Big-Tech postrzelony z Kałasza

niepoprawni.pl 1 godzina temu

Często oskarża się zachodnie firmy jak Decathlon iż nie wycofały się z Rosji po ataku na Ukrainę. Krytyka ta (jak akcja bojkotu Decathlon) całkowicie pomija kwestię mniejszego zła i nieprzewidywalności władz Rosji. Przy obecnych systemach w Rosji, firmy te stają się poniekąd zakładnikami.

Mają jedynie wybór, albo działać dalej jako prywatne spółki na terenie Rosji, albo zostać znacjonalizowane (wraz z patentami) jak to zrobił ZSRR i posłużyć jako element państwowego systemu. Władze Rosji wyraźnie stanęły na stanowisku, iż z Rosji "nie ma dla nich odwrotu".

Bilet w jedną stronę - do Rosji

Problem dotyka jednego z najbardziej skomplikowanych i najmniej rozumianych aspektów exodusu zachodnich korporacji z rynku rosyjskiego. Władze na Kremlu stworzyły system pułapek prawnych i finansowych, w którym natychmiastowe porzucenie majątku przez zachodnie firmy często oznaczało bezpośrednie zasilenie rosyjskiej kasy państwowej lub przekazanie infrastruktury oligarchom powiązanym z reżimem.

Debata publiczna i akcje bojkotowe (jak te wymierzone w sieć sklepów Decathlon czy inne marki należące do stowarzyszenia rodziny Mulliez, np. Leroy Merlin i Auchan) w 2022 roku skupiały się głównie na emocjonalnym i moralnym aspekcie sprawy. Tymczasem z perspektywy biznesowo-prawnej sytuacja wyglądała znacznie bardziej cynicznie.

Pułapka nacjonalizacji i „dekretów odwetowych”

Rosja od samego początku inwazji na Ukrainę traktowała zachodnie aktywa cywilne jako zakładników. Wprowadzono szereg przepisów, które sprawiły, iż proste zamknięcie drzwi i wyjazd z kraju stały się ekonomicznie i strategicznie najgorszym rozwiązaniem.

Przykłady firm takich jak spożywczy Danone czy znana marka piw Carlsberg pokazały, co dzieje się, gdy firma próbuje działać zbyt niezależnie lub opuścić rynek na własnych warunkach. Ich rosyjskie filie zostały de facto przejęte przez państwo (pod pretekstem „tymczasowego zarządzania”) i oddane pod kontrolę ludziom lojalnym wobec Kremla (np. krewnym czeczeńskiego przywódcy Ramzana Kadyrowa).

Rosyjski rząd wydał dekret pozwalający lokalnym firmom na korzystanie z patentów i własności intelektualnej podmiotów z „nieprzyjaznych krajów” (czyli tych, które nałożyły sanckcje - lista jest długa) bez konieczności płacenia tantiem czy uzyskiwania zgody. Szybkie porzucenie marki oznaczało, iż lokalny biznes mógł przejąć całe know-how i kontynuować produkcję pod nieco zmienioną nazwą, nie ponosząc żadnych kosztów licencyjnych.

Aby zagraniczna firma mogła legalnie sprzedać swoje udziały i opuścić Rosję, musiała uzyskać zgodę specjalnej komisji rządowej. Warunki były drastyczne: sprzedaż majątku z co najmniej 50-procentową zniżką oraz obowiązkowa wpłata do rosyjskiego budżetu państwa (tzw. dobrowolny podatek, który z czasem rósł i wynosił choćby do 15% wartości transakcji).

Strategia Decathlonu: ostrożny odwrót zamiast panicznej ucieczki

Decathlon zorganizował proces wyjścia z Rosji w sposób, który idealnie ilustruje próbę uniknięcia bezwzględnej nacjonalizacji. Firma nie mogła po prostu „zamknąć sklepów”, bo natychmiast przejęłoby je państwo wraz z towarem.

Zamiast tego sieć zawiesiła działalność operacyjną, a następnie przeprowadziła skomplikowany proces sprzedaży całego swojego biznesu w Rosji (w tym 36 sklepów i centrum logistycznego). Nabywcą została rosyjska spółka ARM, która po sfinalizowaniu transakcji otworzyła sklepy pod nową marką Desport. Dzięki temu Decathlon formalnie odciął się od rynku rosyjskiego, uratował część kapitału przed bezprawnym zagarnięciem przez rząd, ale jednocześnie stał się celem ogromnej krytyki za czas, jaki zajął ten proces.

Dylemat etyczny

W teorii bojkot konsumencki ma zmusić firmę do odcięcia agresora od technologii i dochodów z podatków. W rosyjskich realiach powstał jednak paradoks „mniejszego zła”.

Gdy firma zostaje płaci podatki w Rosji, utrzymuje tam miejsca pracy i jest oskarżana o współfinansowanie machiny wojennej poprzez rozwijania sieci gospodarczej. Gdy firma ucieka nagle jej nowoczesne fabryki, magazyny, zaawansowane maszyny i patenty są przejmowane przez Rosjan za bezcen. Nowi właściciele nie mają oporów przed wspieraniem wojny, a zyski z wypracowanej przez lata zachodniej infrastruktury trafiają bezpośrednio do kieszeni oligarchów lub skarbu państwa.

Dla wielu firm decyzja o pozostaniu na rynku lub przeciąganiu procesu sprzedaży była więc próbą ochrony własności intelektualnej i niedopuszczenia do sytuacji, w której ich własna technologia zostanie bezpośrednio wykorzystana przez państwo rosyjskie.

Metoda spalonej ziemi nie zadziała


Dlaczego firmy te nie zniszczyły kapitału tyko sprzedały go prywatnym podmiotom w Rosji ? Była by to niby najskuteczniejsza forma sabotażu rosyjskiej gospodarki. Wynika to wprost z systemów prawnych prawa cywilnego i gospodarczego Rosji - zastosowanie taktyki „spalonej ziemi” – czyli fizyczne zniszczenie fabryk, maszyn czy podpalenie magazynów przed wyjazdem z Rosji – było dla zachodnich menedżerów prawnie i praktycznie niemożliwe. Choć z perspektywy sabotażu gospodarczego brzmi to skutecznie, w rzeczywistości doprowadziłoby to do natychmiastowego aresztowania lokalnych dyrektorów i gigantycznych kar finansowych dla globalnych central.

