Cena pelletu w górę o połowę. Rośnie problem dla 400 tys. domów

2 godzin temu

Lato na rynku pelletu to zwykle okres, kiedy gospodarstwa domowe mogą spokojnie i po niższych cenach zaopatrzyć się w opał na sezon grzewczy. Jednak po dość ostrej zimie ceny pelletu nie spadły do ubiegłorocznych poziomów, a w lipcu zaczęły rosnąć. Sprawą zajmuje się kilka ministerstw, a jednym z rozwiązań ma być zwiększenie importu.

Nie mniej niż 1600 zł za tonę, a średnio – 2018 zł. To lipcowa cena coraz popularniejszego opału, jakim jest pellet drzewny. Według danych prezentowanych cenapelletu.pl (prowadzony przez jedną z firm z branży), to wzrost o 234 zł za tonę w porównaniu z czerwcem i aż o 55 proc. więcej niż w lipcu 2025 roku. A to ceny średnie – w sklepach internetowych można znaleźć pellet w cenach od 2500 do choćby 3500 zł.

Ten skok oznacza, iż ogrzewanie tej zimy będzie droższe dla dużej części gospodarstw domowych – bo kocioł na pellet jest coraz częściej wybieranym źródłem ciepła w domach. Według informacji resortów klimatu i energii, przekazanej w odpowiedzi na interpelacje poselskie, w Polsce funkcjonuje ponad 400 tys. kotłów na pellet, a ich liczba rośnie.

  • Czytaj także: 3,5 biliona złotych na transformację. Eksperci wskazują, gdzie Polska ma największą szansę

Jeszcze kilka lat temu pellet był widziany jako bardziej opłacalna i mniej emisyjna (choć nie eliminująca zanieczyszczeń całkowicie) alternatywa dla węgla. Jednak splot czynników doprowadził do wzrostu cen, który sprawia, iż koszt takiego opału może być porównywalny, a nawet wyższy od palenia węglem.

Ostra zima, większy popyt

Dlaczego ceny biomasy rosną w tym roku tak bardzo – i to dość wcześnie przed sezonem grzewczym?

Pierwszym z powodów jest stosunkowo ostra zima. Silny mróz w styczniu i lutym zwiększył zapotrzebowanie (wtedy na rynku doszło też do skoku cenowego), wyczerpał zapasy, które gospodarstwa domowe teraz uzupełniają. Może to też oznaczać rosnący popyt w okresie letnim, jeżeli osoby ogrzewające domy biomasą zużyły więcej, niż zakładały (lub zakładają większe zużycie także w nadchodzącym sezonie).

Po drugie – popyt na pellet jest coraz większy, bo coraz więcej domów jest ogrzewanych tego typu kotłem. Pokazują to statystyki programu Czyste Powietrze, w ramach którego można uzyskać dotację na wymianę starego kotła oraz termomodernizację budynku. Jeszcze w 2023 roku kotły na biomasę (w tym pellet) pojawiały się w mniej niż co piątym wniosku o dofinansowanie, a królowały pompy ciepła. W tym roku aż blisko 80 proc. osób korzystających z programu wybiera właśnie kocioł na biomasę. Na razie ich liczba to około 400 tys., ale na wymianę wciąż czeka 2,8 mln kopciuchów. Gdyby większość – czy choćby połowa – tych gospodarstw zdecydowała się na kocioł na pellet, popyt na ten opał wzrósłby wielokrotnie.

  • Czytaj także: Raport: Wiatraki napędzają inwestycje i wspierają budżety gmin

Za rosnącym popytem nie nadąża podaż. W dyskusji o cenach biomasy pojawiają się zarzuty o zmiany w gospodarce leśnej (na przykład powoływanie nowych rezerwatów czy lasów społecznych), które miały doprowadzić do mniejszej podaży drewna, a więc i surowca do produkcji biomasy. Jednak wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała w odpowiedzi na zapytania posłów informuje, iż “sprzedaż drewna z Lasów Państwowych w ostatnich latach utrzymuje się na stabilnym poziomie ok. 40 mln m3 rocznie”, a produkcja peletów i brykietów z drewna wzrosła w 2025 roku o 25 proc. w porównaniu do roku 2024 (pozostaje jednak niższa niż w roku 2021).

Ministerstwo Klimatu nie zakłada gwałtownych spadków podaży drewna – jednak nie ma też możliwości, aby ta stale rosła. jeżeli więc mamy rosnący z roku na rok popyt na pellet, to krajowa produkcja w pewnym momencie przestanie wystarczać na jego pokrycie.

Trzeba też zwrócić uwagę, iż odpady tartaczne, jak trociny i zrębki drzewne – z których produkuje się pellet – nie są po prostu odpadem. Stanowią surowiec m.in. dla branży meblarskiej. Z biomasy korzysta także energetyka zawodowa jak ciepłownie i niektóre elektrownie, a zużycie pelletu i brykietów drzewnych wzrosło w tym sektorze w 2025 roku o 77 proc. Mamy zatem kilka gałęzi przemysłu budujących zapotrzebowanie na ten sam surowiec.

Na cenę wpływają też koszty ponoszone przez producentów, w tym koszty energii i transportu. Sama produkcja pelletu jest energochłonna (bo biomasę trzeba rozdrobnić, wysuszyć, prasować), dlatego wyższe koszty energii wyraźnie przekładają się na cenę produktu.

