Akurat bardzo przeze mnie ceniony Thierry Meyssan opublikował artykuł na temat Wenezueli. Okazuje się, iż ma z tym krajem osobiste doświadczenia, na które się powołuje. Jak prawie wszystkie jego teksty, także i ten odbiega od powszechnie obowiązującej interpretacji. Podaje także wiele faktów, o których zupełnie nie mówi się ani w oficjalnych, ani w niezależnych mediach. Praktycznie co godzina wychodzą na jaw coraz to nowe fakty, które czynią całą tę operację coraz dziwniejszą. Akurat amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości (właściwie słowo to powinno być w cudzysłowie) ogłosiło, iż Maduro nie będzie postawiony zarzut kierowania kartelem narkotykowym! To po co adekwatnie był ten cały cyrk? W Internecie kursują zdjęcia uśmiechniętego Maduro, ściskającego się ze swoimi amerykańskimi strażnikami, ale w epoce sztucznej inteligencji nie takie fotki są możliwe. Jak zwykle musimy zaczekać na więcej informacji.
Wszyscy mówią, iż celem tej operacji jest wenezuelska ropa. Moim zdaniem jest to cel uboczny. Amerykańskim koncernom wcale nie pali się do powrotu na zrujnowane wenezuelskie pola naftowe. Koszty inwestycji umożliwiających zwiększenie wydobycia są dla nich zbyt duże. Chodzi nie tyle o samą ropę, ile o to w jakiej walucie będzie ona sprzedawana. Wenezuela ma ją sprzedawać za dolary. Dodatkowo musi skończyć z pomocą dla Kuby. To jest praktycznie wyrok śmierci dla tego kraju. Kuba nie będzie w stanie samodzielnie funkcjonować i będzie musiała skapitulować przed USA. Ale będzie to jedynie efekt uboczny tej operacji, który dla USA będzie miał znaczenie głównie prestiżowe. Moim zdaniem jest to jedynie przygrywka do większej gry przed kwietniowym amerykańsko – chińskim spotkaniem na szczycie. Dlatego spodziewam się, iż następnym celem USA będzie Iran. O ile Chiny importują z Wenezueli jedynie kilka, bodajże 4% potrzebnej ropy, to z Iranu już więcej. Utrata wenezuelskiej ropy nie będzie dla Chin tragedią, ale utrata ropy irańskiej to ogromne kłopoty! Rosja nie jest w stanie w krótkim czasie wkroczyć z pomocą. Ale moim zdaniem USA nie chodzi o odcięcie Chin od dostaw ropy – zarówno wenezuelskiej, jaki irańskiej. Chodzi o to, żeby Chiny płaciły za tę ropę w dolarach! Dlatego nie spodziewam się żadnej inwazji na Iran, ale próby wymuszenia na nim sprzedawania swej ropy za dolary. Cały świat pozbywa się amerykańskich obligacji, prawie nikt ich nie kupuje. Zmuszenie Chin, czyli największego nabywcę, do powrotu do zakupu amerykańskich obligacji, to moim zdaniem główny cel tej awantury. To być albo nie być dla tego kraju. Równocześnie skończyły się umizgi wobec Rosji. USA na środku Atlantyku przejęły rosyjski tankowiec, a jego załogę zamierzają postawić przed amerykańskim sądem. Wygląda to na rozpoczęcie walki z tzw. rosyjską „flotą cieni” przewożącą rosyjską ropę.
Nie mam tu miejsca na szczegóły, ale gdy popatrzymy na ogólną sytuację USA, to kraj ten jest finansowo, gospodarczo i społecznie na krawędzi przepaści. To co USA robią, to nie są już akty desperacji, to akty rozpaczy! Ten kraj, a adekwatnie sprawująca tam władzę oligarchia, zaczyna przypominać zwierzę w sidłach. Miota się, traci siły, wykrwawia się, a szans na uwolnienie się z sideł nie widać. Ta szarpanina powoduje, iż sygnały przesyłane do marionetek, czyli polityków, są niespójne, często sprzeczne. Efektem jest mieszanina cyrku i domu wariatów, z jaką mamy w tej chwili do czynienia.