Wynika to bezpośrednio z konstrukcji rosyjskiego prawa karnego i cywilnego, a także ze specyfiki międzynarodowego biznesu.

Odpowiedzialność karna i osobiste bezpieczeństwo pracowników

Najważniejszą barierą był fakt, iż zagraniczne korporacje zatrudniały w Rosji tysiące ludzi, a na czele lokalnych spółek stali menedżerowie (często obywatele Rosji lub ekspaci), którzy odpowiadali za majątek własnym życiem i wolnością.

Świadome niszczenie infrastruktury przemysłowej, logistycznej czy telekomunikacyjnej o dużej wartości zostałoby natychmiast zakwalifikowane przez rosyjską prokuraturę jako sabotaż (Art. 281 Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej) lub akt terroryzmu. Grozi za to kara od 10 do 20 lat ciężkiego więzienia.Nawet na poziomie czysto cywilnym, celowe uszkodzenie fabryki przez jej kierownictwo to przestępstwo z art. 167 Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej (umyślne zniszczenie lub uszkodzenie mienia). Gdyby centrala np. Decathlonu wydała z Paryża tajny rozkaz „zniszczyć maszyny i podpalić magazyn”, rosyjskie służby (FSB) natychmiast aresztowałyby lokalny zarząd,

Rosyjskie prawo upadłościowe i instytucja „celowego bankructwa”

W prawie gospodarczym Rosji istnieje bardzo rygorystyczny przepis dotyczący tzw. celowego bankructwa (Art. 196 Kodeksu Karnego Federacji Rosyjskiej) oraz działania na szkodę wierzycieli i państwa. jeżeli firma niszczy swój kapitał, automatycznie traci zdolność do spłaty lokalnych zobowiązań (podatków, pensji dla pracowników, opłat za wynajem powierzchni od rosyjskich właścicieli). W rosyjskim systemie prawnym likwidacja majątku, która uniemożliwia spłatę zaobowiązań jest traktowana jako przestępstwo gospodarcze. Rosyjski sąd ma prawo natychmiast zawiesić uprawnienia całęgo zarządu i wprowadzić zewnętrzny zarząd komisaryczny. Państwo i tak przejęłoby to, co zostało z majątku, a globalna centrala straciłaby jakąkolwiek kontrolę nad procesem oddalonym od tysiące kilometrów.

Fiduciary Duty – Obowiązek powierniczy wobec akcjonariuszy

Z perspektywy prawa zachodniego (np. francuskiego, amerykańskiego czy niemieckiego), zarządy spółek giełdowych mają tzw. fiduciary duty – czyli prawny obowiązek ochrony wartości firmy dla jej akcjonariuszy i inwestorów (w tym funduszy emerytalnych).

Celowe zniszczenie aktywów wartych setki milionów euro (zamiast próby ich odzyskania poprzez sprzedaż, choćby za ułamek wartości) skończyłoby się lawiną pozwów ze strony milionów akcjonariuszy przeciwko zarządowi firmy na Zachodzie. Menedżerowie zostaliby oskarżeni o działanie na szkodę własnej spółki i marnotrawienie kapitału inwestorów.

Nadzieja na powrót i klauzule odkupu (Buyback)

Większość zachodnich firm, sprzedając swój biznes rosyjskim podmiotom za bezcen, nie robiła tego z sympatii do Rosji, ale z chęci zachowania „furtki” na przyszłość.

W umowach sprzedaży masowo stosowano klauzule opcji odkupu (ang. buyback option). Umowy te dawały zachodnim korporacjom prawo do odkupienia swoich fabryk i sklepów za symboliczną kwotę (np. 1 rubla lub kwotę sprzedaży powiększoną o inflację) w ciągu 5 do 10 lat, jeżeli sytuacja geopolityczna ulegnie zmianie. Gdyby firmy zastosowały taktykę spalonej ziemi i zniszczyły infrastrukturę, bezpowrotnie zamknęłyby sobie drogę powrotu na ten rynek w przyszłości.

Zniszczenie kapitału było więc niewykonalne, ponieważ rosyjski aparat państwowy natychmiast wykorzystałby swoje prawo karne do przejęcia majątku, zanim pierwsza maszyna zostałaby uszkodzona, a załoga przypłaciłaby to wolnością.

Korporacja to przez cały czas cywil


To całkowicie obala teorię "wszechmocy globalnych korporacji przed którym drży Rosja". Putin brutalnie to weryfikuje. Wojna w Ukrainie i reakcja Kremla na zachodnie sankcje stały się ostatecznym, empirycznym dowodem na to, iż w starciu z brutalną siłą milionów żołnierzy i agentów KGB choćby najbogatsza globalna korporacja jest bezsilna.

Ta sytuacja całkowicie obala popularny w teoriach o ponadnarodowych elitach gospodarczych, które rzekomo dyktują warunki Putinowi. Rosja pokazała, iż suweren dysponujący monopolem na przemoc, więzieniami i tysiącami czołgów zawsze ma przewagę nad podmiotem, którego jedyną siłą są akcje i arkusze w Excelu.

Oto najważniejsze powody, dlaczego przypadek Rosji tak brutalnie zweryfikował teorię o „wszechmocy korporacji”:

Pieniądze nie chronią przed Kałaszem

Rzekomo korporacje kontrolują polityków dzięki klasycznych łapówek i lobbingu. W autorytarnym lub totalitarnym państwie, takim jak Rosja, ten mechanizm przestaje działać. Prezes globalnego koncernu wartorgo miliardy dolarów nie ma żadnej karty przetargowej, gdy lokalny prokurator, działający na polecenie Kremla, może oskarżyć jego pracowników o sabotaż i zamknąć ich w kolonii karnej. Prawo własności, na którym opiera się potęga korporacji, istnieje tylko tak długo, jak długo państwo decyduje się je respektować.

