Biorą sprawy w swoje ręce i walczą z nielegalnym graffiti. "Problem w Warszawie jest ogromny"

1 godzina temu

Działają, by sąsiedztwa były czyste

Założyciel GUMy Mateusz wyliczył, iż w ramach swojej działalności Grupa zmywa bohomazy, zdziera reklamy z miejskich słupów oraz zbiera butelki i inne śmieci na własną rękę.

- Są też takie grupki w innych miastach, które robią to w sposób mniej legalny. Chcą zrobić coś dobrego, chcą oczyścić zabytki, ale niestety biurokracja ich wykańcza. Sam z tym walczę, iż czasami czekam na jakąś zgodę albo na telefon po dwa miesiące. Chciałem usunąć graffiti z okolic bulwarów, to wykonałem 60 telefonów do Wód Polskich i tak takiej zgody nie uzyskałem. Dla niektórych osób to za dużo pracy, wolą po prostu wziąć farbę i pozbyć się problemu sami - zaznaczył.

Problem z graffiti w Warszawie nie znika

Wiceprzewodniczący Rady Dzielnicy Praga-Północ Krzysztof Michalski zaznaczył natomiast, iż problem z graffiti w Warszawie jest ogromny, a miasto sobie z nim nie radzi.

- Mimo dość dużej kampanii prowadzonej przez miasto, zachęcającej wspólnoty, czyli też podmioty prywatne, do aplikowania o środki na usuwanie graffiti, takich zgłoszeń jest bardzo mało. To, co przerasta, to biurokracja, uzgadnianie każdego kroku z urzędnikami. Trzeba wypracować rozwiązania ułatwiające walkę z aktami wandalizmu - podkreślił.

Warto zaznaczyć, iż w Warszawie od 2009 roku powstało kilkadziesiąt stref Free Graffiti, gdzie można sprayować legalnie.

Idź do oryginalnego materiału