Niemieckie i polskie media odnotowały w tym tygodniu, iż zmarła Rita Süssmuth. W wielu tekstach nazwano byłą przewodniczącą Bundestagu „wielką postacią pokolenia pojednania”.
Rita Süssmuth należała do osób, które pozbawione łaski późnego urodzenia, musiały się osobiście zmierzyć z wojną. A po niej – w ramach politycznej działalności – zaangażowała się w zbudowanie dobrych relacji Niemiec z Polską i wprowadzenie Polski do struktur UE.
Rita Süssmuth wyprzedzała swoje czasy
Kołem zamachowym tej aktywności było, czego nigdy nie ukrywała, jej świadome chrześcijaństwo. Jednocześnie mówiła głośno – pamiętam to z rozmowy, którą miałem zaszczyt odbyć z nią w czasie pracy nad książką o arcybiskupie Alfonsie Nossolu – o tym, iż wprawdzie jej partia – CDU ma w nazwie literę C jak Christlich, ale to nie oznacza, niestety, automatycznie, iż wszyscy jej działacze zachowują się jak przystało na chrześcijan.
Ona sama o te wartości, które uważała za ważne, potrafiła się upominać. Także wychodząc przed chadecki szereg. Zainicjowała w Niemczech urlop rodzicielski, przeforsowała, by lata poświęcone przez kobiety na urodzenie i wychowanie dzieci liczyły się do emerytury i skutecznie starała się o wprowadzenie w CDU parytetów dla kobiet.
Rita Süssmuth broniła praw osób chorych na AIDS i „oświeconej polityki imigracyjnej”, przewidując u początku procesu zjednoczenia, iż Niemcy będą z powodów demograficznych przybyszów potrzebować.
Nie dało się nią kierować
Kiedy w 1995 roku kanclerz Kohl „zapomniał” zaprosić polskie władze na obchody 50-lecia zakończenia II wojny światowej, przewodnicząca Bundestagu naprawia ten błąd. Na jej zaproszenie 28 kwietnia do posłów obu izb niemieckiego parlamentu przemawia Władysław Bartoszewski – więzień Auschwitz i człowiek zaangażowany od dziesięcioleci w dialog z Niemcami.
Prasa nad Renem nazwała go po tym wystąpieniu „karabinem Pana Boga”. Mówił bardzo szybko. Z tą samą pasją wyliczał niemieckie zbrodnie wojenne i wzywał do nadrabiania czasu straconego na nieufność, nienawiść i wrogość.
Samodzielność i odwagę Rity Süssmuth trzeba przypominać w czasach, gdy tak wielu polityków, także w Polsce, mówi tylko to, co dyktuje im ustalony przez partyjnych wodzów przekaz dnia i głosuje według partyjnej dyscypliny wzmocnionej finansowymi karami. To wystarczy, by znaleźć się na liście kandydatów swojej partii w następnych wyborach. Za mało, by przejść do historii.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

3 godzin temu