Kapitał jest uwięziony w fizycznej infrastrukturze

Teorie często przedstawiają korporacje jako ulotne, nieuchwytne byty, które mogą w sekundę przenieść się w dowolne miejsce na świecie. Rosyjski kryzys obnażył fizyczną naturę biznesu. Fabryki, taśmy montażowe, rurociągi, centra logistyczne i setki sklepów to nieruchomości. Nie da się ich potajemnie wywieźć ciężarówkami przez granicę. W momencie kryzysu ten fizyczny kapitał staje się zakładnikiem, a korporacja – ofiarą wymuszenia.

Asymetria celów (Zysk vs. Przetrwanie władzy)

Korporacje działają w oparciu o racjonalność ekonomiczną: minimalizację strat i maksymalizację zysków. Państwa narodowe (a zwłaszcza reżimy dyktatorskie) kierują się zupełnie inną logiką – logiką władzy, ideologii, kontroli. Zachodnie zarządy próbowały negocjować z Rosją dzięki argumentów ekonomicznych („jeśli wyjdziemy, stracicie miejsca pracy i podatki”). Kreml odpowiedział na to iście radziecką logiką siły: „nie obchodzą nas wasze podatki, po prostu zabierzemy wasze fabryki i rozdamy je naszym ludziom”. W tym starciu racjonalny biznes był całkowicie bezbronny wobec politycznego fanatyzmu i bezwzględności.

Globalizacja okazała się smyczą, a nie skrzydłami

Przez dekady uważano, iż globalne powiązania gospodarcze oplotły państwa tak mocno, iż wojna stanie się niemożliwa, bo nikomu nie będzie się finansowo opłacać. Teoria ta legła w gruzach. Okazało się, iż to nie korporacje oplotły państwa, ale państwa uwięziły korporacje w globalnej sieci zależności. Gdy Zachód odciął Rosję od systemu SWIFT i zamroził jej rezerwy, a Rosja odpowiedziała konfiskatą zachodnich firm, korporacje znalazły się w kleszczach między sankcjami własnych rządów a odwetem ze strony Kremla.

Przypadek Rosji (a w coraz większym stopniu także specyficzna i twarda polityka Chin wobec zachodnich gigantów technologicznych) jasno pokazuje, iż XXI wiek to powrót do prymatu geopolityki nad ekonomią. Potężne państwo narodowe, jeżeli tylko ma wystarczająco brutalną determinację, armię i policję może w kilka dni zniszczyć efekty wieloletniej ekspansji największych firm świata, a one nie mają żadnych narzędzi, by się przed tym bronić.

Dolar versus Kałasz


Niektórzy często działają logiką, iż skoro Apple czy Microsoft mają akcje warte biliony, to starczyło by im na przekupienie całego parlamentu Rosji lub dowództwa służb i biur antykoprupcyjnych. Zapomonają, iż przy takiej ilośći łapówek ktoś w koncu i tak puścił by parę z ust lub wykorzystał prowokację. Po za tym akcji tych nie da się spieniężyć tak od razu, gdyż wartość ich przewyższa pienięadze jakie mają osoby chcące kupić akcje, które dostali by w łapówkach (podaż > popyt)

Twierdzenie przeciwne to całkowite niezrozumienie mechanizmów psychologii władzy oraz brak elementarnej wiedzy o tym, jak działa płynność finansowa i rynki kapitałowe. Myślenie, iż „bilionowa wycena giełdowa” oznacza, iż prezes firmy może otworzyć walizkę z gotówką i kupić głosy w parlamencie, to czyste political fiction.

Iluzja papierowej wartości (Wycena giełdowa ≠ Gotówka)

Główny błąd populistów i spiskowców polega na myleniu kapitalizacji rynkowej (wartości wszystkich akcji) z gotówką na koncie (cash reserves). Kiedy słyszymy, iż Apple czy Microsoft są wyceniane np. 3 biliony dolarów, to nie oznacza to, iż te firmy mają tyle pieniędzy w sejfie. To jedynie teoretyczna wycena akcji firmy firmy oparta na aktualnym kursie giełdowym.

Gdyby zarząd Apple próbował nagle spieniężyć takie akcje, aby sfinansować gigantyczną, tajną operację korupcyjną, wywołałoby to panikę na giełdzie. Zadziałałoby prawo podaży i popytu - nagły rzut ogromnej liczby akcji na rynek, przy braku chętnych do ich zakupu za tak gigantyczne kwoty, doprowadziłby do krachu giełdowego i załamania kursu akcji. Rynek natychmiast zapytałby: „Dlaczego oni wyprzedają własne akcje? Czy firma bankrutuje?”.

Problem transferu i prania brudnych pieniędzy na taką skalę

Nawet gdyby firma użyła swojej realnej, legalnej gotówki (która i tak jest małym ułamkiem wyceny giełdowej), nie da się wypłacić i niezauważalnie przetransferować miliardów dolarów do kieszeni rosyjskich generałów czy deputowanych Dumy. Każdy ruch na kontach bankowych jest prześwietlany przez audytorów, giełdowe komisje nadzoru (jak SEC w USA) oraz międzynarodowe systemy przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML). Wypranie miliardów dolarów na łapówki wymagałoby stworzenia tysięcy fikcyjnych spółek i operacji, co przy dzisiejszej cyfryzacji finansów jest niemożliwe do ukrycia na dłuższą metę.

Logika systemu totalitarnego: Służby i tak wiedzą wszystko

W Rosji korupcja nie jest „błędem w systemie” – korupcja jest systemem. Służby takie jak FSB doskonale wiedzą, kto, od kogo i ile bierze. Te informacje są zbierane jako tzw. kompromat (materiały kompromitujące).