Przewidziana katastrofa

Sytuacja nie może być dla rządu zaskoczeniem, bo o potencjalnych problemach pisano w opublikowanej niemal dokładnie rok temu „Analizie dostępności biomasy stałej”(dokument stworzono w Ministerstwie Klimatu na potrzeby prac nad strategią energetyczną – KPEiK).

Rządzący wychodzą z założenia, iż na potrzeby energetyki i ogrzewania powinny trafiać tylko takie materiały (resztki, odpady po produkcji), które nie mają wartości dla innych sektorów biznesu. Bo wytwarzanie z drewna mebli czy innych trwałych produktów tworzy o wiele większą wartość dodaną dla gospodarki niż spalanie go w piecach.

W analizie napisano wprost, iż “potencjał zrównoważony krajowych zasobów biomasy stałej jest ograniczony i w odniesieniu do biomasy drzewnej w znacznej części już w tej chwili zagospodarowany na cele energetyczne”. Według jej autorów Lasy Państwowe “doszły do progu zasobności” i szczytu możliwości pozyskania drewna. Przy wprowadzeniu dodatkowej ochrony lasów do 2030 roku podaż biomasy leśnej może spaść o kilkanaście procent, ale choćby bez ich wprowadzenia możliwe jest jedynie utrzymanie obecnego poziomu, a nie wzrost.

  • Czytaj także: Tańszy prąd i luzowanie ETS. Bruksela pokazała dwa wielkie plany

Nie ma więc scenariusza, w którym podaż zrównoważonej biomasy z polskich lasów nadąża za gwałtownie rosnącą liczbą kotłów na pellet. “Krajowa baza surowcowa stanowiąca źródło drewna, a pośrednio także trocin i zrębków wykorzystywanych do produkcji peletu, jest ograniczona i nie może zostać znacząco zwiększona bez ryzyka dla trwałości ekosystemów leśnych” – pisze wiceminister Dorożała.

Ministerstwo chce rosnącego importu

W połowie lipca o wzrastających cenach i potencjalnym kryzysie na rynku organizacja branżowa Polska Rada Pelletu rozmawiała z przedstawicielami Ministerstwa Energii, Ministerstwa Klimatu i Środowiska i Lasów Państwowych. Rekomendowała ona przede wszystkim rozwiązania długoterminowe: analizę wpływu polityki surowcowej państwa na rynek biomasy, stworzenie strategii zapewniającej dostępność biomasy dla poszczególnych branż, a także prace nad zadbaniem o jakość tego typu opału.

Jednak co zrobić, aby ulżyć gospodarstwom domowym mierzącym się już teraz z rosnącymi kosztami opału? Jedną z propozycji branży jest obniżenie stawki podatku VAT na pellet drzewny. Jednak do takich pomysłów nieprzychylnie może podchodzić resort finansów. W sierpniu po raz kolejny wprowadzono ceny maksymalne oraz obniżony VAT na paliwa, a przez prezydenckie weto do budżetu nie trafią pieniądze z podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. Osobnym problemem są wysokie ceny gazu, które zimą uderzą ogrzewających domy tym paliwem – i tu także może pojawić się presja na pakiety osłonowe.

Ministerstwo Energii chce wpłynąć na cenę przez zapewnienie większej ilości opału na rynku. – Chcemy zwiększyć ilość surowca w Polsce, tj. poprawić koordynację importu ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na ten surowiec – mówił szef resortu Miłosz Motyka cytowany przez biznes.interia.pl. Zapowiedział też prace nad “technicznymi rozwiązaniami” z branżą. – Jesteśmy też w kontakcie z Lasami Państwowymi, działamy na tyle na ile jest to możliwe w reżimach środowiskowych, żeby tego surowca było więcej – dodał.

Co jeszcze może poprawić sytuację? We wspomnianej analizie resortu klimatu pisano o “niezagospodarowanej nadwyżce biomasy pochodzenia rolniczego”. Do produkcji energii lub wytwarzania pelletów można wykorzystywać na przykład słomę. To wiąże się jednak z wyzwaniami logistycznymi i technologicznymi, co przyznaje samo ministerstwo. Branża uważa też, iż pellet rolniczy można wesprzeć na przykład rozszerzając program „Czyste Powietrze” o kotły i urządzenia grzewcze odpowiednie do spalania agropelletu.

Jest też inne rozwiązanie – elektryfikacja ogrzewania. W 2022 i 2023 roku widzieliśmy wzrost popytu na pompy ciepła, który jednak spadł m.in. wraz ze wzrostem cen energii elektrycznej. Jednak przy wysokich cenach nie tylko węgla, ale i pelletu, te urządzenia mogą znów zyskać na popularności. Wymagają one większych nakładów inwestycyjnych (bo często konieczna jest nie tylko sama instalacja urządzenia, ale też remont całego systemu ogrzewania i termomodernizacja). Jednak już po ich wykonaniu koszty ogrzewania spadają i mogą być niższe od jakiegokolwiek innego źródła ciepła – co pokazują m.in. wyliczenia organizacji branżowej PORT PC.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock./PV productions

Idź do oryginalnego materiału