Amerykańsko-izraelski atak na Iran może doprowadzić do kryzysu energetycznego porównywalnego do tego z roku 1973. Katar, drugi największy na świecie producent skroplonego gazu ziemnego, zawiesił eksport tego surowca po irańskich atakach na swoje instalacje przemysłowe. Statki w cieśninie Ormuz mogą być atakowane przez Irańczyków, co de facto oznacza blokadę Zatoki Perskiej. Ten konflikt to kolejne przypomnienie, iż uboga w surowce Europa powinna jak najszybciej dążyć do niezależności energetycznej. Tę mogą dać nam odnawialne źródła energii i energetyka jądrowa w połączeniu z efektywnością energetyczną.
28 lutego Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały Islamską Republikę Iranu. Izraelsko-amerykańskie naloty i ataki rakietowe są bardzo skuteczne. Resztki irańskiego lotnictwa i wojsk rakietowych znikają niczym śnieg w wiosennym słońcu. Systematycznie niszczona jest irańska flota wojenna.
Jeszcze bardziej dewastujące jest jednak systematyczne eliminowanie irańskiego przywództwa. W izraelskim nalocie zginął choćby „Najwyższy Przywódca” Iranu, ajatollah Ali Hosejni Chamenei. A wraz z nim wielu najwyższej rangi dowódców wojskowych.
Wojna, którą oglądamy od kilku dni, jest kontynuacją zakończonej rozejmem „wojny dwunastodniowej” między Iranem a Izraelem (przy wsparciu USA) z czerwca 2025 roku. Podobno już wtedy armia izraelska chciała wyeliminować Chameneiego, ale Amerykanie powiedzieli „nie”.
Wybuch obecnej odsłony konfliktu nie był zaskoczeniem dla nikogo, kto – choćby tylko w ogólnodostępnych źródłach – śledził ruchy amerykańskiej armii. A w szczególności przerzucanie okrętów wojennych i licznych samolotów do tankowania w powietrzu w rejon Bliskiego Wschodu. Nieco mniej oczywiste są natomiast globalne konsekwencje tej wojny.
Republika Islamska kontratakuje i boleśnie się odgryza
W odpowiedzi na atak na swoje terytorium Irańczycy zaatakowali nie tylko Izrael i amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie, ale też swoich sunnickich sąsiadów. Celem irańskich dronów stały się praktycznie wszystkie kraje Zatoki Perskiej. Jest więc jasne, iż jeżeli ktoś z Państwa planował służbowy lub prywatny wyjazd do Dubaju lub do innego kraju w rejonie, będzie musiał z tym poczekać. Być może długo.
W ostatnich dniach widzieliśmy przecież obrazy, które jeszcze niedawno moglibyśmy zobaczyć tylko na filmach szpiegowskich lub tych z gatunku political-fiction. Choćby palący się u podstawy słynny dubajski hotel w kształcie żagla – Burdż al-Arab.
Może nie tak efektowny, ale z globalnego punktu widzenia o wiele bardziej istotny był jednak irański atak na katarskie instalacje gazowe. W jego wyniku koncern QatarEnergy ogłosił bezterminowe zawieszenie produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG).
QatarEnergy says that it will stop all natural gas production following Iranian drone attacks on its facilities.
The company, Qatar’s state-owned oil and gas enterprise, is responsible for nearly 20% of global LNG exports. pic.twitter.com/4ZyalSdsw9
Warto tu przypomnieć, iż Katar jest drugim po USA producentem LNG – prawie 20 proc. światowej produkcji pochodzi właśnie z tego kraju. Katarczycy eksportują gaz przede wszystkim do państw azjatyckich (najwięcej kupują go Chiny i Indie) ale także do Europy, w tym do naszego kraju. Największymi odbiorcami katarskiego LNG w Unii są Włochy, Belgia i Polska.
Rynek oczywiście już zareagował na te wydarzenia – ceny gazu gwałtownie skoczyły w górę. Co gorsza, wszystko to dzieje się w bodaj w najgorszym możliwym momencie – kiedy europejskie magazyny gazu są prawie puste po zimie. I powinny być napełniane przed następną. Dobrą informacją jest to, iż według ekspertów uszkodzenia katarskich instalacji LNG mogą zostać dość gwałtownie naprawione, a produkcja wznowiona.
Cieśnina Ormuz, czyli jak geografia może wpłynąć na światową gospodarkę
Wyłączenie jednej piątej produkcji bardzo istotnego surowca energetycznego samo w sobie byłoby już sprawą niezwykle poważną, ale to nie koniec kłopotów jakie dla reszty świata niesie obecny konflikt. Państwa leżące w rejonie Zatoki Perskiej odpowiadają również za około jedną piątą światowej produkcji nie tylko w przypadku gazu ziemnego, ale i ropy naftowej. Tak się jednak pechowo składa, iż wyjściem z tego akwenu na Ocean Indyjski jest leżąca między Iranem a Omanem dość wąska cieśnina Ormuz.