Gdyby zachodnia korporacja zaczęła masowo przekupywać dowództwo służb czy parlamentarzystów, FSB pozwoliłoby na te łapówki tylko po to, aby kontrolować proces, a w dogodnym momencie dokonać pokazowego aresztowania pod zarzutem szpiegostwa lub zdrady stanu. W Rosji lojalność wobec Putina i strach przed wypadnięciem z okna (lub otruciem Nowiczokiem) są silniejsze niż jakakolwiek łapówka. Generał, który wziąłby miliard dolarów od Apple, stałby się natychmiast celem numer jeden dla swoich własnych podwładnych i konkurentów z innych frakcji władzy.

Pieniądze nie kupią suwerenności wewnątrz dyktatury

Autorytarnej ważniejsza jest władza polityczna i monopol na przemoc. Rosyjscy oligarchowie, którzy posiadali miliardy dolarów (jak Michaił Chodorkowski w przeszłości), boleśnie przekonali się, iż w starciu z Kremlem ich pieniądze nic nie znaczyły – majątki im odebrano, a ich samych wsadzono do więzień lub zmuszono do ucieczki. Skoro rosyjski miliarder nie był w stanie „przekupić systemu”, by się uratować, tym bardziej nie byłaby w stanie zrobić tego obcy podmiot na celowniku Putina.

Haker versus air gap

Niektóre teorie zakładają, iż firmy technologiczne mogły by wymusić na Rosji ustępstwa grożąc usunięciem danych obywateli Rosji w chmurze lub wysyłając aktualizacje systemów operacyjnych które były by wirusami. Ta teoria również posiada kardynalne błędy i całkowicie ignoruje to, jak technicznie działają systemy operacyjne, jak Rosja zabezpieczała się przed takim scenariuszem od ponad dekady oraz jakie byłyby globalne konsekwencje takiego kroku dla samych gigantów z Doliny Krzemowej.

Gdyby Microsoft czy Apple spróbowały wysłać „oficjalnego wirusa” lub skasować dane w chmurze, nie tylko nie rzuciłyby Rosji na kolana, ale popełniłyby wizerunkowe i biznesowe samobójstwo.

Rosyjska niezależność cyfrowa i lokalizacja danych (Ustawa o danych)

Teoria o „usunięciu danych z chmury” pomija fakt, iż Rosja już w 2015 roku wprowadziła rygorystyczne prawo (Ustawa nr 242-FZ). Zobowiązywało ono wszystkie zagraniczne firmy technologiczne do przechowywania danych osobowych obywateli Rosji wyłącznie na serwerach fizycznie znajdujących się na terytorium Federacji Rosyjskiej.

Firmy takie jak Apple czy Google, jeżeli chciały legalnie działać w Rosji, musiały wynająć lub zbudować lokalne centra danych (np. korzystając z infrastruktury rosyjskich firm Rostelecom czy Yandex). W momencie wybuchu wojny i exodusu tych firm, fizyczne serwery z danymi Rosjan pozostały w Rosji. Zachodnia centrala nie mogła ich „kliknięciem z Kalifornii” sformatować, bo rosyjskie służby natychmiast odcięłyby dostęp zewnętrzny, przejmując te dyski fizycznie.

Mechanizm aktualizacji to nie „otwarte drzwi” – istnieje Runet

Wizja, w której Microsoft wysyła aktualizację-wirusa, która paraliżuje rosyjskie elektrownie, szpitale i urzędy, opiera się na błędnym założeniu, iż kluczowa infrastruktura Rosji jest podłączona do globalnego internetu i bezrefleksyjnie pobiera poprawki z serwerów Windows Update.

Strategiczne systemy wojskowe, rządowe oraz infrastruktura krytyczna w Rosji działają w odizolowanych sieciach zamkniętych (tzw. air-gapped networks). Nie mają one żadnego kontaktu z zewnętrznym internetem.

Rosja od lat testowała i z powodzeniem wdrażała technologię „suwerennego internetu” (Runet). Pozwala ona na całkowite odcięcie rosyjskiego internetu od globalnej sieci przez sieć zakłócaczy na graniach. Aktualizacje systemów w firmach państwowych są najpierw pobierane przez centralne systemy bezpieczeństwa, testowane w zamkniętych laboratoriach i dopiero wtedy wdrażane manualnie. Żaden masowy „wirus w aktualizacji” nie przeszedłby takiej kontroli.

Rosyjskie alternatywy i systemy operacyjne

Kolejnym błędem spiskowców jest myślenie, iż cała Rosja (w tym wojsko i rząd) działa na konsumenckich wersjach Windowsa czy iOS.

Od wielu lat w rosyjskiej administracji, armii i sektorze energetycznym trwa przymusowa migracja na INNE systemy operacyjne oparte na Linuxie (np. Astra Linux, Red OS czy Alt Linux).

Rosyjscy programiści rządowi kontrolują każdą linijkę kodu i sami wydają aktualizacje. Zainfekowanie Windowsa uderzyłoby w zwykłych obywateli i prywatne kafejki internetowe, a nie w aparat państwowy i wojsko.

Broń obosieczna: Całkowita utrata zaufania do Zachodu

Gdyby Apple czy Microsoft oficjalnie użyły swoich systemów jako broni cybernetycznej przeciwko jednemu państwu, wywołałoby to natychmiastową reakcję geopolityczną na całym świecie. Chiny, Indie, Brazylia, kraje arabskie i dziesiątki innych państw Afryki czy Azji doszłyby do logicznego wniosku: „Skoro USA użyły Windowsa jako broni przeciwko Rosji, jutro mogą zrobić to samo z nami”.

W ciągu kilku miesięcy zachodnie firmy technologiczne straciłyby rynki zbytu na całym świecie poza Europą i Ameryką Północną. Wywołałoby to globalny pęd ku budowie alternatywnych, lokalnych systemów operacyjnych i chmur, co zniszczyłoby monopol amerykanów.

Odpowiedzialność prawna na Zachodzie

W państwach zachdnich korporacje są uwiązane przepisami prawa antymonopolowego, cyberbezpieczeństwa oraz prawami konsumenta. Świadome stworzenie i rozprzestrzenianie złośliwego systemu (malware) przez firmę technologiczną – choćby wymierzone w kraj agresora – byłoby przestępstwem w świetle prawa amerykańskiego i międzynarodowego. Zarządy tych firm stanęłyby przed własnymi sądami i komisjami parlamentarnymi za cyberterroryzm.

