A jednak nieprawda. Wiosną tego roku jeden z artykułów w cyklu (Nie)polityczny Kraków nosił tytuł „Przedostatnie zwycięstwo Marka Jędraszewskiego?”. Odnosił się do ostatecznego usunięcia ks. Dariusza Rasia z funkcji proboszcza Bazyliki Mariackiej. Po tym zwycięstwie mogło nadejść kolejne, ale go nie będzie, bo Marek Jędraszewski nie jest już metropolitą krakowskim.
Dawno zmiany personalne w diecezjach nie budziły tak dużego zainteresowania jak to co działo się w Krakowie. W Warszawie kardynał Kazimierz Nycz złożył rezygnację z urzędu w grudniu 2023 r., a jego sukcesor przyszedł do diecezji w listopadzie kolejnego roku. W Katowicach nie było metropolity między listopadem 2024 r., a sierpniem tego roku, i też nic wielkiego się nie wydarzyło, a w Koszalinie nie mają biskupa od 7 miesięcy i prawie nikt o tym nie wie.
Tymczasem nasz Kraków był na ustach wszystkich od kwietnia ubiegłego roku, czyli od momentu, gdy arcybiskup Jędraszewski poinformował, iż w związku ze zbliżającym się nadejściem wieku emerytalnego, który dla biskupów wynosi 75 lat, złożył papieżowi rezygnację z urzędu. W lipcu papież rezygnację przyjął i poprosił arcybiskupa o dalsze sprawowanie urzędu do momentu wyznaczenia następcy. Czyli do kiedy? No, właśnie nie wiadomo do kiedy, bo w tamtejszej korporacji oni zwykle takich rzeczy głośno nie mówią.
Całą sprawę skomplikowała dodatkowo zmiana w Watykanie, czyli kwietniowa śmierć papieża Franciszka i wybór na jego następcę Amerykanina, Leona XIV. Nowy papież nie był wymieniany w gronie faworytów na tron Piotrowy, toteż niespecjalnie było wiadomo jaką obierze politykę wobec polskiego kościoła. Ci, co obecność księdza arcybiskupa pod Wawelem uważali za błogosławieństwo, ocenili, iż papież zaczął dobrze, bo już w czwartym dniu pontyfikatu uznał, iż w sporze Jędraszewski-Raś rację ma ten pierwszy, a ten drugi powinien opuścić probostwo Bazyliki Mariackiej. Początku nominacji biskupich Leona XIV w Polsce nie można uznać za udany, bo biskup pomocniczy radomski, którego w lipcu nominował jako pierwszego w naszym kraju, zrezygnował krótko po nominacji. Przyczyną były oskarżenia o niewłaściwe zachowanie wobec jednego z byłych ministrantów. Potem przyszły szybkie i mało komentowane zmiany ordynariuszy w Katowicach i Elblągu, a więc miastach gdzie rezygnacje biskupów nastąpiły później niż w Krakowie. A u nas nic. Dlatego ci, co z kolei obecności księdza arcybiskupa pod Wawelem z pewnością nie traktowali jako błogosławieństwo, ale w najlepszym wypadku dopust Boży, co kilka tygodni uruchamiali medialne burze, iż ile jeszcze, albo iż już niedługo. A tu cisza. Wobec takich wypadków zaczęto choćby spekulować, iż nowy papież nie tylko nie wyśle gwałtownie arcybiskupa Jędraszewskiego na emeryturę, ale choćby zrobi z niego kardynała.