Według irańskich mediów państwowych dowódca irańskiej Gwardii Rewolucyjnej (IRGC) ogłosił zamknięcie cieśniny Ormuz i ostrzegł, iż każdy statek próbujący ją przepłynąć zostanie zaatakowany. Zablokowanie tego szlaku morskiego oznacza, iż żaden statek handlowy (w tym tankowce i gazowce) nie wydostanie się z Zatoki Perskiej. „Zablokowanie” nie musi oznaczać zaminowania, do czego Iran być może już nie jest zdolny. Irańczycy wciąż jednak są w stanie atakować statki z głębi lądu.
- Czytaj także: Mieszka tu 90 mln ludzi. Sojusznik Rosji z dramatycznym apelem o wodę
Żeby w pełni zabezpieczyć się w pełni przed takimi atakami, USA musiałyby albo dokonać inwazji lądowej na Iran, albo doprowadzić w tym kraju do zmiany władzy. Jest to zresztą jeden z amerykańskich i izraelskich celów strategicznych. Obecna wojna ma być bowiem wsparciem antyrządowych protestów, które od wielu tygodni miały miejsce w Iranie i były tłumione z brutalnością wyjątkową choćby jak na standardy regionu. Dlatego na przykład lotnictwo Izraela atakuje nie tylko cele militarne, ale także odpowiedzialne za krwawe tłumienie protestów irańskie siły bezpieczeństwa i policję. Z doniesień medialnych wiemy też, iż od zeszłego roku do zachodniego Iranu przemycano broń, aby uzbroić tysiące kurdyjskich ochotników. Oczekuje się, iż w ciągu kilku dni rozpoczną oni operację lądową.
Minimal vessel traffic seen in Strait of Hormuz amid reported closure
The latest #MarineTraffic playback shows visibly reduced transit density, alongside holding patterns, slower speeds, and vessels remaining outside the strait as operators reassess risk. pic.twitter.com/pfqk5rcbg8
Po doświadczeniach w Iraku Amerykanie powinni jednak wiedzieć, iż próba wzniecenia w Iranie antyrządowego powstania czy rewolucji, a tym bardziej inwazja lądowa to jednak ryzykowne pomysły i bardzo różnie mogą się one skończyć.
Może jednak aż tak drastyczne kroki nie będę konieczne, by przywrócić normalną żeglugę w regionie. Donald Trump zapowiedział niedawno, iż amerykańska marynarka wojenna może niedługo zacząć eskortować statki handlowe przez Cieśninę Ormuz. Nie wiemy więc, co przyniosą najbliższe tygodnie. Jak mawiał Niels Bohr: „Przewidywanie jest bardzo trudne szczególnie, jeżeli idzie o przyszłość.” Nie można jednak liczyć na szybką normalizację sytuacji, choć bardzo chcieliby tego arabscy sojusznicy USA w regionie, jak choćby właśnie Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Powtórka z 1973 roku?
Póki co mamy stan przypominający sytuację z 1973 roku. Wtedy, w odpowiedzi na wojnę między Izraelem a jego arabskimi sąsiadami, kraje Zatoki Perskiej celowo zmniejszyły produkcję ropy. To bardzo podniosło ceny tego surowca i doprowadziło do globalnego kryzysu energetycznego. Miał on wiele konsekwencji, zarówno negatywnych (braki paliwa i jego racjonowanie), jak i pozytywnych. Na przykład, na poważnie zaczęto wtedy myśleć o oszczędzaniu energii i zmniejszeniu uzależnienia od ropy i gazu. Co objawiało się choćby przez zastąpienie wielkich, paliwożernych „krążowników szos” znacznie mniejszymi modelami aut. A we Francji budową elektrowni jądrowych.
- Czytaj także: Ceny energii w dwa miesiące skoczyły o 300 proc. Co rządy zrobiły w 1973 roku?
I podobna powinna być dziś nasza odpowiedź na to, co dzieje się w rejonie Zatoki Perskiej. Szczególnie właśnie tu, w Europie, która jest już praktycznie pozbawiona tradycyjnych surowców energetycznych: węgla, ropy i gazu.
Parę lat temu ze względu na powodowanie lokalnych trzęsień ziemi zaprzestano wydobycia gazu ziemnego w Holandii. w tej chwili największym europejskim producentem tak ropy naftowej, jak i gazu ziemnego jest Norwegia. Jednak kraj ten samodzielnie nie jest w stanie zapewnić wystarczającej dla całego kontynentu ilości któregokolwiek z tych surowców.
Znaczące zwiększenie produkcji gazu ziemnego planują Rumunii, którzy w 2027 roku chcą rozpocząć wydobycie tego surowca spod dna Morza Czarnego (projekt Neptun Deep).
