Beton, który „zjada” CO₂

2 godzin temu

Fiński duet Carbonaide i Soletair Power pokazuje, jak może wyglądać zeroemisyjne – a adekwatnie ujemnowęglowe – budownictwo w praktyce. Ich wspólny projekt zamienia dwie osobne innowacje w zamknięty obieg: z jednej strony wychwytywanie CO₂ z powietrza, z drugiej – trwałe „zamrożenie” tego węgla w materiałach budowlanych.

Zaczyna się od tego, iż Soletair Power montuje moduły wychwytywania CO₂ bezpośrednio w instalacjach wentylacji i klimatyzacji budynków. Powietrze, które i tak musi przejść przez kanały, jest kierowane przez sorbenty chemiczne zatrzymujące dwutlenek węgla. Zregenerowany sorbent oddaje skoncentrowany CO₂, a oczyszczone powietrze wraca do wnętrz. Ten dwutlenek węgla staje się surowcem dla Carbonaide. Firma stosuje proces węglowego utwardzania prefabrykowanych elementów: świeżo uformowane bloczki, kostki czy płyty trafiają do komory, w której zamiast zwykłej pary dominującym gazem jest CO₂. Reaguje on z wapniem i magnezem w mieszance, tworząc stabilne węglany w całym materiale. Innymi słowy – cementowy szkielet wypełnia się mikroskopijnymi „kamykami” stałego węgla.

W ten sposób około 100 kg CO₂ zostaje zmineralizowane w każdym metrze sześcienny betonu. Przy odpowiednio „odchudzonej” recepturze – mniejszym udziale klinkierowego cementu zastępowanego dodatkami i CO₂ – bilans wychodzi poniżej zera. Zamiast kilku–kilkunastu dziesiątek kilogramów emisji na mł, mamy choćby około minus 60 kg. To już nie beton „mniej szkodliwy”, tylko materiał, który więcej CO₂ zabiera z atmosfery, niż kosztuje sama jego produkcja

Z perspektywy zrównoważonego budownictwa ten fiński duet jest interesujący z trzech powodów:

  • Po pierwsze, beton jako magazyn CO₂ odwraca dotychczasowy paradygmat. Zamiast redukować szkody („jak zrobić, żeby beton emitował trochę mniej?”), wchodzimy w logikę materiału, który w bilansie pełni rolę pochłaniacza. jeżeli taki standard wszedłby do masowej prefabrykacji płyt, bloczków i elementów drogowych, miasto staje się ogromnym, pasywnym magazynem węgla.
  • Po drugie, to technologia kompatybilna z istniejącym przemysłem. Nie trzeba budować futurystycznych fabryk od zera – wystarczy dołożyć etap węglowego utwardzania do już działających linii. To ważne w realnym świecie, gdzie liczy się skala inwestycji, czas wdrożenia i dostępność ekip, a nie tylko efektowne wizualizacje.
  • Po trzecie, ten model domyka obieg na poziomie pojedynczego budynku i miasta. Biuro czy centrum handlowe nie tylko zużywa energię i produkuje emisje, ale jednocześnie dostarcza „paliwa” dla produkcji materiałów, które te emisje bilansują. To trochę jak przejście od miejskiej kanalizacji do miejskiego systemu odzysku wody – tyle iż w obszarze CO₂.

/Fot: JSB Co. via Unsplash+//

Idź do oryginalnego materiału