednego dobrego rozwiązania, ale pewnie najlepszym byłoby spotkanie się w połowie i prowadzenie rozmów z myślą o zrównoważonym rozwoju. w tej chwili w naszym interesie jest edukowanie się, aby mądrze korzystać z zasobów AI i zdawać sobie sprawę z konsekwencji tegoż korzystania. Czy naprawdę musimy się pytać sztucznej inteligencji o najprostsze rzeczy, jak choćby napisanie e-maila? Przerzucanie tak elementarnych zadań na sztuczną inteligencję w pewnym momencie zupełnie nas uwsteczni.

Zapewne nie zatrzymamy niczego w pełni, ale zdecydowanie możemy upominać o roztropność, zaczynając przykładowo od kwestii skali obiektów. Bo o ile wymusimy, żeby były to bardziej rozrzucone w terenie, mniejsze obiekty o zakrojonych polach oddziaływania, a nie kolosy skumulowane po jednej stronie Warszawy, co jest najkorzystniejsze finansowo dla korporacji, które i tak na tym zarabiają gigantyczne pieniądze, to będziemy o krok bliżej do osiągnięcia pewnego balansu.

W artykule „Ponad 200 organizacji ekologicznych domaga się wstrzymania budowy nowych centrów danych w USA” autorstwa Oliviera Milmana w Guardianie możemy przeczytać, iż „Koalicja ponad 230 organizacji ekologicznych zażądała wprowadzenia krajowego moratorium na budowę nowych centrów danych w USA. Jest to najnowsza salwa w rosnącej fali sprzeciwu wobec dynamicznie rozwijającej się branży sztucznej inteligencji, którą obwinia się za wzrost rachunków za energię elektryczną i pogłębiający się kryzys klimatyczny”. Czy widzicie Państwo analogię między tym, co dzieje się teraz w USA, a sytuacją mieszkańców Reguł i innych polskich miejscowości?

MT: Powinniśmy być mądrzejsi i wyciągnąć wnioski z tego, co dzieje się teraz na zachodzie, zamiast liczyć straty po fakcie, ratując, co jeszcze da się ratować. Jeszcze nie jesteśmy w takiej sytuacji, w jakiej jest Europa Zachodnia czy Stany Zjednoczone. Myślę, iż jesteśmy odrobinę przed poważnymi kłopotami. o ile to się rozkręci w sposób niekontrolowany, to dołączymy do naszych zachodnich sąsiadów. A nie musi tak być, jeżeli o to zadbamy i to jest ostatni dzwonek na to, aby uczyć się na błędach innych.

TC: Zgadzam się w zupełności i tutaj warto dodać, iż przypadek Reguł pewnie będzie wpływał na kolejne inwestycje tego rodzaju w Polsce. jeżeli będzie panować przekonanie, iż centra danych mogą powstawać w bezpośrednim sąsiedztwie domów jednorodzinnych, iż można takie przedsięwzięcie sztucznie dzielić, iż olbrzymie ilości oleju napędowego mogą być przechowywane w pobliżu zabudowy jednorodzinnej, to niestety może to wyznaczyć niebezpieczny trend przy dalszych realizacjach takich projektów.

Z drugiej strony – jeżeli nasza sprawa trafi do sądu i ją wygramy – to poskutkuje to być może jakimś sensownym działaniem bądź pozytywnym dla ludzi rozwiązaniem.

Działaj!

Jakiego ważnego pytania nikt jeszcze państwu nie zadał w tematach, o których rozmawiamy i jaka jest na nie odpowiedź?

TC: Praktycznie co tydzień pojawiają się nowe wydarzenia, które nasuwają nam desperackie pytania. Niedawno przeczytałem, iż Komisja Europejska proponuje rezygnację z oceny środowiskowej wielkoskalowych centrów danych. Chodzi o to, by ta decyzja nie była wymuszana przez prawo, tylko żeby państwa same decydowały, czy chcą brać pod uwagę oddziaływanie na środowisko przez centra danych. Jest to bardzo niepokojące, kiedy zwyczajnie odstępuje się od tego, żeby wymuszać zrównoważony rozwój na poziomie Unii Europejskiej.

MT: Ten temat można by analizować jeszcze kolejne trzy godziny, dotykając różnych aspektów. Chodzi tu o funkcjonowanie lokalnych społeczności, lokalnych samorządów i w ogóle całej administracji. Na jej kompetencje, chęć działania i zauważenia stojących za tym problemem ludzi oraz ogromne zagrożenia, a nie papierek, który zalega na biurku. Na szczeblu centralnym widać bolący nas brak regulacji ustawowych dotyczący zasad lokowania i funkcjonowania wielkoskalowych centrów danych. Po drugiej stronie mamy inwestora, który nie przedstawia istotnych informacji dotyczących chociażby tego, jaka będzie w tych obiektach zastosowana technologia chłodzenia. Przedstawia kolorowe foldery niczym materiał reklamowy, slajdy z koncepcją zabudowy, gdzie przedstawia jakąś sielankę. Dopiero gdy zacznie się grzebać w tej całej dokumentacji, widać okropny obraz sytuacji, a także piętrzą się pytania, na które nikt nie chce nam odpowiadać.

Bardzo państwu dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy na staże, praktyki i wolontariat!

Dołącz do nas!
Idź do oryginalnego materiału