Co naprawdę dzieje się w krakowskiej Dzielnicy IX? Artur Surówka odpowiada krytykom (Nasza Rozmowa)

1 godzina temu

Choć radnym dzielnicowym jest dopiero pierwszą kadencję na Łagiewnikach i Borku Falęckim zna go prawie każdy. Wielu docenia go za aktywne działania, jednak wielu zarzuca mu cenzurę nieprzechylnych komentarzy oraz brak kompetencji do zasiadania w Radzie Dzielnicy. Kim jest Artur Surówka oraz jak odnosi się on do burzy wokół własnej osoby, która przetacza się od tygodni w mediach społecznościowych?

Artur Surówka to krakowski radny Dzielnicy IX (Łagiewniki-Borek Fałęcki), który w swojej pracy samorządowej skupia się na kwestiach infrastrukturalnych, komunikacyjnych oraz inwestycjach miejskich na południu Krakowa. Efekty swoich działań często relacjonuje w swoich mediach społecznościowych oraz na lokalnej grupie zszarzającej mieszkańców krakowskiej „dziewiątki”. W ostatnich tygodniach na wspomnianym forum jest on jednak często jednak tematem numer jeden.

Wśród mieszkańców stworzyła się grupa, która regularnie zarzuca radnemu cenzurowanie niewygodnych komentarzy, brak woli współpracy z resztą radnych dzielnicowych, wrogi stosunek do mieszkańców oraz brak kompetencji do zasiadania w Radzie Dzielnicy. Pod postami dotyczącymi lokalnych spraw często można spotkać się z prawdziwą „wojną” w komentarzach pomiędzy „zwolennikami”, a „przeciwnikami” radnego Surówki.

Ile jest jednak prawdy w stawianych zarzutach? Jak wygląda codzienna praca w Radzie Dzielnicy IX, kooperacja z innymi radnymi oraz dbanie o sprawy bliskie mieszkańcom? Finalnie, jak jest z tą wolnością słowa, oraz czy radny bierze sobie słowa krytyki do serca? O tym i wielu innych tematach wokół Łagiewnik i Borku Fałęckiego rozmawiamy w KRK NEWS z radnym dzielnicowym, Arturem Surówką.

Patryk Trzaska: Obecna kadencja pokazała wyraźny podział wśród radnych i mieszkańców. Jak z Pana perspektywy wyglądają relacje wewnątrz Rady Dzielnicy IX? Czy istnieje przestrzeń na kompromis i konstruktywny dialog, czy spór jest już permanentny? Z czego wynikają konflikty?

