Ryż na holenderskich torfowiskach? Kilkanaście lat temu taki pomysł brzmiałby jak żart. Dziś holenderscy rolnicy sprawdzają, czy ryż może stać się alternatywą dla tradycyjnej hodowli bydła. To jednak nie oznacza, iż Europa za kilkanaście lat masowo zamieni ziemniaki na ryż i bataty.
Zmiana klimatu może natomiast wymusić znacznie większą zmianę: dostosowanie całej struktury rolnictwa do coraz częstszych susz, upałów i ekstremalnych zjawisk pogodowych. A wraz z nią stopniowo zmienić także to, co trafia na nasze talerze.
Holenderscy rolnicy zaczęli uprawiać ryż
Ocieplający się klimat niewątpliwie ma wpływ na europejskie rolnictwo. Zwykle, kiedy mówimy o zmianie klimatu, mamy na myśli suszę, a co za tym idzie – straty w plonach. Minione lato było w Europie ekstremalnie gorące i suche. Raport Komisji Europejskiej podaje, iż rolnictwo mocno ucierpiało z powodu wyjątkowo gorącego i suchego lata. Z danych wynika, iż dotyczy to praktycznie wszystkich rodzajów upraw. Plony zbóż w UE oraz w uwzględnionej tu Wielkiej Brytanii spadły o 9,2 proc. w stosunku do ubiegłego roku.
Jednocześnie – w kontrze do tych strat, obserwuje się zupełnie nowe zjawisko w europejskim rolnictwie. To zamiana tradycyjnych dla klimatu umiarkowanego upraw na te typowe dla cieplejszych stref klimatycznych. Przykładem jest Holandia i powstające tam ryżowiska.
Jeszcze dwie dekady temu uprawa ryżu w Holandii wydawała się niemal niemożliwa. Dziś na terenach podmokłych między Amsterdamem a Hagą odbyły się pierwsze żniwa ryżu na większą skalę.
Eksperymentalne uprawy
Działania w polderze Oud Ade mają jednak znaczenie znacznie większe niż produkcja nietypowej dla Holandii rośliny. Głównym zadaniem jest sprawdzenie, czy ryż może pomóc w rozwiązaniu problemu wysychających i osiadających torfowisk. Przy okazji może stać się jednym ze sposobów przystosowania rolnictwa do cieplejszego klimatu.
– Moim celem jest pokazanie, iż na terenach podmokłych można uprawiać coś więcej niż tylko trawę – mówi na łamach Euronews Sander Roeleveld, rolnik, który zbierał ryż w Polderlabie.
Pod koniec września w Polderlabie w Oud Ade po raz pierwszy w Holandii zebrano ryż na stosunkowo dużą skalę. Co ważne, zrobiono to mechanicznie, przy użyciu kombajnu. Tegoroczny projekt obejmuje około 0,6 ha. Wydaje się to niewielką powierzchnią, ale to może być dopiero początek. Wyniki są obiecujące. To około 3 tony ryżu w przeliczeniu na hektar.
– Oczywiście, jeżeli przez 600 lat hodowało się krowy, naprawdę trudno sobie wyobrazić, iż można robić coś innego niż pozyskiwać mleko – śmieje się 53-letni Roeleveld. – Chcę tylko pokazać, iż można coś zmienić z korzyścią dla przyszłości.
Jak uprawa ryżu może pomóc wysychającym torfowiskom?
Głównym powodem chęci uprawy ryżu w Holandii nie jest sam cieplejszy klimat, ale ratowanie torfowisk.
W Holandii ich kondycja jest szczególnie problematyczna. Około 10 proc. powierzchni kraju to obszary torfowe, które przez lata były osuszane na potrzeby rolnictwa; przede wszystkim hodowli bydła. Kiedy torf wysycha, zaczyna się rozkładać i uwalniać dwutlenek węgla. Jednocześnie teren obniża się choćby o kilka centymetrów rocznie w najbardziej narażonych miejscach. Według Wageningen University emisje z holenderskich gleb torfowych odpowiadają za około 2–3 proc. całkowitych emisji kraju.
Jedynym sposobem na przerwanie tego błędnego koła jest utrzymywanie pól w stanie podmokłym. Dotychczas oznaczało to jednak poważny problem dla rolników: po podniesieniu poziomu wody trudno było kontynuować tradycyjną produkcję. Ryż otwiera tutaj zupełnie nową możliwość.
