Wypowiedź Michała Dworczyka o stylu Donalda Trumpa mogłaby uchodzić za niewinną publicystyczną obserwację, gdyby nie była jednocześnie wyznaniem politycznym. „Styl Trumpa jest prostacki i brutalny, ale jest skuteczny” – powiedział europoseł PiS na antenie Radia Zet. A chwilę później dorzucił jeszcze mocniejszą metaforę: „Donald Trump wali kijem bejsbolowym, potem jest zgiełk, awantura i zamieszanie, a potem wszyscy oddychają z ulgą”.
To nie jest tylko opis cudzej metody. To pochwała brutalności jako strategii. I zarazem szczere przyznanie się do tego, co od lat fascynuje Prawo i Sprawiedliwość: polityka rozumiana jako permanentna konfrontacja, presja, szantaż i demonstracja siły. Dworczyk mówi głośno to, co w PiS było dotąd raczej praktykowane niż artykułowane wprost.
Trudno uznać za przypadek, iż akurat on wypowiada te słowa. Dworczyk, były szef Kancelarii Premiera, jeden z architektów twardego stylu rządzenia w czasach Morawieckiego, doskonale wie, jak wygląda polityka „kija bejsbolowego” w polskim wydaniu. To on firmował komunikację rządu w czasie pandemii, to on uczestniczył w zarządzaniu kryzysami, które częściej polegały na gaszeniu pożarów własnej propagandy niż na realnym rozwiązywaniu problemów.
Gdy mówi, iż unijni liderzy „jeździli na dywanik” do Trumpa i wracali zadowoleni, bo „będzie tylko 15 proc. cła, a miało być 300 proc.”, brzmi to niemal jak podziw dla mafijnej logiki negocjacji: najpierw groźba, potem ulga, iż nie było gorzej. To dokładnie ta sama logika, którą PiS stosował wobec Unii Europejskiej, samorządów, mediów czy organizacji pozarządowych: straszyć, naciskać, eskalować, a potem przedstawiać minimalne ustępstwo jako wielki sukces.
Dworczyk nie dostrzega – albo nie chce dostrzec – iż taka „skuteczność” jest krótkotrwała i kosztowna. Owszem, kij bejsbolowy może działać, ale tylko do momentu, gdy druga strona nie przestanie się bać i nie zacznie budować własnych zabezpieczeń. W polityce międzynarodowej oznacza to izolację, brak zaufania i reputację partnera nieprzewidywalnego. Dokładnie to, co spotkało Polskę pod rządami PiS.
Jeszcze bardziej symptomatyczne jest to, iż Dworczyk nie widzi problemu w samym „prostackim i brutalnym” stylu. W jego narracji brutalność nie jest wadą, ale neutralnym narzędziem. Liczy się wyłącznie efekt. To filozofia, w której wartości, procedury i instytucje są przeszkodą, a nie fundamentem polityki.
Gdy europoseł mówi: „Nie ma sensu przywiązywać się do konkretnych wypowiedzi Trumpa, bo często zmienia zdanie”, w gruncie rzeczy opisuje własną partię. PiS przez osiem lat również zmieniał narracje, zaprzeczał sam sobie, wycofywał się z deklaracji, byle tylko utrzymać kontrolę nad przekazem. Dworczyk tylko ubiera to w bardziej szczery język.
Także jego ostrożność wobec ewentualnej „Rady Pokoju” Trumpa brzmi dość sztucznie. „Za wcześnie, żeby zdefiniować jednoznaczną odpowiedź” – mówi. Ale wcześniej zachwyca się stylem człowieka, który dyplomację traktuje jak reality show. To klasyczny zabieg PiS: na poziomie słów – umiarkowanie, na poziomie emocji – fascynacja siłą.
W istocie Dworczyk nie tyle komentuje Trumpa, ile opisuje własny ideał polityki. Brutalnej, prostackiej, ale – w jego przekonaniu – „skutecznej”. Tyle iż skuteczność mierzona strachem i presją prowadzi nie do stabilności, ale do permanentnego konfliktu. PiS doskonale to wie, bo właśnie na konflikcie zbudował swoją tożsamość. I właśnie dlatego taka polityka wciąż im się podoba – choćby wtedy, gdy oficjalnie udają zdziwienie jej „prostackim” charakterem.

5 godzin temu