To jednak nie wystarczy, by pokryć europejskie zapotrzebowanie na gaz. W dodatku pojawiają się uzasadnione pytania nie tylko o wpływ tej inwestycji na klimat i środowisko, ale też o bezpieczeństwo dostaw. Mówimy przecież o akwenie, na którym toczą się działania wojenne (wojna Rosji z Ukrainą) i gdzie nie brakuje „zgubionych”, swobodnie pływających min morskich. Nie mówiąc już o tym, iż rumuńskie instalacje będą potencjalnie łatwym celem dla rosyjskiego sabotażu.
Oczywiście, możemy też szukać dostawców gazu i ropy gdzie indziej. Choćby za oceanem. Amerykanie już w tej chwili są bardzo istotnym źródłem LNG trafiającego do Europy, w dużej mierze zastępując Rosję jako niegdyś głównego dostawcę gazu ziemnego.
Jednak od pewnego czasu jest jasne, iż wiązanie swojego bezpieczeństwa (zarówno energetycznego, jak i militarnego) z USA nie jest zbyt racjonalną strategią. Stany Zjednoczone pod przywództwem Donalda Trumpa są coraz bardziej nieprzewidywalne i coraz bardziej nieprzyjazne wobec Europy. A liczenie na szybką i trwałą zmianę tej sytuacji (dzięki zwycięstwu Partii Demokratycznej w kolejnych wyborach prezydenckich) byłoby bardzo dużą niefrasobliwością.
Niezależność energetyczna jest równie ważna, co niezależność militarna
Z tych wszystkich powodów Unia Europejska, a szerzej cała Europa powinny jak najszybciej stać się niezależna energetycznie od reszty świata. I w ostatnich dniach wiele osób o tym przypomina. Jedną z nich jest znany dziennikarz zajmujący się energetyką, Jakub Wiech:
Warto sobie prześledzić dzisiejsze nerwowe doniesienia na temat Cieśniny Ormuz, możliwych cen ropy, gazu i paliw oraz wielkiej niepewności surowcowej, jaką wywołał atak na Iran.
Naprawdę, warto prześledzić to wszystko i przypomnieć sobie, iż Unia Europejska importuje 90%… pic.twitter.com/HdtHu2xB35
Obecna wojna na Bliskim Wschodzie powinna być dla nas pobudką porównywalną z atakiem Rosji na Ukrainę.
Tym bardziej, iż od dawna doskonale wiadomo, co trzeba robić. Skoro nie możemy liczyć na stabilne dostawy paliw węglowodorowych w rozsądnych cenach i skoro sami – zarówno jako Unia, jak i Polska – mamy ich za mało, to musimy nasze bezpieczeństwo energetyczne oprzeć na czymś innym. Na czymś, co nie wymaga sprowadzania ogromnych ilości surowców z innych części świata.
Oznacza to, iż musimy, po pierwsze inwestować w odnawialne źródła energii takie jak energetyka słoneczna i wiatrowa, co zresztą od dłuższego czasu robimy. Ale samo stawienie wiatraków i paneli fotowoltaicznych nie wystarcza. Konieczna jest też rozbudowa i modernizacja sieć energetycznych a także budowa systemów zdolnych do magazynowania energii. Są to ogromne wyzwania, zarówno od strony technicznej, jak i finansowej, ale im wcześniej na poważnie się z nimi zmierzymy, tym lepiej dla nas.
Kolejnym ważnym elementem europejskiej niezależności energetycznej powinna być energetyka jądrowa. choćby o ile paliwo jądrowe pochodzi z innych części świata, można je łatwo zgromadzić na dłuższy czas.
Musimy też wreszcie zintensyfikować i przyspieszyć pracę nad tymi źródłami energii które dziś wydają się wciąż jeszcze bardziej należeć do kategorii science fiction niż twardej inżynierii, ale które potencjalnie mogą być niezwykle owocne i istotne. Chodzi mi tu o na przykład o energię geotermalną, która staje się coraz bardziej dostępna ze względu na rozwój technik wiercenia głębokich odwiertów. A także o nowe technologie wykorzystania energii fal morskich. Wreszcie, także o fuzję termojądrową. Ta ostatnia technologia z pewnością nie jest rozwiązaniem na tu i teraz, ale należałoby bardzo zintensyfikować prace nad nią. Opanowanie (po dekadach wysiłków!) procesu, który sprawia, iż świeci nasze słońce, rozwiązałoby wszystkie nasze problemy z energią.
Na razie trzeba jednak skupić się na rozwiązaniach i technologiach dostępnych już dziś. I działać szybko.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Loredana Sangiuliano

2 godzin temu











![Kraków: zakończyło się 152. Zebranie Plenarne Konferencji Zgromadzeń Żeńskich [+GALERIA]](https://misyjne.pl/wp-content/uploads/2026/03/55123661082_d3b7f0b8ba_o.jpg)