– Wszystko zaczęło się adekwatnie od szalonego pomysłu – wyjaśnia Julian Helfenstein, naukowiec z Wageningen University and Research, który prowadzi pilotażowy projekt wraz z badaczami z pobliskiego Uniwersytetu w Lejdzie.
Helfenstein podkreśla, iż jest to jednocześnie eksperyment adaptacyjny i sposób na ograniczanie skutków ocieplającego się klimatu. – Ryż jest dla tej części świata szansą na przystosowanie się do zmian klimatu, czyli na uprawę czegoś, czego wcześniej nie można było tutaj uprawiać – mówi Helfenstein.
- Czytaj także: Mogą uratować naszą planetę. W Polsce zniszczyły je rowy melioracyjne
Nowa rolnicza rzeczywistość
W skali całej Europy to jednak globalne ocieplenie staje się przyczyną zmian w rolnictwie. Należy więc zadać pytanie, czy północna Europa, jak i Polska, stoją w obliczu konieczności zmiany upraw?
– Choć wyższe szerokości geograficzne bywają postrzegane jako potencjalni beneficjenci ocieplenia ze względu na wydłużenie okresu wegetacyjnego, to narastające fale upałów, susze rolnicze, ale też późne przymrozki, bardzo ograniczają uprawę tradycyjnych gatunków – odpowiada Katarzyna Banul-Wójcikowska, współzałożycielka i analityczka Instytutu Strategii Żywnościowych „Grunt”, pytana przez SmogLab.
Analityczka dodaje, iż zmiana klimatu na pewno zmieni strukturę upraw w Polsce i w Europie, a szczególnie narażonymi roślinami są zboża ozime i ziemniaki.
– Strategie radzenia sobie z tą sytuacją są różne: przechodzenie na rośliny ciepłolubne, takie jak kukurydza, to jedna opcja – mówi. – Ale naukowcy pracują też nad odmianami bardziej odpornymi na susze, dzięki temu jest duża szansa, iż ziemniak z nami zostanie – dodaje.
- Czytaj także: „Rządzący uprawiają spychologię”. Rolnik o suszy i walce o wodę
Zamienimy ziemniaki na ryż i bataty?
– Największym wyzwaniem wydaje się jednak nie to, iż musimy zmienić strukturę upraw, a przez to naszą dietę, ale fakt, iż rolnictwo musi na szeroką skalę przestawić się na produkcję, która będzie współpracować z przyrodą – zwraca uwagę Banul-Wójcikowska.
Dodaje przy tym, iż dzisiejsze rolnictwo jest oparte na monokulturze, mocno uzależnione od nawozów sztucznych i środków ochrony roślin. Tym samym okazuje się coraz mniej odporne na gwałtowne konsekwencje zmian klimatu.
– Gra toczy się przede wszystkim o zachowanie produktywności naszych gleb. Potrzebujemy retencji krajobrazowej na szeroką skalę, regeneracji gleb, podnoszenia bioróżnorodności upraw oraz terenów rolniczych – mówi analityczka.
Czy czeka nas w przyszłości radykalna zmiana diety z powodu zmian klimatycznych?
– Zmiana klimatu wpłynie na naszą dietę. Dziś tego tak jeszcze nie czujemy, bo lokalne problemy z produkcją są po prostu kompensowane przez globalny rynek – odpowiada Banul-Wójcikowska.
Analityczka mówi nam, iż postępujące ocieplenie klimatu spowoduje, iż będziemy mieli do czynienia z niedoborami niektórych produktów. Na pierwszy ogień pójdą jednak te z państw tropikalnych, jak kawa czy kakao.
– Myślę, iż jeżeli zmiana klimatu będzie postępować, a sytuacja rolników, szczególnie tych małych i średnich, którzy w dużej mierze odpowiadają za różnorodność i lokalność naszej diety, nie będzie się poprawiać, to możemy dojść do momentu, kiedy nasza dieta będzie po prostu bardzo jednostajna i uboga.
Jednocześnie zauważa, iż dziś produkujemy za mało warzyw, roślin strączkowych i oleistych, by zaspokoić potrzeby Polek i Polaków zgodne z zasadami dobrze zbilansowanej diety.
–
Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/Rudmer Zwerver

1 godzina temu












