Demokracja w Niemczech jest raczej świeżej daty. Był krótki okres Republiki Weimarskiej, ale tamta demokracja była w pewnym sensie narzucona i Niemcy czuli się z nią nieswojo. Prusy potrafiły wycisnąć piętno praworządności typu nakazowego. Przeciętny Niemiec czuł się dobrze, kiedy mu dokładnie powiedziano co ma robić. Ocena czynu nie do niego należała. Hitler w taką mentalność wszedł gładko i z pełnym sukcesem. Nie było problemu z utworzeniem milionowej bojówki SA, potem SS. Nie było problemu z tworzeniem obozów, w których zadaniem było najpierw „wychowanie” ludzi posłusznych dla idei wodza i gotowych dla tej idei na wyłączenie wszelkich hamulców moralnych. Po prostu, jak śpiewano Führer befiehl, wir folgen dir. (Wodzu rozkaż a pójdziemy za tobą)
Po upadku III Rzeszy reedukacji Niemców dokonali z jednej strony Amerykanie, z drugiej Sowieci. Amerykanie wymusili demokrację, nie taką jaka dojrzewała latami za Oceanem, ale nakazaną. Działał pruski nawyk posłuszeństwa wobec władzy. To ona nakazała demokrację, ale w świadomości była to łata przyszyta do starego sukna. W DDR po przeróbce sowieckiej,. obowiązkowa była wiara w socjalizm i demokracja socjalistyczna, czyli po prostu bezdyskusyjne przyjęcie tego, co nakazywała władza. W III Rzeszy obowiązkowa była wiara w narodowy socjalizm. Po upadku muru berlińskiego ostała się wprawdzie demokracja, ale mocno przemodelowana na modłę enerdowską. Stąd urzędolenie pani Merkel, która w miejsce typowo niemieckiego pozdrowienia kultowego: Heil Hitler wprowadziła coś równie nośnego: herzlich willkommen. Bo w Niemczech wszystko musi być demokratycznie zum Befehl (na rozkaz). Gdy chodzi o sąsiedztwo z Polską, to istnieje zawarty przed 35 laty Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Istnieje, a jakże, Forum Polsko-Niemieckie w Berlinie. Jest porozumienie obronne, a nade wszystko są Niemcy i Polska w Unii Europejskiej. Można powiedzieć, iż miast ongisiejszego: spij spokojnie ORMO czuwa, mamy dziś zapewnienie śpij spokojnie UNIA czuwa. Pod warunkiem jednak, iż w Polsce rządzić będzie „nasz człowiek”, jak to innymi słowy wyjawiła pani von der Leyen, życząc Tuskowi premierostwa. Bo taka to jest ta demokracja enerdowsko-erefenowska, czyli przymiotnikowa, zatem, mając na myśli naszą „wałczącą”, żadna. Tuskowi wbili ją w mózg, kiedy korzystał ze synekury w Brukseli, a nauki pobierał w Berlinie. Wtajemniczony był tylko on, a na miejscu w Warszawie miał sobie dobrać tylko półgłówków bezwzględnie sobie posłusznych. Tak się stało. Taka symbioza demokracji niemieckiej z rodowodem nazistowsko-sowieckim z demokracją walczącą jest jak dotąd obiecująca, a dowodem jest to, co w Polsce się dzisiaj dzieje. Jednym z elementów budujących dobre sąsiedztwo z Niemcami jest zgoda Polski na wszystko czego pragną Niemcy i czego nie chcą. A pragną, by wreszcie wymazać przeszłość tak dla Polski bolesną, go to rodzi oczekiwanie na, choćby częściowe, pokrycie strat jakie od III Rzeszy ponieśli. Tusk ochoczo na to poszedł, więc powinien rządzić Polską. Niemcy pragną też, by Polska posłusznie włożyła głowę w obrożę naskładaną przez Unię. I to się dzieje, choćby przyjęcie kretyńskiej pożyczki SAFE i kolejnych „innowacji” unijnych niszczących polską tożsamość i suwerenność, po prostu Polskę o jakiej zawsze marzyliśmy w latach kolejnych okupacji.
Tak doszliśmy do tematu dnia. Do popisu godnego „brunatnych batalionów”, jak wtedy śpiewano. Bo w końcu co zrobiło kilkunastu Polaków, nie żadnych bojowców, starszych panów? Co prawda z Krzyżem, a to dla neopogaństwa niemieckiego nie do zniesienia. Kiedyś go połamano, ale wtedy to już był hakenkreuz, inna sprawa. Pan Bąkiewicz i garstka Polaków chcieli ten polny głaz upodobnić do pomnika i tu nie można się z nimi zgodzić, bo Niemcy nie mają prawa stawiać nam żadnych pomników, niech po prostu zwrócą to, co nam zabrali i zapłacą za to co zniszczyli. Za 3 miliony ofiar, cóż mogą dać? Nie liczę tu drugie tyle Żydów, bo za nich zapłacili. Za uznanie owego głazu, choćby z Krzyżem, choć już gorzej, iż i z polską flagą jako coś w rodzaju zadośćuczynienia ze strony Niemiec nie należały się zatem popisy policji jakże przypominające łowy uliczne w Polsce przez Niemców okupowanej. Powinni się raczej cieszyć, ze tanim kosztem Polacy zrobią więcej niż Tusk, który w końcu prawem kaduka jedynie odpuścił im sporą należność dla Narodu polskiego.
W końcu Niemcy przypomnieli jak to kiedy hasały die braunen Kolonen. Żywy obraz własnej historii.. W dodatku dopadli znienawidzonego Bąkiewicza. To, co naprawdę powinno zadziwiać, to wyznanie Tuska: W każdej sytuacji, kiedy policja interweniuje wobec polskich obywateli, oczywiście będziemy sprawdzali, czy wszystko jest zgodne z prawem, czy nie doszło do przesadnych interwencji, ale tak naprawdę, to co robi Bąkiewicz jest kompromitujące, nie oszukujmy się. Tusk daje popis jakiegoś humoru z przedmieścia, mówiąc, iż musi bronić w Polsce policji, iż przed Bąkiewiczem musi bronić straż graniczną. W istocie Tusk broni policję niemiecką, bo z polskiej uczynnił narzędzie partyjnej dintorii. Nie dziwi zatem lekceważące odniesienie się do zajścia ambasadora Niemiec w Warszawie, Bergera. Przy takim rządzie, jak Tuska nie musi się wysilać. Nie dziwią też wypowiedzi takich ludzi jak Sikorski czy wreszcie tzw. politycy KO. Tu dochodzi jeszcze ich skromny potencjał intelektualny. Sprawdza się przysłowie: i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu. Dziwić musi to, iż 1/3 Polaków popiera rząd, który miast bronić godności Narodu stale umizguje się wobec tych, którzy na każdym kroku okazują mi pogardę. Zbyt mało w tym środowisku rozumu, by pojąć, iż ono samo zasługuje w pierwszym rzędzie na lekceważenie i pogardę. Prof. Czernek powiedział ostatnio: Auf Wiederesehen Tusk. Pomylił się, bo powinni być: Auf Niewiedersehen.