Artur Surówka: Jestem nowym radnym, gdyż to moja pierwsza kadencja i nie spodziewałem się zastać tak silnych układów w przecież najniższej jednostce samorządu, jaką jest Rada Dzielnicy. Tak, istnieje wyraźny podział w Radzie Dzielnicy IX na 10 radnych popierających Przewodniczącego Rady i Zarządu, czyli Bogusława Gołasa, którzy od początku kadencji głosują uchwały zarządu na tak, oraz 5 radnych niezależnych, którzy głosują kontrowersyjne uchwały zgodnie ze swoim sumieniem, czyli są przeciwni lub wstrzymują się od głosu. Ja naturalnie jestem w tej drugiej grupie niezależnych. Z czego bierze się tak wyraźny podział i dyscyplina mogę się tylko domyślać. Każdy z radnych frakcji przewodniczącego jest albo w zarządzie lub ma dodatkowe funkcje przewodniczącego komisji. Przekłada się to bezpośrednio na wysokość diety, którą otrzymują radni. Mianowicie radny, który nie jest w zarządzie może jako przewodniczący komisji otrzymywać ponad 850 złotych diety przy obecności na sesji, komisjach i mając jedną delegację w terenie. Natomiast radny pozbawiony funkcji w komisjach, płatnych delegacji (które zleca przewodniczący) czy wręcz usunięty ze składu komisji otrzymuje jedynie dietę za sesję, czyli 200 złotych. Różnica 650 złotych miesięcznie może nie wydawać się duża, ale przy 5 letniej kadencji to jest kwota 39.000 złotych. Dodatkowo, zdecydowana większość naszych radnych to są osoby starsze, utrzymujące się z jedynie z emerytury, więc dla nich mieć czy nie mieć co miesiąc dodatkowe 650 złotych np. na leki, robi dużą różnicę. To tłumaczy dlaczego na 15 członków rady jest aż 8 komisji a dodatkowo 3 osoby pełnią lepiej płatne funkcje w Zarządzie, czyli z grubsza pokrywa się to z wynikami głosowań dostępnymi na BIP-ie czy moimi spostrzeżeniami. Natomiast wśród radnych niezależnych trzech z nich od ponad 2 lat nie jest delegowana na płatne wyjścia w teren a dwóch radnych w tej chwili jest całkowicie usuniętych ze składu wszystkich komisji (ja i Tomasz Kozłowski). Na dodatek w gazetce dzielnicowej którą wydaje zarząd pojawiają się okresowo informacje, iż zostaliśmy usunięci z funkcji czy komisji, ponieważ rada straciła do nas zaufanie, co godzi przecież w nasze dobre imię jako radnych i przedstawicieli mieszkańców, którzy nas wybrali. Przy tak wielu stronniczych działaniach przewodniczącego nie widzę w tej chwili możliwości, aby sytuacja zmieniła się do końca tej kadencji. Statut dzielnicy daje przewodniczącym możliwość pozyskiwania przychylności radnych wspomnianymi wcześniej środkami, więc ma praktycznie nieograniczoną władzę i nie musi iść na kompromis, o ile uchwały rady są zgodne ze statutem. Sam spór jest jedyne na linii Przewodniczący a radni niezależni, gdyż my nie mamy żadnych prywatnych zarzutów do radnych z jego frakcji. Po sesji spotykamy się przecież np. w przedszkolu, gdzie chodzą nasze dzieci czy sklepie i normalnie rozmawiamy. Po części rozumiem ich sytuację. Boją się konsekwencji sprzeciwu, żeby ich nie spotkało to co nas lub chcą mieć po prostu święty spokój, bo to osoby w podeszłym wieku. Dodatkowo zdecydowana większość radnych bo aż 12 na 15 to radni z poprzedniej kadencji i widocznie przywykli do takich praktyk. Dla mnie czy Tomka Kozłowskiego czyli osób nowych z zewnątrz jest to nie do przyjęcia, a więc sprzeciwiamy się takim autokratycznym rządom w dzielnicy.

Patryk Trzaska: Z czego wynika Pana wysoka aktywność opozycyjna (na przykład składanie votum separatum do sprawozdań z działalności zarządu dzielnicy)? Czy to forma walki politycznej, czy realny brak uwzględniania potrzeb mieszkańców przez władze dzielnicy?

Artur Surówka: W radzie sprzeciwiam się jedynie mocno kontrowersyjnym uchwałom zgłaszając dodatkowo votum separatum, gdy jestem wyraźnie przeciwko przyjętej uchwale. Tak było właśnie przy sprawozdaniu z działalności zarządu dzielnicy. Mój sprzeciw dotyczył wyłącznie sposobu sprawowania władzy przez przewodniczącego i niewłaściwych działań zarządu a nie wykonania uchwał czy rozliczenia powierzonego dzielnicy budżetu.

Przykładem negatywnie ocenionych działań były: usuwanie członków rady ze wszystkich komisji wbrew ich woli uchwałami zarządu, brak jasnych zasad delegowania radnych i uznaniowe przydzielanie płatnych delegacji, skutkujące celowym pomijaniem 3 radnych przez cały rok. Do tego dochodzi niestosowne zachowanie się przewodniczącego czy jego zastępczyni na sesjach czy komisjach, którzy wprowadzają nerwową atmosferę, wyśmiewają radnych niezależnych nie szczędząc im epitetów, co na pewno nie przystoi członkom zarządu, których przecież sami wybraliśmy. Kto z mieszkańców chociaż raz uczestniczył w sesji, szczególnie gdzie były omawiane kontrowersyjne uchwały, może to potwierdzić. Poza tym sesje są nagrywane i każdy ma możliwość zapoznania się z nimi. Krytycznie oceniłem także brak informowania członków rady o działaniach zarządu między sesjami, co chcieliśmy choćby wprowadzić projektem uchwały, ale nasz projekt został odrzucony. Jako radni nie mamy ani wpływu na treść gazetki dzielnicowej ani możliwości zapoznania się z nią przed jej publikacją. Wiem, iż w innych dzielnicach radni sami piszą artykuły czy mają możliwość konsultowania jej zawartości przed drukiem, ale nie u nas.

