Ukraińskie władze przyznały właśnie coś, co może mieć znacznie większe znaczenie dla oceny sytuacji na froncie, niż wynikałoby to z samego brzmienia komunikatu. Kyryło Budanow, szef Biura Prezydenta Ukrainy i jeden z najważniejszych przedstawicieli ukraińskich władz, powiedział, iż Ukraina nie może mobilizować mniej niż 30 tysięcy ludzi miesięcznie, ponieważ jest to „minimalna liczba niezbędna do utrzymania tego, co jest”. Innymi słowy przyznał, iż mniej więcej tyle właśnie wynoszą miesięczne straty w personelu. To spora różnica z oficjalnie deklarowanymi przez kijowksą propagandę liczbami.
Budanow niechcący ujawnił skalę strat Ukrainy w wojnie. Według tego przedstawiciela władz w Kijowie napływ 30 tysięcy nowych ludzi miesięcznie nie jest liczbą pozwalającą na rozbudowę armii, przygotowanie wielkiej ofensywy czy zwiększenie jej potencjału, ale absolutnym minimum potrzebnym do utrzymania obecnego stanu na froncie. Ta wypowiedź jest niezwykle istotna, ponieważ zmusza do postawienia pytania, dlaczego armia ukraińska potrzebuje tak ogromnego, stałego dopływu nowych ludzi.
Jeżeli 30 tys. rekrutów miesięcznie stanowi jedynie poziom konieczny do utrzymania obecnych pozycji, oznacza to, iż w tym samym czasie ukraińskie siły zbrojne tracą możliwość wykorzystywania porównywalnej liczby ludzi w dotychczasowych rolach. Nie oznacza to automatycznie, iż dokładnie 30 tysięcy żołnierzy miesięcznie ginie na froncie, ponieważ część personelu może wypadać ze służby wskutek ran, chorób, wyczerpania, przeniesienia do innych zadań, zakończenia służby czy innych przyczyn, jednak sama skala koniecznego uzupełniania armii pokazuje, iż jej miesięczne zapotrzebowanie na nowy personel jest ogromne.
Co więcej, Budanow nie mówił o wyjątkowym zapotrzebowaniu związanym z przygotowaniem konkretnej operacji wojskowej, ale o stałym minimum. To właśnie ten element jego wypowiedzi powinien zwrócić szczególną uwagę, ponieważ oznacza, iż ukraińska armia potrzebuje dziesiątek tysięcy nowych ludzi nie po to, by stać się liczniejsza, ale po to, by nie stać się słabsza. Przy utrzymaniu takiego poziomu mobilizacji mówimy o setkach tysięcy ludzi w skali roku, a więc o liczbach powoli przekraczających potencjał ludzki państwa prowadzącego już od kilku lat wyniszczającą wojnę.
W tym miejscu pojawia się zasadniczy problem z narracją dotyczącą ukraińskich strat, która przez znaczną część wojny była przedstawiana opinii publicznej w sposób sugerujący, iż armia ukraińska ponosi stosunkowo niewielkie straty. W przekazach propagandowych i medialnych wielokrotnie eksponowano ogromne rosyjskie straty, podczas gdy informacje dotyczące strat ukraińskich były znacznie bardziej ograniczone, a ich rzeczywista skala pozostawała przedmiotem sporów i spekulacji.
Najnowsza deklaracja przedstawiciela władz w Kijowie pokazuje, iż problem ukraińskich zasobów ludzkich jest znacznie poważniejszy, niż można byłoby sądzić na podstawie takich przekazów. Armia, która rzeczywiście ponosiłaby jedynie minimalne straty, nie powinna potrzebować stałego dopływu co najmniej 30 tysięcy nowych ludzi każdego miesiąca tylko po to, aby utrzymać istniejącą sytuację. Tak ogromne zapotrzebowanie kadrowe musi mieć swoją przyczynę, a najbardziej oczywistą jest stałe zużywanie potencjału osobowego przez działania wojenne – liczbę zabitych i rannych oraz dezerterów.
Skoro 30 tysięcy nowych ludzi miesięcznie jest według ukraińskich władz absolutnym minimum koniecznym do utrzymania obecnego stanu, to ukraińskie siły zbrojne muszą każdego miesiąca kompensować olbrzymi odpływ personelu. choćby o ile część tego odpływu nie wynika bezpośrednio ze śmierci lub ranienia żołnierzy, nie sposób poważnie twierdzić, iż mamy do czynienia z armią ponoszącą jedynie symboliczne czy marginalne straty osobowe.
Warto również zwrócić uwagę na kontekst, w którym Budanow wypowiedział te słowa. Jego zdaniem sama zmiana sposobu prowadzenia mobilizacji nie zmieni zasadniczego problemu, ponieważ zapotrzebowanie ilościowe pozostanie takie samo. Jednocześnie ukraińskie władze przyznają, iż istnieją problemy społeczne związane z mobilizacją, w tym przypadki bezprawnego lub przymusowego wcielania ludzi do wojska, z którymi państwo powinno walczyć.
Nie jest to obraz sytuacji charakterystyczny dla państwa, które dysponuje niewyczerpanymi zasobami ludzkimi i wygrywa wojnę. Przeciwnie, kolejne działania ukraińskich władz pokazują, iż kwestia personelu staje się jednym z najpoważniejszych ograniczeń umiejętności prowadzenia wojny. Problem nie polega już wyłącznie na tym, ile broni, amunicji czy sprzętu można dostarczyć na front, ale również na tym, ilu ludzi można jeszcze skierować do jednostek, które muszą utrzymywać linię walki.
Deklaracja Budanowa jest istotna również z innego powodu. Pokazuje bowiem, iż rzeczywiste koszty wojny po stronie ukraińskiej są znacznie większe, niż można byłoby wywnioskować z oficjalnego przekazu propagandowego dotyczącego strat. Przez lata społeczeństwa zachodnie otrzymywały przede wszystkim informacje o stratach rosyjskich, podczas gdy straty ukraińskie pozostawały znacznie mniej przejrzyste. Teraz jeden z najważniejszych urzędników państwa ukraińskiego mówi o zapotrzebowaniu, którego nie da się pogodzić z obrazem wojny, w której ukraińskie straty miałyby być niewielkie.
Wypowiedź Budanowa można uznać za jedno z bardziej znaczących demaskacji kondycji ukraińskiej armii. Pokazuje, iż Ukraina potrzebuje stałego dopływu ogromnej liczby nowych ludzi, ponieważ obecny zasób osobowy nie wystarcza do utrzymania działań wojennych bez ciągłego uzupełniania. Stoi w wyraźnej sprzeczności z obrazem wojny, w którym ukraińskie straty miałyby być minimalne, a problem niedoboru żołnierzy miałby wynikać przede wszystkim z niechęci społeczeństwa do mobilizacji.
W rzeczywistości jedno i drugie jest ze sobą bezpośrednio związane. Im większe jest zużycie ludzkiego potencjału armii, tym większa musi być mobilizacja, a im większa staje się mobilizacja, tym trudniej władzom przekonać społeczeństwo, iż koszty prowadzonej wojny pozostają niewielkie. Dzisiejsze słowa Budanowa są więc przede wszystkim świadectwem tego, iż problem ukraińskich strat osobowych i niedoboru ludzi osiągnął skalę, której nie można już łatwo ukryć za pozytywnymi komunikatami o sytuacji na froncie.
Polecamy również: Mróz-Gorgoń fałszowała swoje prace naukowe

2 godzin temu