USA wyraźnie prą do trzeciej wojny światowej. Tak jak przy obu poprzednich, najpierw szczują swoich wasali – Europę na Rosję a Japonię na Chiny. Europa nie jest zdolna do drugiej operacji Barbarossa, więc spodziewać się można coraz bezczelniejszych prowokacji wobec Rosji i zmuszenia jej do reakcji, która pozwoli przedstawić ją w roli agresora. A w Azji Tajwan prawdopodobnie będzie tamtejszą Ukrainą.
Ale wróćmy do Wenezueli. Meyssan pisze, iż Chavez zaczynał budzić w obywatelach swego kraju poczucie przynależności narodowej. Gdy mówimy o krajach Ameryki Łacińskiej, to musimy zrozumieć, iż nie są to kraje porównywalne z Europą. To sztuczne twory, stworzone przez byłych kolonizatorów. Pojęcia takie jak ojczyzna, naród czy patriotyzm są tam nieznane, gdyż jeszcze się nie wykształciły. Dla tamtejszej oligarchii państwo to obszar, na którym leżą ich plantacje i latyfundia, a społeczeństwo, to potomkowie niewolników, którzy pracowali dla ich przodków; żywią dla niego jedynie pogardę. Coś nam to przypomina? No właśnie! Pierwszą i w dużej mierze drugą Rzeczpospolitą. Tak wiem, wiele osób teraz się oburzy, ale bądźmy szczerzy. Jaka była wtedy rzeczywistość? Arystokracji i magnaterii obojętne było w jakich granicach znajdują się ich majątki, szlachta za obce pieniądze zrywała sejmy, mieszczaństwo było nieliczne i bez praw, 80% społeczeństwa, czyli chłopi, znali swego pana, ale nie mieli pojęcia, iż są częścią jakiegoś narodu. Jeszcze w okresie międzywojennym na pytanie o narodowość nierzadka była odpowiedź: eee… nooo… tutejsza… Ten smród ciągnie się za nami do dzisiaj. Nasza elitka infantylno-agenturalna dzieli się na tych, którzy chcą sprzedać nasz kraj Niemcom i tych, którzy chcą go przehandlować tandemowi USA-Izrael. A społeczeństwo? Jest kompletnie ogłupione i wystarczają mu zakupy w zagranicznym markecie oraz parę stacji telewizyjnych z piłką kopaną i debilnymi serialami. Ludzie, którym na sercu leży dobro kraju są nieliczni, nikt ich nie słucha, są ośmieszani i na wszelkie możliwe sposoby oczerniani. Działają praktycznie w podziemiu.
Ale przejdźmy wreszcie do artykułu Meyssana
Początek tłumaczenia
autor: Thierry Meyssan
Operacja „Absolutna determinacja” nie jest inwazją na Wenezuelę, tak samo jak rosyjska operacja wojskowa nie jest inwazją na Ukrainę. Jest to normalna gra mocarstw w obliczu egzystencjalnego zagrożenia.
Nicolás Maduro jest prezydentem Wenezueli, choćby jeżeli Stany Zjednoczone i UE tego nie uznają. Jego status prezydenta nie chronił go zatem przed oskarżeniem, które zostało mu postawione w Stanach Zjednoczonych.
Waszyngton miał prawo powstrzymać pomoc Wenezueli dla Hezbollahu, nie dlatego, iż nie popiera libańskiego ruchu oporu, ale dlatego, iż wiązało się to z dostawami narkotyków do Stanów Zjednoczonych, a tym samym stanowiło zagrożenie dla ich bezpieczeństwa.
Nie zmienia to jednak faktu, iż operacja ta jest policzkiem dla narodu wenezuelskiego i utrudni odbudowę tego kraju.
Prezydent Wenezueli Nicolás Maduro Moros został porwany przez armię Stanów Zjednoczonych 3 stycznia 2026 r. i przewieziony do Nowego Jorku, gdzie postawiono mu zarzuty narkoterroryzmu i importu kokainy do Stanów Zjednoczonych.
Aby przeanalizować tę wiadomość, musimy uciec się od schematów interpretacyjnych stosowanych zwykle w Ameryce Łacińskiej. Porwanie to niekoniecznie ma związek z tradycyjnym antagonizmem między potomkami rdzennych mieszkańców a potomkami kolonizatorów, ani z zasadą Roosevelta wynikającą z doktryny Monroe’a, ani też z walką o ropę naftową.