Zastrzeżenia budziło także kolejny brak reprezentacji naszej dzielnicy na Dniach Otwartych Magistratu, gdzie wszystkie dzielnice miały swoje stoiska i był to świetny sposób na promocję dzielnicy czy dotowanego przecież z naszego budżetu klubu KS. Borek, który posiada znakomitą infrastrukturę do piłki nożnej. Zarzuciłem także zarządowi brak prowadzenia oficjalnej strony dzielnicy na social mediach jak Facebook, który jest jak wykazują badania dominującym sposobem pozyskiwania informacji przez większość dorosłych osób czy utrzymywaniu kontaktu z mieszkańcami co mamy zapisane w statucie. Jak by tego było mało, to na sesji poprzedzającej zatwierdzenie sprawozdania z prac zarządu rada usunęła Tomka Kozłowskiego z komisji rewizyjnej, czyli jedynego jej członka niezależnego, żeby zastąpić go kimś innym z układu. Jaki sens w takim razie ma taka instytucja komisji rewizyjnej? Innym razem zgłaszałem wyraźny sprzeciw uchwale zarządu, gdzie była procedowana opinia dzielnicy o zmianie zagospodarowania działki budowlanej z zabudowy jednorodzinnej na wielorodzinną, czyli blok lub szeregowiec w sąsiedztwie domków. Na tego typu zmiany godzące w okolicznych mieszkańców nigdy nie będzie mojej zgody. Innym przykładem mojego sprzeciwu był próg spowalniający przy przychodni na Niemcewicza, który był forsowany przez dzielnicę mimo wyraźnego sprzeciwu mieszkańców. Ten próg nie miał tam żadnej funkcji, gdyż występuje naturalna szykana spowalniająca w postaci zaparkowanych samochodów na jednym pasie drogi, więc każdy kierujący musi i tak zwolnić. Mimo przyjęcia uchwały przez radę, biuro Miejskiego Inżyniera Ruchu pod wpływem głosów sprzeciwu odrzuciło projekt progu i zastosowali inne rozwiązanie, co bardzo ucieszyło mieszkańców. Byłem też przeciwny uchwale o zakazie sprzedaży alkoholu w jednym ze sklepów spożywczych w sąsiedztwie Sanktuarium w Łagiewnikach. Uważam, iż skoro sklep uzyskał taką licencję od miasta a mieszkańcy są zadowoleni, to jednostkowe sprzeciwy na dodatek ze strony władz kościelnych nie mogą być podstawą do zmiany decyzji uniemożliwiającej mieszkańcom zakupy lokalnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami. Również ta uchwała dzielnicy mimo uzyskania większości głosów radnych została zaskarżona przez właściciela sklepu i nie doszła do skutku. Natomiast wszelkie uchwały zarządu powodujące ulepszenia dla mieszkańców czy polepszające komfort ich życia naturalnie głosuję pozytywnie, często zabierając głos, gdyż po to zostałem wybrany.

Pomijając spory polityczne, jest Pan radnym mocno widocznym w terenie. Jakie konkretne inicjatywy, interwencje czy projekty infrastrukturalne udaje się Panu skutecznie doprowadzić do końca w obecnej kadencji? Co uważa Pan za swój największy sukces w pracy dla mieszkańców?

