Wojciech Cejrowski był wielkim fanem Donalda Trumpa. Wygląda na to, iż z politycznego uczucia nic nie zostało. – Nie mogłem wiedzieć, co się stanie w przyszłości. Nie zrobiłem tego z premedytacją – bije się w pierś bosy podróżnik. Prawica pokochała Trumpa Donald Trump w oczach polityków polskiej prawicy uchodzi za wzór do naśladowania, zbawcę świata, półboga i wielkiego bohatera. Odnosimy nieodparte wrażenie, iż ci wszyscy śmieszni posłowie PiS, którzy paradowali po Sejmie w czapeczkach z hasłem „Make America Great Again” chętnie ucałowaliby prezydenta USA – i to nie tylko w sam środek czoła. Ale czy to dziwi, iż dla hipokrytów, notorycznych kłamców, rozmodlonych rozwodników idolem i autorytetem jest zachowany w sobie bufon uznany winnym za seksualne wykorzystywanie i zniesławienie? Ani trochę. Donald Trump ostatnimi czasy bardzo gwałtownie się „odpala”. Ok, nie tylko ostatnimi czasy. Po prostu często się „odpala”, mając w nosie powagę swojego urzędu, konwenanse, obecność kamer czy po prostu kulturę osobistą. Prezydent USA obraża dziennikarki, politycznych przeciwników, z każdego zdania, które wypowiada wylewa się buta, chamstwo i bezczelność. Opalony myśli, iż jest władcą świata, a inne, gorsze państwa i ich władze powinny kłaniać mu się w pas. No i przyznać Pokojową Nagrodę Nobla. Jednym z największych polskich fanów