Grzegorz Braun 31 sierpnia nazwał „zdradą narodową i kryminałem” przekazywanie przez polskie władze centralne i samorządowe sprzętu na Ukrainę. Wymienił czołgi, ambulanse, wozy strażackie i pojazdy cywilne, ale nie podał kwoty, listy darowizn ani podstaw prawnych. Dla Polaków stawką są przejrzystość wydatków oraz bezpieczeństwo państwa.
Mocne oskarżenie bez rachunku
Grzegorz Braun opublikował w serwisie X nagranie, w którym zaatakował politykę przekazywania sprzętu na Ukrainę przez rząd i samorządy. Jak relacjonuje NCZAS, polityk użył określenia "zdrada narodowa i kryminał". W swojej wypowiedzi wymienił czołgi, ambulanse medyczne, karetki pogotowia, samochody straży pożarnej i pojazdy cywilne.
Braun porównał takie decyzje do sytuacji, w której wójt lub burmistrz oddawałby majątek sąsiedniej gminie, zamiast zaspokajać potrzeby własnych mieszkańców. Uznał, iż podobne działanie na poziomie lokalnym zostałoby potraktowane jako przekroczenie uprawnień albo niedopełnienie obowiązków. Następnie przeniósł ten zarzut na rząd, prezydentów i władze wojewódzkie wspierające podmioty ukraińskie.
Problem w tym, iż opublikowana relacja nie wskazuje żadnej konkretnej uchwały, umowy, kwoty ani daty przekazania sprzętu. Nie wiadomo więc, które decyzje Braun ocenia, jaki mają koszt i czy dotyczą sprzętu zbędnego, wycofywanego, zakupionego specjalnie na pomoc czy potrzebnego przez cały czas polskim służbom. Bez tych danych można postawić polityczne pytanie, ale nie da się uczciwie wydać wyroku.
Publiczny majątek wymaga jawności
Braun trafia w istotny punkt: sprzęt kupiony z podatków nie jest własnością ministra, marszałka ani burmistrza. Każde przekazanie powinno mieć podstawę prawną, jawny wykaz, określoną wartość i uzasadnienie odnoszące się do interesu Polski. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy po darowiźnie ich szpital zachował potrzebną karetkę, a strażacy wciąż dysponują sprawnym wozem. Tak wygląda elementarna odpowiedzialność za państwo. Taki rejestr powinien być publicznie dostępny.
Jednocześnie słowo "zdrada" nie może zastępować kontroli dokumentów. Pomoc wojskowa lub ratownicza dla państwa broniącego się przed rosyjską agresją może służyć polskiemu bezpieczeństwu. Rosja pozostaje zagrożeniem dla naszej części Europy, a zdolność Ukrainy do utrzymania państwowości ma bezpośrednie znaczenie dla Polski. Twardy realizm wymaga liczenia kosztów po obu stronach, także kosztu zaniechania.
Pomoc celowa zamiast polityki blankietowej
Polska nie ma obowiązku finansować każdej potrzeby Ukrainy. Najpierw odpowiada za bezpieczeństwo własnych obywateli, gotowość armii, ochronę zdrowia i służby ratunkowe. Wsparcie ma sens wtedy, gdy jest celowe, kontrolowane i przynosi Polsce wymierną korzyść strategiczną. Hojność bez rachunku gwałtownie staje się nieodpowiedzialnością.
Dotyczy to również pieniędzy europejskich. Kiedy Ukraina zabiega o wielomiliardowe środki na obronę powietrzną, polskie władze powinny jasno pokazywać, jaki udział przypada naszemu podatnikowi, przemysłowi i bezpieczeństwu. Społeczne poparcie dla pomocy nie utrzyma się na sloganach ani moralnym szantażu. Potrzebuje jawnych zasad.
Braun postawił pytanie o granice dysponowania polskim majątkiem, ale odpowiedział na nie oskarżeniem bez przedstawienia rachunku. Państwo powinno ten rachunek ujawnić. Dopiero wtedy Polacy mogą ocenić, które transfery służą ich racji stanu, a które są kosztownym gestem cudzym kosztem.
Źródło: NCZAS
Źródło: Najwyzszy Czas! (nczas)













