Autonomiczne samochody rozpędzają się w Europie.

4 godzin temu

Kwiecień może przejść do historii europejskiej motoryzacji jako moment, w którym autonomiczna jazda przestała być obietnicą i stała się faktem na publicznych drogach. W ciągu zaledwie kilku dni Tesla uruchomiła pilotażowe kursy w pełni bezzałogowych pojazdów w Londynie i Berlinie, a następnie uzyskała pierwszą w Europie homologację dla systemu FSD (Full Self-Driving — oprogramowanie autonomicznej jazdy oparte na sieciach neuronowych) w Holandii. Tempo wydarzeń sygnalizuje, iż wyścig o autonomię na europejskich ulicach właśnie nabiera realnych obrotów.

Cybercaby na ulicach Londynu i Berlina

8 kwietnia flota Cybercabów oraz zmodyfikowanych Modeli 3 i Y rozpoczęła nienadzorowane kursy w londyńskiej dzielnicy Westminster i berlińskim Mitte. To pierwszy w historii przypadek dopuszczenia bezzałogowego systemu jazdy Tesli na europejskie drogi publiczne. Za wdrożeniem stoją lata prac regulacyjnych po obu stronach kanału La Manche.

W Wielkiej Brytanii drogę otworzyła Automated Vehicles Act z 2024 roku — ustawa wprowadzająca kluczową zasadę: w trybie autonomicznym to nie kierowca, ale „Autoryzowany Podmiot Autonomicznej Jazdy” ponosi odpowiedzialność prawną za zachowanie pojazdu. Inżynierowie Tesli współpracowali z Centre for Connected and Autonomous Vehicles oraz Transport for London, integrując dane o ruchu drogowym w czasie rzeczywistym.

W Niemczech Tesla skorzystała z dyrektywy AFGBV, dzięki której — jak podkreśla tamtejsze Ministerstwo Transportu — Berlin stał się pierwszą jurysdykcją na świecie z pełnymi podstawami prawnymi dla jazdy autonomicznej na poziomie 4. Homologację poprzedziły wielomiesięczne testy w trybie cienia na miejskich ulicach i autostradach. Już wcześniej, pod koniec 2025 roku, w niemieckim powiecie Eifelkreis Bitburg-Prüm ruszył pierwszy w Europie pilotażowy wahadłowiec wykorzystujący oprogramowanie FSD Tesli.

Holandia: zielone światło, ale z zastrzeżeniami

Zaledwie dwa dni później, 10 kwietnia, holenderski urząd RDW zatwierdził system FSD w wersji nadzorowanej (Supervised), czyniąc Niderlandy pierwszym krajem w Europie z formalnym zezwoleniem regulacyjnym. Za decyzją stoi imponująca baza dowodowa: ponad 1,6 miliona kilometrów testów na drogach UE, 13 000 przejazdów z klientami i 4 500 scenariuszy torowych w ciągu 18 miesięcy.

RDW wyraźnie zastrzegło jednak, iż w tej wersji kierowca musi zachować kontrolę w każdej chwili — to system wspomagania, nie pojazd autonomiczny w pełnym znaczeniu tego słowa. Tesla natychmiast rozpoczęła dystrybucję aktualizacji oprogramowania, wyceniając funkcję na 99 euro miesięcznie.

Kluczowe jest to, co wydarzy się dalej. RDW złożyło wniosek do Komisji Europejskiej o rozszerzenie zezwolenia na całą Unię, co wymagałoby głosowania wszystkich państw członkowskich. Według doniesień Niemcy, Francja i Włochy mogą indywidualnie uznać holenderską homologację w ciągu czterech do ośmiu tygodni. Tesla spodziewa się szerszej europejskiej dostępności do lata 2026 roku.

Wyścig, w którym Tesla nie jest sama

Zatwierdzenia dają Tesli przewagę nad Waymo (należącym do Alphabet), które w styczniu ogłosiło plany uruchomienia londyńskiego robotaxi bez kierowcy w czwartym kwartale 2026 roku. Brytyjski rząd zapowiedział nowelizację przepisów w drugiej połowie roku, by ułatwić działanie bezzałogowych taksówek. Europejski krajobraz autonomicznej mobilności zagęszcza się z miesiąca na miesiąc.

Od pilotażu do komercyjnej sieci

Tesla nie ukrywa, iż pilotaże to przygrywka. Plan zakłada przekształcenie ich w komercyjną usługę robotaxi pod marką „Tesla Network” do 2027 roku. Produkcja dedykowanego Cybercaba ruszyła w Gigafactory Texas w lutym, a Elon Musk potwierdził plany uruchomienia linii produkcyjnej także w Giga Berlin — co zbliżyłoby pojazd do europejskich klientów.

Droga nie będzie jednak wolna od przeszkód. Europejskie organizacje konsumenckie domagają się obowiązkowego udostępniania danych z „czarnej skrzynki” — logów sieci neuronowej, które Tesla musiałaby ujawniać w razie wypadku. Napięcie między przejrzystością a ochroną własności intelektualnej może zdecydować o tym, czy po Londynie, Berlinie i Amsterdamie przyjdzie gwałtownie kolej na Paryż, Madryt — a może i Warszawę.

/Fot: Quilia on Unsplash//

Idź do oryginalnego materiału