Awantura o ceny paliw dla Ukrainy. Orlen ujawnia fakty i mówi o manipulacji

dzienniknarodowy.pl 4 dni temu
Zdjęcie: Awantura o ceny paliw dla Ukrainy. Orlen ujawnia fakty i mówi o manipulacji


Orlen odpowiada na zarzut, iż sprzedawał paliwo na Ukrainę za niecałe 3 zł za litr, podczas gdy Polacy płacili na stacjach znacznie więcej. Sprawa jest politycznie nośna, bo dotyka portfeli kierowców, ale proste zestawienie ceny eksportowej netto z ceną detaliczną przy dystrybutorze prowadzi do fałszywego obrazu.

Polskie portfele i cena, którą łatwo przekręcić

Awantura o paliwo dla Ukrainy wybuchła w najczulszym miejscu: przy dystrybutorze. Polacy widzą wysokie ceny, pamiętają obietnice taniego paliwa i mają prawo pytać, co robi państwowy koncern. To jest normalna kontrola władzy i spółki strategicznej. Problem zaczyna się wtedy, gdy prawdziwą liczbę używa się do zbudowania fałszywego wniosku.

W obiegu pojawiła się teza, iż Orlen sprzedawał paliwo na Ukrainę po 2,94 zł za litr, a Polacy w tym samym czasie płacili na stacjach około 8 zł. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak polityczny dynamit. Tyle iż rachunek dotyczy innych kategorii cen, innych etapów sprzedaży i innego okresu. Tak się nie prowadzi poważnej debaty o energetyce.

Według danych przywoływanych w odpowiedzi resortu finansów na zapytanie poselskie, Orlen w 2025 r. dostarczył na Ukrainę 2 433 231 045 litrów oleju napędowego oraz benzyny, a wartość statystyczną tych dostaw oszacowano na 7 164 133 404 zł. Te liczby opisano m.in. w materiale Konkret24, który odwołuje się do sejmowej odpowiedzi. Po podzieleniu jednej wartości przez drugą wychodzi około 2,94 zł za litr. Matematyka jest prosta. Polityczny wniosek już nie.

Cena eksportowa netto to nie cena na stacji

Klucz tkwi w tym, czym jest ta kwota. Z dokumentu wynika, iż wartość statystyczna nie jest tym samym co faktyczna zapłata odbiorcy. Uwzględnia m.in. wartość z faktury handlowej oraz koszty takie jak transport i ubezpieczenie. Orlen wskazywał również, iż mowa o cenie eksportowej netto, a nie o cenie detalicznej z polskiej stacji.

Cena przy dystrybutorze zawiera daniny i marże: VAT, akcyzę, opłatę paliwową, opłatę emisyjną, marżę detaliczną i koszty funkcjonowania sieci. Cena eksportowa netto nie jest tym samym produktem politycznym ani fiskalnym. Zestawienie ich jak dwóch cen z tej samej półki jest wygodne dla grafiki w mediach społecznościowych, ale słabe dla obywatela, który chce znać prawdę.

Tu trzeba powiedzieć jasno: Polacy mają pełne prawo domagać się wyjaśnień, dlaczego paliwo jest drogie, co robi rząd i jaką politykę prowadzi Orlen. Dziennik Narodowy pisał już o tym, iż obietnica paliwa po 5,19 zł stała się dla rządu politycznym ciężarem. Ale krytyka nie może opierać się na pomieszaniu ceny hurtowej, eksportowej i detalicznej.

Orlen: sprzedaż była komercyjna

Biuro prasowe Orlenu, cytowane przez Demagoga, podkreśliło, iż sprzedaż paliw na rynek ukraiński miała charakter komercyjny, była realizowana na zasadach rynkowych i przyniosła spółce zarobek. Według analizy Demagoga koncern wskazywał też, iż po odliczeniu podatków i opłat porównywalna średnia krajowa cena hurtowa była niższa niż średnia cena paliwa eksportowanego na Ukrainę.

Do sprawy dochodzą dane ukraińskich analityków opisane przez Business Insider. Według A-95 Consulting Group diesel sprowadzany z polskiego Orlenu w 2025 r. kosztował średnio 804,3 dolara za tonę na granicy z Ukrainą, przy średniej rynku 782,1 dolara za tonę. W pierwszym półroczu 2026 r. ceny wzrosły, a polski Orlen miał znaleźć się nieco poniżej średniej rynkowej. To pokazuje, iż sprawa jest bardziej złożona niż hasło o paliwie za trzy złote.

Polska nie może prowadzić polityki energetycznej przez memy. Orlen to strategiczna spółka, a paliwo jest elementem bezpieczeństwa państwa. Każda sprzedaż za granicę, zwłaszcza na rynek państwa walczącego z Rosją, musi być opłacalna dla polskiej firmy i zgodna z polskim interesem. o ile tak jest, trzeba to wykazać liczbami. o ile nie, trzeba rozliczać decydentów. Ale najpierw trzeba porównywać rzeczy porównywalne.

Stawka dla Polski: rachunek, nie plemienny odruch

Ta awantura ma większe znaczenie niż jeden wpis w internecie. Pokazuje, jak łatwo słuszny gniew społeczny skierować w ślepą uliczkę. Polacy są zmęczeni cenami, podatkami i unikami polityków. Gdy słyszą, iż ktoś za granicą miał dostać paliwo taniej, reagują ostro. To naturalne. Tym bardziej obowiązkiem prawicy jest trzymać się twardych danych.

Interes narodowy nie polega na tym, by wygrać dzień w mediach społecznościowych. Polega na tym, by nie dać się oszukać ani rządowi, ani spółce, ani własnemu oburzeniu. W sprawie cen paliw trzeba pytać o podatki, marże, politykę energetyczną, stabilność dostaw i bezpieczeństwo polskiego rynku. To są realne tematy dla kierowców i gospodarki.

Rządzący nie mogą chować się za hasłem wojny, gdy Polacy płacą więcej. Opozycja nie powinna rozmywać własnych argumentów błędnym porównaniem. A Orlen, jako spółka o znaczeniu strategicznym, musi tłumaczyć swoje działania prostym językiem. Państwo silne to państwo, które nie boi się rachunku.

Źródło: Konkret24, Demagog, Business Insider, Sejm

Idź do oryginalnego materiału