Ta teoria zakłada, iż Rosja to technologicznie bezbronny kraj, który zapomniał zabezpieczyć swoje systemy przed obcą ingerencją, a zachodnie korporacje mogą działać w próżni prawnej i biznesowej. Rzeczywistość po raz kolejny pokazuje, iż technologia to skomplikowane rzemiosło, a nie magiczny przycisk do wygrywania wojen.

NVIDIA i Intel z rosyjskich taśm

Zakładają też iż Rosja nie jest w stanie podrabiać i kopiować technologii po wywłaszczeniu patentu to błąd. Embargo USA na Samrtfony nie było by skuteczne gdyż płyną one z Chin, a rRsja wraz z współpracownikami z Chin, łatwo mogli by dokonać rekonstrukcji tak jak robili to w pr zeszłości. To błąd myślowy autorów teorii spiskowych, który opiera się na fałszywym przekonaniu o technologicznym upośledzeniu państw autorytarnych oraz na kompletnym ignorowaniu roli Chin jako globalnej fabryki elektroniki. Historia, ekonomia oraz inżynieria wsteczna (reverse engineering) jednoznacznie dowodzą, iż odcięcie od oficjalnych patentów nie blokuje możliwości kopiowania technologii, szczególnie gdy ma się u boku takiego partnera jak Pekin.

Inżynieria wsteczna i tradycja kopiowania

Teza, iż Rosja nie potrafi kopiować, ignoruje historię. ZSRR przez dekady opierał swój rozwój przemysłowy i militarny na bezwzględnym kopiowaniu zachodnich rozwiązań (od samochodów, przez aparaty fotograficzne, aż po amerykańskie bombowce B-29 skopiowane jako Tu-4). Współczesna Rosja posiada ogromne zaplecze inżynieryjne. Po wywłaszczeniu zachodnich patentów, rosyjskie instytuty i firmy prywatne zyskały pełne, sankcjonowane przez państwo prawo do legalnego demontażu, analizy i odtwarzania zachodnich komponentów bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji prawnych na rynku krajowym.

Chiny jako najważniejszy pomost

Embargo USA na telefony czy elektronikę użytkową jest nieszczelne z definicji, ponieważ fizyczna produkcja tych urządzeń odbywa się w Azji, głównie w Chinach. choćby jeżeli Apple, Google czy Qualcomm mają patenty w USA, to fabryki Foxconnu i tysiące podwykonawców chipów, ekranów oraz baterii znajdują się w Shenzhen i innych chińskich metropoliach. Chiny od lat posiadają też własne giganty technologiczne (Huawei, Xiaomi, BBK Electronics), które opanowały architekturę telefonów do perfekcji.

Rosja nie musi choćby samodzielnie budować od zera fabryk mikroprocesorów w technologii 3nm. Wystarczy, iż przy pomocy chińskich inżynierów i tamtejszych linii produkcyjnych dokona rekonstrukcji potrzebnych urządzeń, dostosowując je do własnych potrzeb (np. instalując zmodyfikowanego Androida na chińskim sprzęcie).

Rynek chiński i import równoległy

Współpraca z Chinami całkowicie neutralizuje oficjalne zakazy sprzedaży. Rosja od 2022 roku zlegalizowała tzw. import równoległy. Oznacza to, iż rosyjskie firmy mogą legalnie, bez zgody właściciela marki (np. Apple czy Samsunga), kupować ich produkty w krajach trzecich (Chiny, Kazachstan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Turcja) i masowo przywozić je do Rosji. W efekcie najnowsze iPhone'y trafiają na półki moskiewskich sklepów często zaledwie kilka dni po światowej premierze. Amerykańskie embargo uderzyło w oficjalną dystrybucję, ale nie odcięło Rosjan od technologii.

Iluzja „tajnej wiedzy”, której nie da się podrobić

Ludzie wierzą, iż zachodnie technologie zawierają jakąś „magiczną, nieuchwytną wiedzę”, której bez instrukcji z Doliny Krzemowej nie da się zrozumieć. W rzeczywistości zaawansowana elektronika użytkowa opiera się na ogólnodostępnych prawach fizyki, chemii i matematyki. Mając dostęp do fizycznego urządzenia, mikroskopów elektronowych, laboratoriów i chińskich linii produkcyjnych, odtworzenie struktury procesora czy architektury płyty głównej jest wyłącznie kwestią czasu i nakładów finansowych, a nie barierą nie do przebicia.

Zwolennicy teorii spiskowych z jednej strony przypisują zachodnim korporacjom niemal boską moc, a z drugiej – traktują resztę świata (w tym potęgi technologiczne jak Chiny czy państwa z silną tradycją inżynieryjną jak Rosja) jako bezradnych obserwatorów, którzy potrafią tylko patrzeć na zachodnie ekrany nie wiedząc co to ziarno matrycy czy V-Sync. Rzeczywistość geopolityczna i gospodarcza brutalnie ten europocentryczny mit weryfikuje.

Rosja doskonale radzi sobie z produkcją własnych procesorów (jak Elbrus czy Baikal) przy pomocy chińskich fabryk.

Piractwo na legalu


Zalegalizowanie piractwa i kradzieży własności intelektualnej stało się oficjalnym elementem państwowej strategii gospodarczej Rosji służącym omijaniu zachodnich sankcji. Kreml przekształcił tradycyjne, podwórkowe piractwo w systemowy mechanizm sankcjonowany przez prawo, redefiniując pojęcie ochrony patentowej i autorskiej. Państwo rosyjskie wdrożyło w tym obszarze unikalne rozwiązania prawne oraz operacyjne.