Artur Surówka: Na dzień dzisiejszy na pewno największym moim sukcesem było wraz z Tomkiem Kozłowskim uruchomieniem powrotnego autobusu 151 po ulicy Żywieckiej. Wcześniej przez ponad 20 lat była kuriozalna sytuacja, iż autobus jechał w jedną stronę ulicą Żywiecką a wracał ulicą Zawiłą praktycznie omijając cały Borek Fałęcki. Kto pojechał do miasta czy targowisko na zakupy to musiał wracać piechotą z pełnymi siatkami lub jechać autobusem z przesiadką na Zawiłej, co pochłaniało dodatkowe 45 minut. Dzieci jechały autobusem do szkoły podstawowej a wracały piechotą… Rada Dzielnicy dość opornie działała w tym temacie, więc wziąłem sprawy w swoje ręce. Dzięki petycji, którą podpisało ponad tysiąc mieszkańców Rada Miasta uruchomiła powrotny autobus tą samą trasą w obie strony. Ja moją samowolę i załatwienie sprawy poza radą dzielnicy przypłaciłem usunięciem ze wszystkich komisji, gdyż szeroko nagłaśniałem sprawę autobusu i krytykowałem bierność rady w tej kwestii. Z mniejszych sukcesów była tyrolka dla dzieci w parku Solvay, której projekt wraz z dwoma innym radnymi zgłosiliśmy w dzielnicy. Ostatecznie udało się ją wykonać, chociaż nie poinformowano nas o terminie odbioru, przez co została odebrana z wadami i dopiero po kilku miesiącach udało się je usunąć. Na prośbę mieszkańców ulicy Harcerskiej zgłosiłem projekt uporządkowania parkowania na ulicy przez ustanowienie zakazu postoju po stronie numerów parzystych, co wyeliminowało częste blokowanie tej wąskiej drogi. Później mieszkańcy okolicznych ulic także zgłaszali się do dzielnicy aby u nich wprowadzić takie same zasady. Długo czekałem też na realizację pierwszej mojej inicjatywy w dzielnicy, czyli zapobieganiu zalewania osiedla Zdunów i Obozowej znajdującego się w moim rejonie przez potok Młynny Kobierzyński. Problemem był brak ustanowionej odpowiedzialności za ten ciek wodny, do którego nie przyznawały się ani Wody Polskie ani miasto Kraków. Po jednej z dużych ulew i zalaniu garaży podziemnych zarzuciłem radzie dzielnicy opieszałość w dotychczasowych działaniach i zażądałem stanowczych kroków w wyjaśnieniu spornej kwestii, gdyż sytuacja powtarzała się od momentu powstania osiedla. Wtedy pierwszy raz wszedłem w konflikt z dzielnicą, bo skrytykowałem dotychczasowe działania rady na swoim profilu Facebookowym i zostałem za to usunięty z funkcji wiceprzewodniczącego komisji bezpieczeństwa. Ale sprawa nabrała rozgłosu i zainteresowani mieszkańcy zaczęli masowo pisać do Wód Polskich o zajęcie się sprawą. Na początku tego roku Wody Polskie wydały postanowienie, iż po zleconych ekspertyzach kwalifikują ten potok jako ciek naturalny, więc podlega pod ich zarząd. Teraz wiadomo w końcu komu zlecać jego pogłębianie czy zwiększanie przepustów na jego przebiegu aby więcej nie wylewał. Szczególnie, iż dotarłem do dokumentacji budowy ulicy 8 Pułku Ułanów, gdzie wody opadowe z tej ulicy mają być zrzucane do potoku, który już w tej chwili wylewa. Będą zatem konieczne powiększenia przepustów i pogłębienie koryta potoku na terenach sąsiadującymi z budynkami. Nie wiem na ile jest moją zasługą psi wybieg w Parku Łagiewnickim, który ma powstać pod koniec tego roku. Najpierw składałem taki wniosek do Budżetu Obywatelskiego, ale miasto go odrzuciło, bo wskazałem za małą działkę. Potem próbowałem przez Radę Dzielnicy, ale radny zajmujący się tym parkiem stwierdził, iż nie chce tam psiego wybiegu. Postanowiłem więc nagłośnić tą sprawę w social mediach i samemu kontaktowałem się z Zarządem Zieleni Miejskiej. Nagle okazało się, iż da się i radni odpowiedzialni za ten park podjęli działania w tej sprawie. Tak, iż niewielka presja społeczna widocznie pomogła. Teraz planuję podobny psi wybieg w parku Solvay. Największym jednak projektem na terenie dzielnicy, nad którym pracuję jest odbudowa basenów w Borku Fałęckim. Po ponad 20 latach od jego zamknięcia, w zeszłym roku nastąpił przełom. Za moim wstawiennictwem u Prezydenta Miszalskiego, któremu pomagałem w kampanii wyborczej, udało się wykupić te tereny dla mieszkańców Krakowa od dewelopera, który chciał tam wybudować osiedle domków za 23,5 mln złotych. w tej chwili realizowane są prace projektowe, a w przyszłym roku powinna rozpocząć się odbudowa. Będę naturalnie nadzorował prace i informował mieszkańców o ich postępach na bieżąco.

Patryk Trzaska: Krytycy zwracają uwagę na Pana aktywność w sieci, zarzucając, iż na Pana profilach komentarze przedstawiające odmienny punkt widzenia znikają, a autorzy niewygodnych pytań są blokowani. Ile w tych zarzutach jest prawdy?

