Columbus Energy może słono zapłacić. Urząd wylicza zarzuty przeciwko prawom konsumentów

2 godzin temu

Prezes UOKiK wszczął postępowanie przeciwko Columbus Energy, sprzedawcy i wykonawcy instalacji fotowoltaicznych oraz pomp ciepła. Urząd kwestionuje informacje dotyczące terminów montażu, cech oferowanych urządzeń, prawa do odstąpienia od umowy i zwrotu wpłaconych pieniędzy. o ile zarzuty się potwierdzą, spółce grozi kara sięgająca 10 proc. rocznego obrotu.


Postępowanie dotyczy warunków oferowanych konsumentom inwestującym w odnawialne źródła energii. Zakup fotowoltaiki albo pompy ciepła zwykle wymaga dużych nakładów, dlatego klient powinien przed podpisaniem dokumentów znać zakres usługi, termin jej wykonania i parametry urządzeń.


Według UOKiK część umów Columbus Energy nie zapewniała konsumentom wszystkich potrzebnych informacji. Urząd bada także skargi klientów, którzy po rezygnacji z inwestycji mieli zbyt długo czekać na odzyskanie pieniędzy.

Termin montażu ustalany dopiero później


Pierwszy zarzut dotyczy terminu wykonania umowy. Columbus Energy nie podawało w dokumentach konkretnej daty zakończenia usługi. Spółka informowała jedynie, iż ustali termin indywidualnie przez telefon albo pocztą elektroniczną.


Zdaniem prezesa UOKiK klient powinien już przy podpisywaniu umowy wiedzieć, kiedy przedsiębiorca zakończy wszystkie prace. Pozwala mu to ocenić ofertę i dochodzić swoich praw, o ile wykonawca nie dotrzyma zobowiązania.


A ze skarg przesyłanych do Urzędu wynika, iż firma wielokrotnie przekraczała maksymalne terminy rozpoczęcia montażu deklarowane w umowach. Sam brak precyzyjnej daty mógł dodatkowo utrudniać konsumentom ustalenie, od którego momentu wykonawca jest w opóźnieniu.

Klienci mogli nie wiedzieć, co dokładnie kupują


Kolejna grupa zastrzeżeń dotyczy parametrów pomp ciepła, paneli fotowoltaicznych i innych urządzeń. Według urzędników informacje o ich głównych cechach nie znajdowały się ani w umowie, ani w dokumentach przekazywanych klientowi najpóźniej w chwili, gdy zgadzał się na ofertę. Brak informacji o producencie i modelu utrudniał sprawdzenie rynkowej ceny, parametrów technicznych, dostępności serwisu czy warunków gwarancji. W takiej sytuacji konsument nie może też rzetelnie porównać propozycji kilku wykonawców, bo nie wie, jakie urządzenia obejmują poszczególne oferty.


– Przejście na odnawialne źródła energii to dla większości gospodarstw domowych poważna i kosztowna inwestycja, przy której są zdane na rzetelność wykonawcy. Decydując się na nią, konsument nie może kupować kota w worku. Brak informacji o producentach i modelach urządzeń na etapie zawierania umowy pozbawia klientów możliwości porównania cen i podjęcia świadomej decyzji – mówi prezes UOKiK Tomasz Chróstny.


Urząd nie przesądził jeszcze, iż spółka naruszyła zbiorowe interesy konsumentów. Postępowanie ma ustalić, czy zakwestionowane działania były niezgodne z prawem.

Rozpoczęcie montażu a prawo do rezygnacji


UOKiK bada również sposób informowania klientów o odstąpieniu od umowy. Chodzi o kontrakty zawierane poza lokalem przedsiębiorstwa, na przykład podczas wizyty przedstawiciela handlowego w domu konsumenta.


Dokumenty Columbus Energy miały sugerować, iż rozpoczęcie prac technicznych automatycznie odbiera klientowi prawo do rezygnacji. Urząd nie zgadza się z takim podejściem. Dlaczego? Bo pompy ciepła i instalacje fotowoltaiczne można zdemontować. Zdaniem prezesa UOKiK samo rozpoczęcie montażu nie powinno więc automatycznie kończyć prawa konsumenta do odstąpienia od umowy.


Zastrzeżenia wzbudziły również zapisy, według których klient sam miał żądać natychmiastowego rozpoczęcia prac przed upływem terminu na rezygnację. Informacje o konsekwencjach takiej decyzji znajdowały się w osobnym dokumencie. To mogło utrudniać świadomą ocenę sytuacji.


– Prawo do odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem jest jednym z podstawowych uprawnień konsumenta. Przedsiębiorca nie powinien konstruować treści postanowień w sposób, który może prowadzić klientów do przekonania, iż prawo to wygasa wcześniej, niż wynika to z przepisów – mówi Tomasz Chróstny.

Klienci rezygnowali, ale długo czekali na pieniądze


Kolejny zarzut dotyczy rozliczeń po odstąpieniu od umowy. Columbus Energy powinno zwrócić konsumentowi wpłacone środki bez zbędnej zwłoki, najpóźniej w ciągu 14 dni. Tyle iż ze skarg konsumentów wynika, iż część klientów czekała znacznie dłużej. Jeden z nich napisał, iż mimo upływu długiego czasu od rozwiązania umowy nie otrzymał należnych pieniędzy.


„Pomimo upływu znacznego czasu od rozwiązania umowy, do dnia złożenia (…) pisma nie otrzymałem zwrotu należnych mi środków. W odpowiedzi na moje zgłoszenie reklamacyjne (…) Columbus Energy poinformowało jedynie, iż „proces rozliczenia i zatwierdzenia zwrotu trwa”, bez wskazania konkretnego terminu zwrotu środków” – czytamy w skardze przytoczonej przez Urząd.


Brak zwrotu w ustawowym terminie może mieć szczególnie dotkliwe skutki przy inwestycjach energetycznych, których wartość sięga wielu tysięcy złotych. Zamrożone pieniądze utrudniają klientowi zawarcie umowy z innym wykonawcą lub zmianę planów dotyczących modernizacji domu.

Columbus Energy może zapłacić wysoką karę


Postępowanie może zakończyć się uznaniem, iż Columbus Energy naruszyło zbiorowe interesy konsumentów. W takim przypadku prezes UOKiK może nałożyć na przedsiębiorcę karę do 10 proc. obrotu.


Samo postawienie zarzutów nie oznacza jeszcze, iż spółka dopuściła się naruszenia. Columbus Energy może przedstawić stanowisko, dokumenty i argumenty w toku postępowania, a Urząd wyda decyzję po analizie zgromadzonego materiału.


Sprawa wpisuje się w szersze działania UOKiK na rynku odnawialnych źródeł energii. Urząd wcześniej karał przedsiębiorstwa działające w tej branży (m.in. Krajowy Projekt Energetyczny, Sunday Polska, Polska Energia Grupa Kapitałowa czy Energia dla Pokoleń) oraz kwestionował niedozwolone zapisy w umowach oferowanych klientom.




Polecamy również:



  • Co trzeci freelancer pracuje bez ochrony. Wystarczy jeden opóźniony przelew

  • Chiny wyłączają „papierowe złoto”. Sztabki przez cały czas można kupować

  • Chcieliśmy ujarzmić rzeki. Teraz skutki wracają podczas susz i powodzi

Idź do oryginalnego materiału