Grzegorz Braun 13 września odpowiedział krytykom po uszkodzeniu obelisku UPA w gminie Dołhobyczów. Europoseł stwierdził, iż łatwiej potępić sprzeciw wobec gloryfikowania banderyzmu niż wskazać sprawców mordów na Polakach. Policja prowadzi postępowanie, a według IPN obiekt powstał bez uzgodnień i zezwoleń.
Braun odpowiada po nagraniu spod Hrubieszowa
Grzegorz Braun zabrał głos po fali komentarzy dotyczących uszkodzenia obelisku poświęconego członkom Ukraińskiej Powstańczej Armii. Polityk ocenił, iż łatwiej jest potępić sprzeciw wobec gloryfikowania banderyzmu niż jasno wskazać sprawców mordów na Polakach. Jego wypowiedź przytoczył 13 września portal NCZAS.COM.
Sprawa dotyczy obiektu stojącego w pobliżu miejscowości Białystok w gminie Dołhobyczów, w powiecie hrubieszowskim. Braun opublikował wcześniej nagranie, na którym wraz z Marcinem Mikszą uderza młotami w przednią część monumentu i próbuje usunąć tablicę. Europoseł mówił na filmie, iż obelisk obraża pamięć ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach i powinien zostać usunięty zgodnie z prawem przez adekwatne służby.
Wcześniejszy materiał Dziennika Narodowego opisuje przebieg zdarzenia i pierwsze działania policji. Samo nagranie stanowi istotny materiał dla organów prowadzących postępowanie, ale o odpowiedzialności karnej może rozstrzygnąć wyłącznie sąd.
Policja bada uszkodzenie monumentu
Policja prowadzi postępowanie dotyczące znieważenia pomnika, uszkodzenia mienia oraz możliwego działania związanego z nienawiścią na tle narodowościowym. Jak przekazała Wirtualnej Polsce asp. szt. Edyta Krystkowiak z Komendy Powiatowej Policji w Hrubieszowie, do 11 września nikt nie został zatrzymany i nikomu nie przedstawiono zarzutów.
Rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Karolina Gałecka zapowiedziała, iż sprawcy zniszczenia nie pozostaną bezkarni. Taka deklaracja nie może jednak zastąpić wyjaśnienia podstawowego problemu: dlaczego obiekt o nieuregulowanym statusie, upamiętniający formację odpowiedzialną za zbrodnie na Polakach, przez lata pozostawał bez skutecznej decyzji państwa.
Państwo prawa nie może akceptować samowolnego niszczenia obiektów. Nie może też chować się za procedurą wtedy, gdy przestrzeń publiczna służy gloryfikacji formacji obciążonej ludobójstwem. Władze powinny działać wcześniej, legalnie i jasno. Ich bierność zostawiła pole dla działań demonstracyjnych oraz kolejnego sporu dyplomatycznego.
IPN: obiekt powstał bez zezwoleń
Według informacji przekazanych Wirtualnej Polsce przez Instytut Pamięci Narodowej monument upamiętnia członków UPA poległych w starciu z grupą operacyjną NKWD w lutym 1946 roku. IPN nie ma źródeł potwierdzających, iż zostali pochowani właśnie w tym miejscu. Instytut nie dysponuje też danymi pozwalającymi ustalić udział tych konkretnych osób w zbrodniach na Polakach.
Jacek Romanek z lubelskiego oddziału IPN poinformował, iż obiekt w obecnej formie powstał pod koniec lat 90. XX wieku albo po 2000 roku. Został wzniesiony na terenie należącym wówczas do Skarbu Państwa bez wymaganych uzgodnień i zezwoleń. Nie opiniował go IPN ani działająca wcześniej Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Ustalenia Instytutu o samowoli i niepotwierdzonym miejscu pochówku opisaliśmy szerzej.
Te fakty przesuwają ciężar odpowiedzialności na instytucje. o ile monument jest samowolą, adekwatne organy powinny rozstrzygnąć jego status, zbadać teren i zdecydować o dalszym losie obiektu. Wójt Dołhobyczowa Grzegorz Drewnik wskazał, iż rozwiązaniem mogłyby być ekshumacje, a następnie ewentualne przeniesienie szczątków wraz z monumentem na Ukrainę.
Pamięć ofiar i obowiązek państwa
Spór o obelisk nie może zacierać prawdy o OUN i UPA. Sejm w uchwale z 22 lipca 2016 roku oddał hołd ofiarom ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Pamięć o pomordowanych nie jest wymierzona we współczesnych Ukraińców i nie daje podstaw do odpowiedzialności zbiorowej. Wymaga natomiast nazwania organizacji, dowódców i sprawców.
Polska ma prawo oczekiwać od Ukrainy rezygnacji z kultu OUN i UPA. Jednocześnie polskie władze mają obowiązek chronić miejsca pochówku i rozstrzygać spory o upamiętnienia na podstawie prawa oraz badań historycznych. Szacunek dla zmarłych nie oznacza zgody na polityczną gloryfikację formacji odpowiedzialnej za zbrodnie.
Stawką jest wiarygodność państwa wobec własnych obywateli. jeżeli urzędy potrafią reagować dopiero po głośnym incydencie, oddają inicjatywę politykom i kamerom. Polska polityka pamięci potrzebuje prawdy, sprawnego prawa i odwagi instytucji. Bez tego podobne konflikty będą wracały.
Źródła: NCZAS.COM, Wirtualna Polska
Źródło: Najwyzszy Czas! (nczas)









