Bełkot władzy i mit kompetencji. Gdy rzeczywistość obnaża polityczne plakaty

2 godzin temu

Przez wiele miesięcy kampanii wyborczej przestrzeń publiczna została zalana uśmiechniętymi twarzami kandydatów. Z billboardów, banerów i ulotek patrzyli na nas ludzie, którzy mieli wszystko pod kontrolą. Ludzie, którzy rzekomo potrafili rozwiązać każdy problem. Ludzie, którzy zapewniali, iż gdy tylko przejmą władzę w mieście, gminie czy powiecie, nastąpi cud. Wszystko miało działać lepiej, szybciej i sprawniej. Każdy błąd poprzedników był wyolbrzymiany, a każda trudność tłumaczona ich rzekomą niekompetencją.

Dziś ten obraz rozsypał się jak domek z kart.

Gdy kończą się slogany, zaczyna się rzeczywistość

Zima, deszcz i lód nie są kataklizmem. To zjawiska, które w naszym klimacie występują regularnie i od dziesięcioleci. Państwo i samorządy znają je doskonale. Tymczasem właśnie one stały się dla wielu urzędników i polityków nieprzekraczalną barierą. Gdy przyszło zmierzyć się z podstawowym obowiązkiem władzy, czyli zapewnieniem bezpieczeństwa mieszkańcom, usłyszeliśmy festiwal tłumaczeń.

Winna była pogoda. Winni byli poprzednicy. Winni byli internauci, którzy zamiast milczeć, zaczęli dokumentować chaos. Zdjęcia nieodśnieżonych dróg, sparaliżowanej komunikacji i braku reakcji służb obiegły internet szybciej niż oficjalne komunikaty urzędów.

Internet nie kłamie, milczenie władzy już tak

To nie media społecznościowe stworzyły problem. One go jedynie pokazały. Prawdziwym problemem jest to, iż władza zamiast reagować, zaczęła się obrażać. Zamiast przyznać się do błędów, wybrała narrację o złych ludziach, którzy psują wizerunek. Tymczasem w demokracji to nie wizerunek jest najważniejszy, ale odpowiedzialność.

Jeżeli ktoś nie potrafi poradzić sobie z opadami śniegu, jak poradzi sobie z realnym kryzysem? Co zrobi w sytuacji długotrwałej awarii prądu, braku wody, paraliżu infrastruktury lub zagrożenia zewnętrznego? To pytania, które dziś powinny wybrzmiewać głośniej niż kolejne konferencje prasowe pełne usprawiedliwień.

Mit kompetencji budowany na plakatach

Problem nie dotyczy jednego miasta czy jednego urzędu. To zjawisko systemowe. Polityka coraz częściej opiera się na marketingu, a nie na umiejętnościach. Kampania wyborcza przypomina reklamę produktu, który po zakupie okazuje się wadliwy. Obietnice były piękne, rzeczywistość brutalna.

Władza, która nie zdała egzaminu z podstaw, traci moralne prawo do opowiadania o wielkich wizjach i strategicznych planach. Bo zanim zacznie się mówić o rozwoju, inwestycjach i przyszłości, trzeba udowodnić, iż potrafi się zadbać o sprawy elementarne.

Odpowiedzialność zamiast wymówek

Społeczeństwo ma prawo do zadawania trudnych pytań i do krytyki. To nie jest atak na demokrację, ale jej fundament. Milczenie, strach i zgoda na bylejakość prowadzą do jeszcze większej degrengolady państwa i samorządu.

Dziś nie potrzebujemy kolejnych uśmiechniętych twarzy na billboardach. Potrzebujemy ludzi, którzy w chwili próby nie będą szukać winnych, ale rozwiązań. Ludzi, którzy rozumieją, iż władza to nie przywilej, ale odpowiedzialność.

Wybory to dopiero początek

Wybory nie kończą odpowiedzialności obywateli. One ją dopiero rozpoczynają. Każdy kryzys, choćby ten wywołany przez śnieg i lód, jest sprawdzianem realnych kompetencji rządzących. I ten sprawdzian wielu z nich właśnie oblało.

To moment, w którym warto zapamiętać jedno. Prawdziwa polityka zaczyna się wtedy, gdy kończą się slogany. A rzeczywistości nie da się oszukać ani plakatem, ani konferencją prasową.

Idź do oryginalnego materiału