Będę opierał się na mojej wiedzy o tym kraju. Byłem osobistym przyjacielem prezydenta Hugo Cháveza Friasa (zmarłego w 2013 r.). Wbrew temu, co się mówi, nie uważam Maduro za „chavistę”, choćby jeżeli w przeszłości nim był.
W 2017 roku Nicolás Maduro zaprosił mnie do Caracas na spotkanie intelektualistów, które organizował już wielokrotnie. Pojechałem tam nie na to spotkanie, ale aby wygłosić wykład przed sztabem armii. W tym czasie straussista Elliott Abrams przygotowywał inwazję na Wenezuelę. Został on wyznaczony przez prezydenta Donalda Trumpa, który sprawował wówczas swoją pierwszą kadencję, do zajęcia się sprawą Wenezueli. Chciałem zorganizować wizytę wyższych rangą oficerów tego kraju w Syrii, aby mogli oni zapoznać się z metodami stosowanymi przez Pentagon wobec dżihadystów. W ciągu kilku godzin zdałem sobie sprawę, iż intelektualiści zaproszeni przez Nicolása Maduro nie rozumieli absolutnie nic z ówczesnej sytuacji geopolitycznej. Otoczenie prezydenta Maduro uniemożliwiło mi wówczas spotkanie z kierownictwem armii. Spotkałem wielu dyplomatów i oficerów, którzy wydawali mi się bardzo kompetentni i niezadowoleni z prezydenta. Spotkałem się z nim i miałem wrażenie, iż rozmawiam z aktorem, a nie politykiem. Wizyta ta nie miała kontynuacji.
Kim jest Nicolás Maduro?
Nicolás Maduro jest działaczem związkowym, który walczył u boku Hugo Cháveza. Został prezydentem, ponieważ kubańscy lekarze Cháveza zapewnili, iż wyznaczył go na swojego następcę. Był wówczas wiceprezydentem, reprezentującym nurt swojej partii. Nie ma żadnych świadków tej sceny. Jednak „chavistowscy” nie pozwolili sobie na kwestionowanie Kuby, wzorca rewolucjonistów. Posłuchali i wybrali go. [Przeczytaj poprawkę poniżej] Chociaż nie jest postacią charyzmatyczną, wykazał się skutecznością w wielu dziedzinach, w tym w zakresie taktyki utrzymania porządku.
Jednak jego kraj pogrążył się w kryzysie. Pozostawił zrujnowane instalacje naftowe i nie podjął żadnych działań, aby je odbudować. Ceny nieustannie rosły, a inflacja osiągnęła 130 000% w 2018 roku. Trudno było się wyżywić. Miliony Wenezuelczyków wyemigrowały, a choćby uciekły ze swojego kraju. Niektórzy z nich później wrócili, ale większość pozostała za granicą. Następnie zliberalizował gospodarkę i otworzył kasyna. Kraj ten, w którym Hugo Chávez wzbudził poczucie narodowości, zapewnił alfabetyzację choćby w najbardziej odległych wioskach, stworzył prawdziwą służbę zdrowia, wprowadził równość, która nie istniała nigdzie indziej w Ameryce Łacińskiej, stał się pod jego prezydenturą siedliskiem handlarzy wszelkiego rodzaju i doświadczył gwałtownego wzrostu nierówności społecznych. Wielu historycznych zwolenników Cháveza stopniowo odcięło się od Maduro.
Nicolás Maduro wprowadził reżim policyjny, wydając dokumenty tożsamości, tzw. Carnet de la Patrie, wiążąc przyznawanie pomocy społecznej z przynależnością polityczną. Lata 2017-2019 upłynęły pod znakiem brutalnych represji wobec terroryzmu wewnętrznego. Siły porządkowe stosowały tortury, nie wiadomo jednak, czy były to inicjatywy osobiste, czy polityka państwa.
W 2020 r., podczas pierwszej kadencji prezydenta Trumpa, Nicolás Maduro został oskarżony w Stanach Zjednoczonych o terroryzm narkotykowy, co jest paradoksem, biorąc pod uwagę, iż Wenezuela pod rządami Cháveza została uznana przez ONZ za „państwo wolne od upraw narkotyków”.