Oczywiście, równolegle ze spekulacjami kiedy arcybiskup odejdzie, trwały te, kto przyjdzie na jego miejsce. I tutaj nos, albo nadzieja, wiodły spekulantów do kandydatury kardynała Grzegorza Rysia, krakowianina, który zastąpił arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na stanowisku metropolity łódzkiego, gdy ten przed dziewięciu laty trafił do Krakowa. Kardynał zaprzeczał konsekwentnie, iż taki pomysł mu się podoba. Może rzeczywiście takie było jego zdanie, a może był to element gry, który miał sprawić, iż oczy opinii publicznej zwrócą się w kierunku innego kandydata. jeżeli to pierwsze, to się nie udało, ale jeżeli to drugie, to jak najbardziej. Na liście kandydatów pojawiło się całkiem sporo nazwisk, a wśród nich jałmużnik papieski kardynał Konrad Krajewski, o którym teraz z kolei mówi się, iż jako człowiek pracujący w centrum Kościoła, czyli w Kurii Rzymskiej, oczyścił sobie łódzką metropolię, z której pochodzi i chce tam osiąść jako jej nowy przewodnik. Ci, którzy pamiętali powojtyłowy kościół krakowski mówili o kandydaturze byłego krakowskiego biskupa pomocniczego Józefa Guzdka, w tej chwili metropolity białostockiego, ale młodszego od arcybiskupa Jędraszewskiego o niespełna 7 lat, co sprawiłoby konieczność zafundowania wszystkim kolejnej loterii pod hasłem „Kto biskupem w Krakowie?” w dość szybkim czasie. Z kolei ci, którym kościół zbudowany przez arcybiskupa Jędraszewskiego się podobał, mówili o kandydaturze ordynariusza gliwickiego Sławomira Odera. Ten postulator procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II postrzegany był jako ewentualny kontynuator modelu rządów nad diecezją obranego przez Jędraszewskiego. Oder przez lata był związany z Kurią Rzymską, a to z kolei daje bardzo duże możliwości awansu na biskupa w Polsce. Przykładów takich awansów można mnożyć wiele. Sam biskup związany rodzinnie z województwem kujawsko-pomorskim został ordynariuszem w Gliwicach, bo w danym momencie zwyczajnie wakat był akurat tam, a każda stolica biskupia to dobry przyczółek do starań o najlepsze biskupstwa, w tym Kraków. Oder miał więc mocne karty-był znany w Watykanie, a jako postulator procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II rozpoznawalny był również w Krakowie. Dodatkowo, jeżeli wierzyć doniesieniom medialnym, lobbował za nim dotychczasowy arcybiskup, który miał w nim widzieć kontynuatora swojej linii. I gdyby tak było, właśnie taka nominacja byłaby ostatnim zwycięstwem Marka Jędraszewskiego.
O stylu zarządzania diecezją przez arcybiskupa Jędraszewskiego, treści jego kazań i innych elementach posługi napisano już tyle, iż każdy z Czytelników wie o co w tej sprawie chodzi i najpewniej ma w niej również wyrobione zdanie. Z częścią tego zdania zgadzał się prawdopodobnie kościół krakowski, będący środowiskiem mocno lokalnym, które za sprawą Jana Pawła II zyskało znaczenie ogólnopolskie, by nie powiedzieć światowe. Ważni polscy biskupi jak wspomniani już Nycz, Guzdek, czy Ryś byli wychowankami następcy Karola Wojtyły przy Franciszkańskiej 3, kardynała Franciszka Macharskiego. Nagle do urządzonego przez nich kościoła trafił człowiek z zewnątrz, wielkopolanin, Marek Jędraszewski. Jak rozpisywały się gazety, relacje nowego metropolity były chłodne, zwłaszcza z jego bezpośrednim poprzednikiem kardynałem Stanisławem Dziwiszem, któremu nie podobało się, iż arcybiskup Jędraszewski konsekwentnie pozbawia funkcji ludzi, których on do nich wyznaczył. Ociepleniem relacji między oboma hierarchami był trudny dla Dziwisza czas sprzed kilku lat, gdy zarzucano mu tuszowanie przypadków pedofilii wśród księży. Ale ocieplenie to miało charakter czasowy, o czym świadczy komentarz kardynała udzielony w środę na pytanie o ocenę posługi arcybiskupa Jędraszewskiego w Krakowie. Sprowadzał się on do zdania, iż kardynał w zasadzie nie wie co tu się działo, bo głównie przebywał w Rzymie. Kościół Rzymskokatolicki to nie jest instytucja, w której jedni księża mówią publicznie źle o drugich księżach. Ale jeżeli nie mówią dobrze, tak jak w tym wypadku kardynał Dziwisz, to resztę możecie sobie Państwo dopowiedzieć sami.
Za nami dziwne dziewięć lat krakowskiego kościoła. Kompletnie innych od tego, do czego przyzwyczaili Wojtyła, Macharski i Dziwisz, a za czym chyba widać w Krakowie i diecezji sporą tęsknotę. Przegnać ją ma kardynał Grzegorz Ryś, którego część mediów już dawno okrzyknęła postępowcem. Nie będzie jednak wielkiej rewolucji, w trakcie której od nowego metropolity usłyszymy, iż aborcja, związki partnerskie i jednopłciowe są super. Ale najpewniej nie będziemy też słyszeć o żadnych zarazach i zabójczych dla narodu ideologiach. Jak na krakowskie warunki ostatnich lat to też spora rewolucja.
Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

1 godzina temu










![Biała Podlaska. Odeszli do wieczności [30-11-2025]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-biala-podlaska-odeszli-do-wiecznosci-30-11-2025-1764496842.jpg)