Legalizacja kradzieży patentów (Dekret nr 299)

W marcu 2022 roku Władimir Putin podpisał dekret modyfikujący Art. 1360 Kodeksu Cywilnego FR. Przepis ten obniżył do 0% wysokość odszkodowań dla właścicieli patentów z tzw. „państw nieprzyjaznych” (w tym USA, państw UE czy Japonii) za wykorzystanie ich wynalazków bez zgody. Rosyjskie firmy mogą bezkarnie kopiować zachodnie maszyny, rozwiązania techniczne i wzory przemysłowe. Ochrona prawna zagranicznych korporacji przed rosyjskimi sądami przestała istnieć.

Państwowe przyzwolenie na piractwo oprogramowania

Rosyjskie Ministerstwo Cyfryzacji wdrożyło politykę depenalizacji korzystania z nielicencjonowanego oprogramowania, dla którego nie ma rosyjskich odpowiedników. Korzystanie z pirackich systemów bazodanowych, programów do projektowania (CAD) czy pakietów biurowych z wrogich państw stało się całkowicie niekaralne na poziomie cywilnym i karnym. Rosyjski biznes i administracja publiczna oficjalnie i masowo posługują się zmodyfikowanym, „spiraconym” oprogramowaniem, aby utrzymać ciągłość działania.

Import równoległy jako zalegalizowany „szary rynek”

Na mocy ustaw z 2022 roku wprowadzono oficjalną listę towarów (wielokrotnie modyfikowaną w latach 2023–2025 i stale aktualizowaną), które wolno wwozić do Rosji bez zgody właścicieli znaków towarowych. Lista ta obejmuje najważniejsze marki elektroniki użytkowej (np. Apple, Samsung), podzespoły komputerowe (Intel, Nvidia), a także samochody i części zamienne.

Pozwala to rosyjskim przedsiębiorcom na masowe kupowanie oryginalnych produktów na rynkach azjatyckich (np. w Chinach) lub bliskowschodnich i legalną dystrybucję w rosyjskich sieciach handlowych.

Cyberszpiegostwo jako nowoczesna odmiana piractwa

Gdy inżynieria wsteczna idzie zbyt wolno Rosja uruchamia służby specjalne. Wywiad gospodarczy Rosji kładzie nacisk na kradzież dokumentacji badawczo-rozwojowej (R&D) oraz kodów źródłowych bezpośrednio z zachodnich serwerów przemysłowych, obronnych i kosmicznych. Wykorzystując ataki hakerskie, Rosjanie pozyskują aktualizacje dla specjalistycznych maszyn CNC (obrabiarek), projektów mikroukładów oraz systemów sterowania przemysłowego.

Instytucjonalizacja piractwa filmowego i rozrywkowego

Proceder ten dotknął również sektor kultury i rozrywki. Rosyjskie kina, odcięte od oficjalnych hollywoodzkich premier, masowo stosują system tzw. „usługi przedseansowej”. Widz kupuje bilet na tani, rosyjski film krótkometrażowy, a w ramach „darmowego pokazu przed seansem” wyświetlany jest mu najnowszy amerykański blockbuster.

Kopie filmów są pozyskiwane z rynków azjatyckich lub zgrywane cyfrowo (tzw. ripy) i dystrybuowane w kinach w całym kraju, przy pełnej bierności rosyjskich organów nadzorczych. Przekształcenie piractwa w oficjalne narzędzie obrony przed sankcjami dowodzi, iż w systemie autorytarnym umowy międzynarodowe i prawa autorskie obowiązują tylko tak długo, jak długo służy to interesom reżimu. Gdy pojawia się konflikt, państwo po prostu anuluje te zasady na swoim terytorium.

Łamacze szyfrów

Choć zwykłe hasła użytkownika Rosjanie łamią klasyczną metodą brutal force, to stosowany np. przez banki zaawansowany standard szyfrowania trudno złamać tak prostą metodą. Dlatego rosyjski wywiad wojskowy (GRU) oraz służby bezpieczeństwa (FSB) zamiast łamać prymitywnie szyfry generowanie losowym, omijają je, „łamiąc” ludzi i urządzenia.

Przechwytywanie danych przed zaszyfrowaniem (Ataki na punkty końcowe)

Matematyka stojąca za szyfrowaniem end-to-end (np. w komunikatorach Signal czy WhatsApp) jest sktueczna. Rosjanie więc nie próbują deszyfrować pakietów danych przesyłanych przez internet. Zamiast tego infekują urządzenie ofiary (smartfon lub komputer) dzięki złośliwego systemu (np. trojanów, spyware). jeżeli haker ma pełen dostęp do systemu operacyjnego ofiary, szyfrowanie staje się bezużyteczne. Program szpiegowski przechwytuje tekst bezpośrednio w momencie, gdy użytkownik wpisuje go na klawiaturze (keylogging) lub robi zrzuty ekranu, zanim aplikacja w ogóle zakoduje wiadomość i wyśle ją w sieć.

Przejmowanie infrastruktury sieciowej i routerów

Służby takie jak GRU (poprzez słynną grupę hakerską APT28 / Fancy Bear) wyspecjalizowały się w masowym przejmowaniu domowych i biurowych routerów na całym świecie.

Hakerzy łamią oprogramowanie routerów (np. TP-Link, Cisco). Po przejęciu kontroli nad urządzeniem mogą podmieniać serwery DNS i przekierowywać ruch użytkowników przez kontrolowane przez Rosję serwery.

Pozwala im to na stosowanie ataków typu Man-in-the-Middle (człowiek pośrodku), gdzie poprzez kradzież tokenów uwierzytelniających i manipulację certyfikatami SSL/TLS są w stanie oszukać systemy i uzyskać dostęp do teoretycznie bezpiecznych skrzynek e-mail czy baz danych.

Kradzież kluczy i certyfikatów (Socjotechnika i Phishing)

Najsłabszym ogniwem każdego systemu kryptograficznego jest człowiek. Zamiast budować superkomputery do łamania kodu, rosyjskie służby prowadzą wysoce sprofilowane kampanie phishingowe (tzw. spear-phishing) wycelowane w konkretnych dyplomatów, prokuratorów czy dowódców wojskowych.

