Awantura o interpelacje w Łodzi. „Chcą nam kneblować usta”. Poszło o jednego radnego PiS

1 godzina temu

Punktem zapalnym był projekt apelu przygotowany przez przewodniczącego Rady Miejskiej Bartosza Domaszewicza. Łódzcy radni chcą zmian w przepisach dotyczących interpelacji i zapytań. Jedną z proponowanych zasad jest „jedna interpelacja - jedna sprawa”. Projekt zakłada też m.in. możliwość pozostawienia bez biegu pisma niespełniającego wymagań formalnych oraz oznaczanie dokumentów przygotowanych z wykorzystaniem narzędzi automatycznego generowania treści.

Pomysł zrodził się po tym, gdy sekretarz miasta Wojciech Rosicki odmówił radnemu odpowiedzi na interpelację, uznając, iż została ona przygotowana z wykorzystaniem sztucznej inteligencji

Po głosowaniu radni PiS zorganizowali konferencję prasową. Przewodniczący Bartosz Domaszewicz stał obok, uśmiechał się i przez dłuższą chwilę przysłuchiwał kolejnym zarzutom.

PiS: to próba kneblowania radnych

Radni PiS przekonywali, iż proponowane rozwiązania mogą ograniczać możliwość uzyskiwania informacji nie tylko przez radnych, ale również parlamentarzystów, społeczników i mieszkańców.

- Ta uchwała ma na celu ograniczenie możliwości zadawania pytań przez radnych. Ograniczanie wolności słowa i możliwości wykonywania mandatu radnego jest karygodne

- grzmiała posłanka Agnieszka Wojciechowska van Heukelom

- Osobiście doświadczyłam, jeszcze jako społecznik, odmawiania odpowiedzi, ale wtedy wydawało mi się, iż jak ktoś jest radnym i ma mandat, to może zadawać pytania na tematy dotyczące mieszkańców. Tych pytań mieszkańcy mają bardzo wiele i próba zamykania radnym ust jest niedopuszczalna.

Do dyskusji włączył się poseł Zbigniew Rau, profesor nauk prawnych.

- Nie ma uzasadnienia ani prawnego, ani funkcjonalnego, by ograniczać możliwość dociekania tego, co my prawnicy nazywamy prawdą materialną

- mówił.

- Wyobraźmy sobie sytuację, w której na rozprawie sędzia, dbając o porządek prowadzonych dociekań sądowych, mówi prokuratorowi: panie prokuratorze, pan może zadać jedno pytanie i więcej nie.
Natychmiast doszłoby do zażalenia i w wyższej instancji takie działanie sędziego, czy sądu jako całego składu orzekającego byłoby uznane za obstrukcję procesową, za niemożliwość dociekania prawdy materialnej. I tu sytuacja jest absolutnie analogiczna

- stwierdził.

Marcin Buchali, szef klubu radnych PiS, poszedł jeszcze dalej.

- Po raz kolejny na sesji Rady Miejskiej w Łodzi zamiast zajmować się sprawami mieszkańców, zajmują się sztuczną inteligencją, z nią walczą i wysyłają jakieś bezsensowne apele do swojego rządu, gdy tymczasem zrzucili z porządku obrad dwa wnioski i projekty uchwał, które złożyliśmy na tę sesję, czyli propozycję debaty o przyszłości lotniska oraz uchwałę stanowiskową w sprawie obnizki cen biletów

- mówił.

- To naprawdę ciekawe, iż pan przewodniczący Bartosz Domaszewicz chce apelować do rządu, który nie tak dawno stworzył raport w pełni wygenerowany przez sztuczną inteligencję za publiczne pieniądze. Dlatego apelujemy, aby zajął się sprawami, do których został powołany przez mieszkańców Łodzi, a nie walką ze sztuczną inteligencją, na którą się widocznie obraził, ponieważ może, ja nie wiem, może ta sztuczna inteligencja wykazała braki w jego inteligencji

- powiedział Buchali.

Prawie 500 interpelacji. W centrum sporu Sebastian Bulak

Głównym bohaterem całej awantury jest radny PiS Sebastian Bulak. W obecnej kadencji złożył już prawie 500 interpelacji. To jego szczegółowe pytania są przez część radnych wskazywane jako przykład problemu.

Bulak nie zgadza się z zarzutem, iż przy pomocy AI produkuje pisma tylko po to, by paraliżować pracę urzędu.

