Kupili od gminy działkę pod dom, dostali pozwolenie na budowę i wydali ponad 400 tys. zł. Gdy mieli już kłaść dach, okazało się, iż nie można, bo zbyt blisko budynku przebiega linia energetyczna. Rodzina Jurkowskich z Karlina utknęła z niszczejącym budynkiem, widmem kolejnych ogromnych kosztów i poczuciem, iż została sama z problemem, którego nikt wcześniej im nie wyjaśnił. Materiał "Interwencji".
Budowali zgodnie z pozwoleniem. Teraz słyszą, iż dom nie może powstać

Rodzina Jurkowskich ma niedokończony dom w Karlinie w Zachodniopomorskiem. Nadzór budowlany wstrzymał prace, ponieważ linia energetyczna przebiega za blisko budynku.
- Gmina w publicznym, ogólnodostępnym przetargu sprzedała działkę, która w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego była przeznaczona jako zabudowa jednorodzinna, więc rodzina miała pełne prawo twierdzić, iż będą mogli ją zabudować - opowiada radca prawny Jakub Mielcarek.
- Jesteśmy załamani, każdy myślał, iż na święta się wprowadzimy, będziemy mieli spokojne życie. Byłem na przetargu z moją mamą. Pani zastępca burmistrza nas zapewniała, iż dom się zmieści na tej działce - mówi Oliwier Jurkowski.
Rodzina miała pozwolenie na budowę. Okazuje się, iż dom może nie powstać
- Pytaliśmy zastępcy burmistrza, czy będziemy mogli postawić ten dom, czy linia nie będzie kolidowała z budową. Pani zastępca wchodziła na portal i patrzyła na taką mapkę. Stwierdziła, iż bez problemu postawimy ten dom. Usłyszeliśmy też, iż miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego jest zapis, iż istniejące linie są do przebudowy, do kablowania – relacjonuje pani Ilona.
Podkreśla, iż otrzymała wszelkie pozwolenia na budowę. - Zaczęliśmy więc budować i na etapie już dachu, okazało się, iż ta linia jest za blisko, iż nie będziemy mogli postawić domu – dodaje.
ZOBACZ: "Interwencja". Oferuje meble i znika z zaliczkami. Tropem stolarza Pawła P.
Przez działkę Jurkowskich przechodzi standardowa linia elektroenergetyczna o napięciu 15 kilowoltów. Zgodnie z przepisami techniczno-budowlanymi jej minimalna odległość od budynku musi wynosić 5 metrów i 20 centymetrów. Dom rodziny postawiono bliżej.
- Jak przyjechała energetyka, to zaraz wystąpili z pismem do nadzoru budowlanego o wstrzymanie prac budowlanych. Do tej pory wydaliśmy ponad 400 tys. zł i stanęliśmy w martwym punkcie. Nie możemy skończyć tego, zamknąć, zadaszyć. To wszystko będzie niszczało - podkreśla Marcin Jurkowski.
- Mamy sytuację, w której starostwo wydało decyzję o pozwoleniu na budowę, a później wstrzymało tę budowę, bo uznało, iż nie może odbywać się ona bez zagrożenia dla zdrowia i życia ludzi - komentuje radca prawny Jakub Mielcarek.
Rodzina Jurkowskich miała kłaść dach na nowym domu. Nadzór wstrzymał budowę
- Pozwolenie zostało wydane w sposób prawidłowy, rzetelny i w oparciu o wszystkie niezbędne dokumenty, jakie są potrzebne do tego, aby wydać takie pozwolenie. o ile chodzi o decyzję przy takiej kolizji, to ona nie ma wpływu, ponieważ tę kolizyjność można usunąć, to nie jest trwała przeszkoda. Ten dom, jak najbardziej tak zaprojektowany, może tam stać po tym, jak linia średniego napięcia zostanie przebudowana bądź okablowana - tłumaczy Arkadiusz Jaskulski ze Starostwa Powiatowego w Białogardzie.
Linia elektroenergetyczna znajdująca się na działce jest własnością firmy Energa Operator SA. Oto fragment oświadczenia jej rzecznika prasowego: "Operator systemu dystrybucyjnego nie może finansować przebudowy infrastruktury elektroenergetycznej w sytuacji, gdy konieczność usunięcia kolizji wynika z prywatnej inwestycji realizowanej przez właściciela nieruchomości".
ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie
- W treści księgi wieczystej nie ma wpisów o służebności, czyli to prawo operatora energetycznego do tego, aby mógł przeprowadzić np. linię energetyczną, słupy, kable itd. W teorii działka zatem była czysta. W praktyce natomiast przez działkę przechodzi linia napowietrzna. Można powiedzieć, iż to klasyczny przykład tego, co mamy w całej Polsce, czyli nieuregulowanych gruntów, przez które przychodzą jakieś linie napowietrzne - komentuje radca prawny Jakub Mielcarek.
Postawili dom zgodnie z pozwoleniem. Teraz piętrzą się problemy
Pytany o działania prawne, jakie można podjąć rodzina, wskazuje "na wniosek o usunięcie bądź przesunięcie linii przez operatora, który nie posiada tytułu prawnego do tego, aby ta linia tam się znajdowała. Druga kwestia to domaganie się obniżenia ceny zakupionej działki od gminy, z uwagi na spadek jej wartości poprzez wadę, bądź też odstąpienia od umowy i domaganie się odszkodowania nie tylko za zakup działki, ale także za to, co zostało wybudowane do tej pory".
- Koszt takiej przebudowy linii to około 100 tysięcy złotych. Nie wiedziałam, iż ja będę musiała na własny koszt to skablować, gdyby wiedziała, w życiu takiej działki bym nie kupiła z takim obciążeniem – podkreśla Ilona Jurkowska.
Materiał wideo z "Interwencji" dostępny tutaj.
Zastępca burmistrza Karlina Magdalena Jaworska-Dużyńska odpowiada, iż "nigdzie nie było zapisane, iż to gmina jest odpowiedzialna za skablowanie linii i absolutnie na przetargu nie padły takie słowa",
- Nie ma podstawy prawnej żądań, byśmy pokryli tego koszty. Jaki byłby interes gminy, żeby sprzedawać działkę, a później, likwidować kolizję za sto tysięcy zł? Każdy kupujący patrzy na to, jak działka wygląda. Ta linia jest napowietrzna, więc była widoczna cały czas. Nie było żadnych ukrytych wad - zapewnia.
Jeżeli sprawa kabla trafi do sądu i się przeciągnie, to państwo Jurkowscy mogą zapłacić jeszcze gminie karę, bo zgodnie z umową sprzedaży zobowiązali się zakończyć budowę domu w ciągu pięciu lat.


2 godzin temu
!["Czujemy się oszukani". Skromny protest działaczy i sympatyków PiS przeciw podwyżkom za śmieci [ZDJĘCIA]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/47/47144/d9a1cd48d1d7b69af8cc4c1186631633.jpg)








