
Kochani! Środki zebrane przez WOŚP przez 34 lata "grania" wystarczyłyby na utrzymanie polskiej służby zdrowia przez niecałe 5 dni. A licząc według środków na służbę zdrowia zapisanych w tegorocznym budżecie - 3,8 dnia. Fakty.
Natomiast to jest nic, bo nie o hajs w tej akcji chodzi, a o cuda narracyjne. Otóż pierwszym cudem narracyjnym jest przekonanie, iż Juras ratuje służbę zdrowia. Ja bym się jednak upierał, iż to służba zdrowia ratuje Jurasa.
Drugim cudem narracyjnym jest fakt, iż w akcji biorą udział ministrowie zdrowia i nie widzą w tym nic złego. Już nie wspomnę o tej pani z czarodziejską różdżką, dzięki której wszystkie problemy w służbie zdrowia miały zniknąć. Ktoś musiał Leszczynę w tym Hogwarcie strasznie oszukać, bo różdżka okazała się złodziejska. Nagle wyparował budżet i mamy największy deficyt w historii, ale za to kolejki do lekarza wydłużyły się również do rekordów. Cud!
Natomiast trzeci cud narracyjny jest taki, iż światełko do nieba puszczone przez Juraska nie straszy psów i nie zabija ptaków. To się nazywa światełko selektywne. Taka wrona wie, iż ma paść od strzału fajerwerkami z 31 grudnia na 1 stycznia, ale umiejętnie omija latania 25 stycznia. To samo psy. Kulą się w Sylwestra ze strachu, a w ostatni weekend stycznia radośnie szczekają z pańciami przy minus kilkunastu pod sceną WOŚP w najmniejszych miejscowościach. To jest cud, nad którym dniem i nocą pracować powinni ornitolodzy i behawioryści.
Czwarty cud jest taki, iż w przestrzeni publicznej Donald Tusk uchodzi za największego zbawiciela polskich lemingów zaraz po Jurasku, który pokonał sepsę, a przecież już sama kwota, którą umorzył Gazpromowi adekwatnie powodowałaby, iż Juras mógłby nie grać przez 17 lat i hajs by się zgadzał.
I wiecie co? Cała ta orkiestra cudów jest w gruncie rzeczy wygodna dla wszystkich. Dla władzy, bo może udawać, iż system działa, skoro ludzie sami co roku robią mu publiczną transfuzję wstydu. Dla Juraska, bo może sprzedawać emocje zamiast rozliczeń. Dla lemingów, bo łatwiej wrzucić do puszki, niż zapytać, dlaczego państwo z setkami miliardów budżetu musi żebrać o respirator jak licealista o kieszonkowe.
I jeszcze raz powtórzę. WOŚP nie jest problemem. Problemem jest to, iż stała się symbolem normalności w kraju, w którym państwo abdykowało z odpowiedzialności, a społeczeństwo uznało, iż tak właśnie wygląda nowoczesna solidarność – raz w roku wzruszyć się do łez, a przez pozostałe 364 dni udawać, iż system nie jest bankrutem moralnie i organizacyjnie.
Bo jeżeli największym sukcesem III RP jest to, iż co stycznia potrafimy zagrać głośniej niż rzeczywistość, to nie mamy państwa. Mamy scenę. I coraz mniej publiczności, która jeszcze wierzy, iż to nie jest teatr. Natomiast wszyscy zapłacimy bilet, jak przyjdzie czas, gdy ktoś powie "sprawdzam".
(Lemingopedia 3.0)