Ofiara zostaje zmanipulowana tak, aby sama wpisała swoje hasło na fałszywej stronie logowania lub nieświadomie sparowała swoje konto na komunikatorze (np. Signal/WhatsApp) z urządzeniem hakera dzięki zmanipulowanego kodu QR. W ten sposób Rosjanie zyskują klucz deszyfrujący, udając prawowitego użytkownika systemu.

Wywiadowcze pozyskiwanie haseł

Rosyjska szkoła kryptologii od czasów KGB opiera się na doktrynie, iż najprostszym sposobem na poznanie klucza szyfrującego jest jego fizyczne zdobycie. Odbywa się to poprzez:

Komprowitację (Kompromat) i szantaż urzędników lub administratorów sieci na Zachodzie, aby dobrowolnie przekazali klucze dostępowe lub zainstalowali fizyczny pendrive ze złośliwym oprogramowaniem w zamkniętej sieci wojskowej (tak działała m.in. słynna operacja Buckshot Yankee przeciwko USA).

Krecie operacje (Inside Jobs) rekrutowanie pracowników wewnątrz zachodnich firm technologicznych lub telekomunikacyjnych, którzy mają dostęp do tzw. master keys (kluczy głównych) lub backdorów (tylnych furtek).

Przyszłość: Strach przed komputerami kwantowymi

Jedynym obszarem, w którym Rosja (podobnie jak USA i Chiny) desperacko próbuje rozwinąć technologię czystego, matematycznego łamania szyfrów, jest kryptografia kwantowa.

Zaawansowany traktat szyfrowania (RSA) opierają się na trudności faktoryzacji, czyli rozkładu gigantycznych liczb na czynniki pierwsze, więc komputer mielił by je w kółko. Potencjalny, potężny komputer kwantowy (wykorzystujący algorytm Shora) mógłby złamać te szyfry w kilka sekund.

Rosyjskie ośrodki badawcze podległe FSB pompują ogromne środki w badania nad komputerami kwantowymi, aby uzyskać w końcu moc potrzebną do złamania prostą metodą każdego szyfru,

Komputer na przesłuchaniu KGB

Jeśli dysk został wyłączony i jest w pełni zaszyfrowany (np. dzięki BitLockera, Veracryptu czy LUKS), wyciągnięcie kluczy bezpośrednio z magnetycznych talerzy czy kości flash nie jest metodą, ale Rosji to nie przeszkadza.

Istnieją jednak konkretne scenariusze fizycznego przejęcia sprzętu, w których Rosjanie stosują zaawansowane techniki, aby te hasła i klucze szyfrujące z pamięci urządzenia brutalnie wydobyć.

Atak przez zamrażanie pamięci (Cold Boot Attack)

Służy do wyciągania kluczy szyfrujących nie z dysku, ale z pamięci operacyjnej RAM.

Mit - pamięć RAM po wyłączeniu komputera natychmiast traci wszystkie dane. W rzeczywistości dane w kościach RAM znikają przez kilka sekund, a proces ten można drastycznie spowolnić poprzez schłodzenie kości.

Jeśli rosyjskie służby wchodzą do mieszkania lub biura (np. podczas nalotu na opozycjonistę, dziennikarza lub szpiega) i komputer jest włączony, ale zablokowany, technik FSB nie wyłącza go normalnie. Może otworzyć obudowę, spryskać kości RAM sprężonym powietrzem obróconym do góry nogami (co drastycznie obniża temperaturę do około -40°C), a następnie błyskawicznie przełożyć te zamrożone kości do specjalnego urządzenia śledczego. Schłodzona pamięć zachowuje strukturę danych na tyle długo, iż możliwe jest zrzucenie jej zawartości (RAM dump) i „wydestylowanie” z niej klucza głównego, który system operacyjny trzymał w pamięci do odszyfrowania dysku.

Ataki typu „Evil Maid” (Złośliwa Pokojówka)

Jeśli Rosjanie przejmą laptopa fizycznie (np. w pokoju hotelowym dyplomaty, gdy ten wyszedł na kolację), a dysk jest wyłączony i w pełni zaszyfrowany, nie będą próbowali go łamać. Zamiast tego zmodyfikują same urządzenie. Technik instaluje złośliwe oprogramowanie bezpośrednio w partycji rozruchowej komputera (bootloaderze) lub modyfikuje oprogramowanie układowe BIOS/UEFI.

Urządzenie jest odkładane na miejsce. Gdy niczego nieświadomy właściciel wraca do pokoju i włącza komputer, zmodyfikowany system rozruchowy wyświetla standardowe okno wpisywania hasła szyfrującego. Użytkownik wpisuje hasło, a ukryty w BIOS-ie keylogger zapisuje je w ukrytej pamięci urządzenia lub wysyła drogą radiową do agentów czekających przed budynkiem. Służby zyskały hasło.

Chip-off i analiza zużycia pamięci Flash

W przypadku telefonów lub nowoczesnych dysków SSD ze specjalnymi chipami bezpieczeństwa, rosyjskie laboratoria kryminalistyczne stosują metodę fizycznego wylutowywania kości pamięci (tzw. chip-off). Kość pamięci jest usuwana z płyty głównej telefonu i montowana w zewnętrznym programatorze, aby odczytać surowe dane sektor po sektorze.

Dane są zaszyfrowane hardware’owo. Jednak zaawansowane laboratoria FSB badają tzw. podatności sprzętowe (hardware vulnerabilities) samych kontrolerów pamięci oraz procesorów (np. podatności typu Checkm8 w starszych iPhone'ach). Wykorzystując architekturę procesora, są w stanie zmusić układ do ujawnienia sprzętowego klucza deszyfrującego bez konieczności łamania hasła użytkownika.

Wykorzystanie luk w pamięci nieulotnej (NVM / NVRAM)

Nowoczesne systemy operacyjne i programy często w niekontrolowany sposób tymczasowo zapisują fragmenty haseł na dysku w plikach wymiany (Pagefile.sys / Swap) lub plikach hibernacji (Hiberfil.sys).