Artur Surówka: Jest dokładnie na odwrót. Zawsze podkreślam, iż jestem otwarty na słowa krytyki, bo w końcu to też inny punkt widzenia. Nikt nie jest nieomylny, ja także mogę się mylić, czy jako osoba stosunkowo nowa w samorządzie mogę o czymś nie wiedzieć. Podobnie nie dyskryminuję zwolenników innych partii politycznych, gdyż każdy ma prawo do własnych poglądów. Ja sam reprezentuję centrowe ugrupowanie, więc z każdym potrafię znaleźć płaszczyznę porozumienia, czy to gospodarczo czy w kwestiach światopoglądu. jeżeli tylko dyskusja jest merytoryczna, to nie ma mowy o kasowaniu komentarzy czy blokowaniu kogoś za różne od moich poglądy. choćby jeżeli widzę, iż to typowo komentarze atakujące moje ugrupowanie od politycznej konkurencji, to chętnie odpowiadam na nie. Takie komentarze czy kliknięcia nie tylko zwiększają moje zasięgi ale też wyświetlają się osobom w innych kręgach poza moimi znajomymi, czy wręcz w środowiskach opozycyjnych i mogą wpłynąć u kogoś na zmianę zdania czy wręcz opcji politycznej. Tak działają algorytmy social mediów i kto się na tym zna gwałtownie staje się popularny. Natomiast nie toleruję w debacie publicznej wulgaryzmów czy wszelkiej agresji słownej, gróźb czy innych tego typu niestosownych komentarzy. Szczególnie jeżeli pochodzą z fikcyjnych kont. Takie wpisy usuwam a użytkowników blokuję, bo dbam o porządek i kulturę na moim profilu. Ostatnio zauważyłem dużą aktywność ataków na mnie z kilku anonimowych kont na grupach lokalnych. Zbiega się to z faktem unieważnienia przez mojego kolegę Tomka pięciu uchwał Rady Dzielnicy IX, gdzie aktywnie go w tym wspierałem. Myślę, iż to nie przypadek, choć nie mogę nikomu nic udowodnić, ale te anonimy mają zaskakująco dużą wiedzę o sprawach dzielnicy jak na zwykłych mieszkańców. Póki nie przekraczają granic, to ich toleruję, a mieszkańcy i tak niech sami ocenią.

W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy zarzucające Panu oraz Panu Kozłowskiemu brak akceptacji dla wyniku wyborów i próbę ciągłego podważania demokratycznych ustaleń Rady Dzielnicy. Przeciwnicy pytają wprost: Dlaczego zamiast merytorycznej współpracy w oparciu o mandat większości, stawia Pan na konfrontację? Jak Pan się odnosi do tych zarzutów?

Artur Surówka: Wybory do rad dzielnic zostały przeprowadzone prawidłowo i kto pokonał innych kandydatów w swoim okręgu otrzymał mandat radnego, więc nie bardzo wiem co można tutaj kwestionować. W jednym okręgu zgłosił się tylko jeden kandydat, więc zgodnie z ordynacją wyborczą otrzymał on mandat bez konieczności głosowania. Natomiast znane są nam przypadki jednej osoby, która startowała ale nie dostała się. Ten pan krytykuje teraz Tomka w Internecie uważając, iż on byłby lepszym radnym i zarzuca mu publicznie wiele nieprawdziwych działań czy zaniedbań aby go zdyskredytować. Mi też pisał, żebym zrezygnował, bo podobno nie znam się na niczym. Taki urok wolności słowa, iż każdy może pisać co myśli, chociaż to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.