- W kadencji 2014-2018, kiedy nie było jeszcze narzędzi, jakim jest AI, napisałem ponad 500 interpelacji. W całej kadencji. Dziś mamy połowę kadencji, tych interpelacji też jest 500

- mówił.

Jak przekonywał, sztuczna inteligencja jest dla niego jedynie narzędziem ułatwiającym kontakt między mieszkańcami a urzędnikami.

Bulak zwrócił też uwagę, iż z AI korzysta sam magistrat.

- Radny zadaje pytania? Jest problem. Urząd Miasta Łodzi stosuje AI do promocji oficjalnych grafik? Nie ma problemu. Radny Bulak tworzy grafiki? Jest problem

- komentował.

- Ten apel nie ma żadnej mocy prawnej, ale jest niebezpieczny, bo obnaża prawdziwe intencje Urzędu Miasta Łodzi, który chce ograniczać prawo dostępu do informacji zarówno radnym, jak i społecznikom. Chcą im zarzucić przysłowiowy kaganiec, czy założyć knebel, a AI spalić na stosie.

„Może będziemy pisać na skórach bawołów”

W ostrym tonie wypowiedział się również Piotr Cieplucha.

- Nie wiem, czy pan przewodniczący chce nas cofnąć do czasów króla Ćwieczka? Może za chwilę jeszcze nas będzie zachęcał do tego, żebyśmy zamiast na komputerze albo na papierze pisali interpelacje na skórach bawołów?

- ironizował.

Radni PiS podkreślali przy tym, iż interpelacje są dla nich jednym z podstawowych sposobów uzyskiwania odpowiedzi na pytania mieszkańców. Ich zdaniem, gdyby odpowiedzi urzędu były bardziej wyczerpujące, nie byłoby potrzeby wracania do tych samych tematów.

Domaszewicz: to nie walka z AI

Po wysłuchaniu zarzutów, odpowiedział Bartosz Domaszewicz.

- Nikt nie chce walczyć ze sztuczną inteligencją. Ja to mówiłem wyraźnie dziesięć razy

- zaznaczył.

Jak tłumaczył, chodzi o przywrócenie interpelacjom ich znaczenia.

- Odkąd radni zaczęli prowadzić głupawy wyścig na to, kto napisze ich 400, 800 albo 900, a przy użyciu sztucznej inteligencji mogą zrobić to znacznie szybciej i łatwiej, waga tych interpelacji spadła. One przestały mieć znaczenie. Są traktowane śmieciowo. Odpowiedzi na nie mają również charakter, powiedziałbym, śmieciowy

- mówił.

- Ale wydaje mi się też, iż uczciwe jest, jeżeli używamy mechanizmów generatywnych do tworzenia treści, żebyśmy o tym napisali na końcu pisma. Ja tak zrobiłem z tą uchwałą, którą również współtworzyłem z tym silnikiem, prosząc o to, żeby mi wyszukał rozwiązania w innych miastach. I na dole to zapisałem. Po co? Po to, żeby osoba, która to czyta, też zwracała na to mocniej uwagę. Dlatego, iż te systemy mają tendencję do halucynowania, do wymyślania nieistniejących przepisów i wydaje się, iż to byłoby dobrze, gdybyśmy mogli to oznakować.

Kolejny mechanizm, który przewodniczący chciałby wprowadzić, to zasada: jedna interpelacja, jedna sprawa.

- Słynny już radny, który chce się poczuć bohaterem tej całej dzisiejszej dyskusji, potrafi napisać interpelację na 200 pytań i dopytywać, czy w ramach remontu drogi będzie chodnik, krawężnik, kratka ściekowa, ile będzie śrubek w kratce ściekowej, ile listków będą miały kwiatki, które zasadzimy przy tej drodze. Ale czy to jest działanie w interesie mieszkańców? Moim zdaniem to jest objaw pieniactwa.

- stwierdził.

- Próby paraliżowania pracy urzędu to nie jest problem tego, iż ktoś używa sztucznej inteligencji. Tego nikt nie chce zatrzymać, bo to jest absurdalne. Ale to jest jak z każdym nowym narzędziem. Na początku może być wykorzystywane w sposób głupi i absurdalny

Projekt formalnie nie zakłada limitu liczby interpelacji. W uzasadnieniu zapisano wprost, iż postulowane zmiany mają dotyczyć wymagań formalnych pism i sposobu udzielania odpowiedzi, a nie ograniczenia samego prawa radnych do ich składania.

Idź do oryginalnego materiału