Jeśli użytkownik uśpił komputer zamiast go całkowicie wyłączyć, cały obraz pamięci RAM wraz z jawnymi hasłami i kluczami ląduje na dysku w pliku hibernacji.

Jeśli ta konkretna partycja nie była objęta pełnym szyfrowaniem dysku, rosyjscy śledczy po fizycznym wyjęciu dysku i podłączeniu go do swoich stacji roboczych bez problemu wyciągają pliki systemowe i wydobywają z nich hasła w czystej postaci tekstowej.

DRM pada jak mucha

Łamanie zabezpieczeń DRM (Digital Rights Management) przez Rosję nie opiera się na budowaniu potężnych superkomputerów, ale na wyrafinowanej inżynierii wstecznej oprogramowania, zaawansowanej analizie kodu (RE) oraz wykorzystaniu specyfiki chińskich podzespołów. Po inwazji na Ukrainę i wycofaniu się zachodnich wydawców systemu oraz gier, proceder ten zyskał ciche, państwowe przyzwolenie, stając się elementem gospodarki narodowej.

Oto jak w praktyce wygląda ten proces i dlaczego Rosjanie są w nim tak skuteczni, pomimo ograniczeń technologicznych.

Na czym polega łamanie DRM? (tu choćby nie trzeba łamać szyfrów)

Wiele osób myli łamanie DRM z łamaniem zaawansowanych kluczy kryptograficznych (jak AES-256). Zabezpieczenia DRM (takie jak niesławne Denuvo, które padło po miesiącu) nieustannie sprawdzają w tle, czy użytkownik posiada legalną licencję, wysyłając zapytania do serwerów wydawcy lub weryfikując unikalne cechy sprzętu.

Rosyjscy crackerzy (specjaliści od łamania zabezpieczeń) dokonują deasemblacji i dekompilacji kodu. Analizują oni działanie programu linijka po linijce, aby znaleźć moment, w którym program pyta: „Czy licencja jest prawdziwa?”. Następnie modyfikują kod (tworzą tzw. crack), wstrzykując instrukcję, która zawsze odpowiada: „Tak, licencja jest prawidłowa”, całkowicie odcinając oryginalne funkcje sprawdzające DRM.

Wykorzystanie specyfiki chińskiego sprzętu i emulatorów

Najnowsze wersje zabezpieczeń DRM bardzo mocno integrują się z architekturą procesorów (CPU). Denuvo potrafi sprawdzać unikalne instrukcje procesorów Intel czy AMD. Chiny dostarczają do Rosji ogromne ilości specyficznego sprzętu – od płyt głównych z odzysku, przez procesory serwerowe (np. Intel Xeon sprzedawane masowo na AliExpress), po własne układy (np. Loongson). Rosyjscy programiści piszą zaawansowane emulatory warstwy sprzętowej. Tworzą oprogramowanie pośredniczące, które oszukuje DRM, wmawiając zabezpieczeniom, iż gra działa na oryginalnym komputerze, podczas gdy w rzeczywistości działa na zmodyfikowanej platformie składającej się z chińskich podzespołów.

Rosyjska elita inżynierii wstecznej (Scene)

Rosja od lat 90. XX wieku posiada jedną z najsilniejszych na świecie społeczności zajmujących się inżynierią wsteczną (reverse engineering). Wynika to z doskonałego poziomu edukacji matematycznej i informatycznej, połączonego przez dekady z niskimi kosztami i brakiem poszanowania dla prawa autorskiego.

Powszechnie znane grupy i jednostki (takie jak legendarna, powiązana z Rosją crackerka ukrywająca się pod pseudonimem Empress, czy grupy Chidori i RuTracker Team) posiadają unikalną wiedzę z zakresu działania jądra systemów operacyjnych (Kernel level).

Do obejścia DRM używają specjalistycznych debuggerów (np. x64dbg, IDA Pro), które pozwalają zatrzymać działanie programu w pamięci RAM w ułamku sekundy, zidentyfikować procedury ochronne DRM i je wyciąć. Nie trzeba szaf chińskich procesorów, wystarczy odpowiednio wyszkolony programista.

Państwowy "oficjalny" piractwo i infrastruktura dystrybucji

Przed 2022 rokiem rosyjskie serwisy z pirackim oprogramowaniem (takie jak gigantyczny tracker torrentowy RuTracker) były oficjalnie blokowane przez rosyjski regulator komunikacyjny (Roskomnadzor). Po wybuchu wojny blokady te zostały de facto zignorowane lub zdjęte przez państwo.

Rosyjskie serwisy torrentowe działają w tej chwili na serwerach zlokalizowanych w Rosji pod pełną ochroną tamtejszych służb. Państwo nie tylko pozwala na dystrybucję cyfrowych kopii gier i programów (w tym kluczowego systemu inżynieryjnego jak Autodesk czy systemy Adobe), ale wręcz zachęca rodzimy biznes do korzystania z nich, by zneutralizować skutki zachodniego bojkotu.

„Współdzielone konta” offline

Oprócz twardego łamania kodu, Rosjanie w prosty sposób masowo wykorzystują słabości logiczne systemów dystrybucji (jak Steam, Epic Games Store czy EA Play).

Korzystając z automatycznych skryptów i botów kupowanych w Chinach, rosyjskie platformy (np. Plati.market) masowo rejestrują konta, kupują na nie jedną legalną kopię gry, a następnie odsprzedają dostęp tysiącom użytkowników. Boty konfigurują platformę tak, aby działała w permanentnym trybie offline, oszukując mechanizmy DRM, które „myślą”, iż na danym komputerze gra legalny gracz. Sukces Rosji w masowym piractwie i obchodzeniu DRM po 2022 roku nie jest zasługą „tytanicznych ilości procesorów” z Chin, ale prostym efektem współpracy genialnych rosyjskich programistów z chińskim rynkiem wtórnym elektroniki oraz pełnego, politycznego przyzwolenia Kremla na kradzież zachodniej własności intelektualnej.

Idź do oryginalnego materiału