W landowych wyborach w Saksonii-Anhalt nie było niespodzianki. Wygrała i to zdecydowanie Alternatywa dla Niemiec. Wynik nie jest zaskoczeniem, jak i to, iż więcej niż połowę poparcia w tym landzie straciła CDU. To efekt uboczny fatalnych notowań, jakie ma w Republice Federalnej rząd z chadeckim kanclerzem na czele. Pozytywnie ocenia go kilka więcej niż 10 procent Niemców.
Nie potwierdziły się przewidywania, iż AfD będzie po tych wyborach rządzić samodzielnie. Zabrakło ledwo trzech mandatów, ale bez nich nie ma większości. Liderzy Alternatywy zapowiadają wyciągnięcie ręki do każdej z partii, które weszły do landowego parlamentu. Pytanie, czy jest to gest szczery. Czy znajdzie odzew i u kogo. I co najważniejsze, czy ten odzew jest AfD naprawdę potrzebny.
Alternatywa dla Niemiec bez koalicji?
Być może wcale nie trzeba będzie zawierać koalicji. Wystarczy niewielka pomoc Sojuszu Sahry Wagenknecht. Partia ta wprawdzie zapowiada, iż do tworzenia rządowej koalicji z AfD się nie przymierza. Ale odżegnuje się też od mechanicznego udziału w „zaporze ogniowej”, czyli przymusowej koalicji wszystkich partii stworzonej po to, by do udziale AfD w rządzeniu nie dopuścić.
Może wybrać trzecią drogę. Przez wstrzymanie się od głosu umożliwić wybór lidera AfD w Saksonii-Anhalt na premiera landu. To potencjalne współdziałanie skrajnej AfD z „Madonną neokomunizmu” i „czerwoną Sahrą”, jak nazywa się nad Renem Sahrę Wagenknecht, było jednym z powodów, który kazał tysiącom Niemców protestować po ogłoszeniu wyborczych wyników w Berlinie i innych dużych miastach.
Ale Alternatywa dla Niemiec może też zagrać na przeczekanie, czytaj – na sukces w przyszłości. A na razie być skrajnie silną opozycją, punktować słaby, bo łączący w sobie ogień i wodę – oraz wszystko to, co pomiędzy – rząd landowy. Samemu się nie zużywać przez rządzenie i czekać.
Bo ambicje Alice Weidel i jej partii tak naprawdę sięgają rządu federalnego, co potwierdzają buńczuczne zapowiedzi liderów partii o wzrastającej niebieskiej (to kolor AfD) fali, która płynie z Magdeburga i zatrzyma się dopiero w Berlinie. I to nie 20 września, gdy odbędą się tam landowe wybory, tylko po następnych wyborach do Bundestagu.
Perspektywa dość odległa. Ale myśl o tym, iż Bundeswehra – najsilniejsza armia lądowa w Europie – może się znaleźć w rękach partii antysystemowej, skrajnej, faszyzującej i prorosyjskiej już dziś spędza sen z powiek części Niemców. A powinna niepokoić całą Europę.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

1 godzina temu

![Droga do prezydentury prowadzi przez Nową Hutę? „Wyniki mają bardzo duże znaczenie” [NASZA ROZMOWA]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/09/download-11.jpg)