Nowi radni muszą natomiast wybrać swój zarząd. Tutaj przed tajnym głosowaniem miałem pewne naciski i obietnice benefitów, żeby głosować za konkretnymi osobami do zarządu, ale ani ja ani Tomasz im nie ulegliśmy. Jak widać już wtedy ustalany był układ sił, który trwa do dnia dzisiejszego. W efekcie rządzi frakcja przewodniczącego mając 10 z 15 głosów. Naturalne zgodnie z zasadami demokracji decyduje ilość głosów, ale jako radni mniejszościowi chcielibyśmy mieć równe prawa z innymi radnymi i swój głos choćby na komisjach, z których nas usunięto czy możliwość wyjść w teren czy na odbiory zadań zleconych przez dzielnicę w naszych rejonach. w tej chwili działania rady można więc opisać jako dyktaturę większości a nie demokrację. Wszystkie uchwały zarządu przechodzą identyczną ilością głosów, gdyż posiadają sporą przewagę, również w głosowaniach personalnych za pozbawieniem nas członkostwa w komisjach. Naturalnie sprzeciwiamy się łamaniu naszych praw, ale jest to często opisywane jako działania obstrukcyjne, skłócanie czy wręcz oczernianie innych radnych, co jest oczywistą nieprawdą. Jedyne zarzuty mamy tak naprawdę do Przewodniczącego, gdyż to on ma pełnię władzy w radzie i to w jego gestii leży aby załagodzić spory zamiast je eskalować. Jak widać czuje się pewnie i nie liczy z głosem mniejszości. Tyle, iż coraz więcej ludzi dostrzega konflikt w radzie dzielnicy a mieszkańcy osiedla Cegielnianego wręcz zarzucają lokalnym radnym bierność i brak zaangażowania. Liczę, iż kolejne wybory zmienią obecny układ sił, a do rady wejdą prawdziwi społecznicy z dużym zaangażowaniem. w tej chwili na sesjach dyskutuje ciągle te same 6-7 osób, reszta zdaje się przychodzić jedynie żeby podnieść rękę we właściwym momencie i podpisać listę obecności do wypłaty diety. Wystarczy przeczytać protokoły z sesji kto odzywał się, wszystko jest czarno na białym. Nie tak to powinno wyglądać według mnie. Jedyne, co mogło by zmienić obecną sytuację i zlikwidować konflikt to zmiana statutów dzielnic, pozbawiająca przewodniczących tak dużej władzy i wpływu na uposażenia radnych oraz transmisje sesji w Internecie, wzorem rady miasta. w tej chwili mieszkańcy nie wiedzą co się dzieje w radzie ani jak zachowują się ich radni, czy są aktywni czy nie, więc polegają jedynie na gazetce dzielnicowej, gdzie wszystko wygląda pięknie, a rzeczywistość bywa odmienna. Nie każdy ma czas żeby przyjść na sesję, chociaż mają takie prawo żeby uczestniczyć w dyskusji czy zadawać pytania. Takie transmisje on-line na pewno wpłynęły by na większą transparentność działań i przestrzeganie zasad demokracji w radach dzielnic.

Patryk Trzaska: Jako radny zbieżny z kierunkiem obecnych władz Krakowa, jak ocenia Pan współpracę IX Dzielnicy z Krakowskim Magistratem? Czy wielka polityka miejska (SCT, decyzje budżetowe, inwestycje) pomaga w rozwiązywaniu osiedlowych problemów w Łagiewnikach i Borku Fałęckim, czy wręcz przeciwnie, przenosi miejskie podziały na poziom lokalny?

Artur Surówka: Myślę, iż nasze spory w dzielnicy mają charakter wewnętrzny i nie rzutują negatywnie na współpracę Rady Dzielnicy IX z Magistratem. Uchwały dzielnicy są realizowane przez jednostki miejskie, a jasno określone procedury nie pozwalają na żadną uznaniowość w tej kwestii.

Na pewno przykro nam, iż władze naszej dzielnicy bojkotują tak doniosłe obchody jak niedawne 35-lecie powstania dzielnic Krakowa, czy dni otwarte Magistratu, gdyż każda dzielnica oprócz stanowiska, gdzie można było porozmawiać z radnymi, przedstawiała także swój program artystyczny. Dotujemy również jako Rada Dzielnicy znakomitą orkiestrę dętą oraz Centrum Kultury Solvay. Dla tych ludzi to także była by promocja czy możliwość pokazania się szerszej widowni. Odnośnie dużych projektów jak SCT, metro, które ma przebiegać przez naszą dzielnicę czy przebieg trasy S7, władze naszej dzielnicy są zachowawcze i nie angażują się, motywując, iż to nie należy do ich kompetencji. Z jednej strony to prawda, ale warto było by czasem zabrać głos zgodne z interesem swoich mieszkańców, których nikt nie pytał o zdanie. Tymczasem strefa płatnego parkowania zbliżyła się do naszej dzielnicy i niedługo trzeba będzie zająć jakieś stanowisko. Dzielnica IX jest bezpartyjna, więc każdy radny reprezentuje jedynie głos swoich wyborców z okręgu. Gdyby nie autokratyczny sposób sprawowania władzy przez przewodniczącego, to nie było by w radzie żadnych napięć. Niezależnie jaki jest układ sił w Radzie Miasta czy kto zostanie prezydentem, to mam nadzieję, iż obecna dobra kooperacja z jednostkami miejskimi nie ulegnie zmianie.

Idź do oryginalnego materiału