Czym jest operacja Absolute Resolve (Absolutna determinacja)?
Niewiele wiemy o amerykańskiej operacji Absolute Resolve (Absolutna determinacja). Znamy tylko to, co chcą nam powiedzieć, bez możliwości weryfikacji.
Wiemy tylko, iż zorganizowali oni ogromną awarię zasilania i zbombardowali siedem ośrodków wojskowych w stolicy lub w jej pobliżu, podczas gdy oddział powietrzny wtargnął do rezydencji prezydenckiej i aresztował Nicolása Maduro i jego żonę, adwokat Cilię Flores, byłą przewodniczącą Zgromadzenia Narodowego.
Jedyne doniesienia o strzelaninie dotyczyły starcia między strażą prezydencką a amerykańskimi komandosami. Straż składała się wyłącznie z Kubańczyków. Siły wenezuelskie nie stawiały żadnego oporu, co pozwala przypuszczać, iż armia była w zmowie z amerykańskimi siłami zbrojnymi.
W żadnym wypadku nie była to inwazja na Wenezuelę ani zmiana reżimu.
Czy Stany Zjednoczone naruszyły prawo międzynarodowe?
Większość komentatorów twierdzi, iż Stany Zjednoczone naruszyły prawo międzynarodowe. Jest to nadużycie językowe. Prawo międzynarodowe nie jest kodeksem prawnym. Nie ma uniwersalnych zasad. Nie ma policji, sądów ani więzień. Jest to zbiór zobowiązań, które obowiązują tylko tych, którzy je podpisali.
Jednak dla Stanów Zjednoczonych – podobnie jak dla Unii Europejskiej – to Edmundo González Urrutia, a nie Nicolás Maduro Moros został wybrany w 2024 roku. Wybory te były bardzo kontrowersyjne, nie bez powodu. Nie ulega jednak wątpliwości, iż Maduro dysponuje większością w swoim kraju [1].
Z punktu widzenia Wenezueli Stany Zjednoczone usunęły ich wybranego prezydenta, natomiast z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych Waszyngton usunął jedynie handlarza narkotyków, który dodatkowo uzurpował sobie prezydenturę.
Nie doszło więc do naruszenia prawa międzynarodowego, a jedynie do konfliktu między dwoma punktami widzenia.
Kim jest Delcy Rodríguez?
Wiceprezydent Delcy Rodríguez Gómez jest córką przywódcy rewolucji Jorge Antonio Rodrígueza, torturowanego na śmierć przez wenezuelską policję w 1976 roku. Bardzo blisko związana z Hugo Chávezem, współpracowała z nim w ramach jego rządu, pełniąc funkcje w służbach wywiadowczych i sekretariacie rządu. W 2002 roku prezydent Hugo Chávez wysłał ją do Europy, między innymi po to, aby spotkała się ze mną. Wtedy właśnie ją poznałem i polubiłem.
Jej brat, Jorge Rodríguez Gómez, był wiceprezydentem za rządów Cháveza, a w tej chwili pełni funkcję przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego.
W latach 2020 Delcy Rodríguez weszła w konflikt z wiceprezydentem Syrii i Wenezueli Tareckiem el-Aissamim, który wraz z Nicolásem Maduro został oskarżony przez Stany Zjednoczone. El-Aissami został oskarżony przez Stany Zjednoczone o korupcję za dostarczanie paszportów bojownikom libańskiego Hezbollahu i syryjskim osobistościom, w tym prezydentowi Baszarowi al-Assadowi i członkom jego rodziny. Ostatecznie zrezygnował ze stanowiska w 2023 r. i został aresztowany w 2024 r. przez prokuratora Tareka Williama Saaba, brata ambasadora Wenezueli w Damaszku. Wenezuelski wymiar sprawiedliwości zarzuca mu zorganizowanie sieci urzędników w celu sprzeniewierzenia środków publicznych na finansowanie kampanii wyborczych. Nigdy nie było mowy o korzyściach osobistych.
Podczas mojej podróży w 2017 roku przywitała mnie uprzejmie, ale nie udzieliła mi prywatnej audiencji, prawdopodobnie z powodu konfliktu z Tareckiem el-Aissamim.
Po porwaniu Nicolása Maduro Delcy Rodríguez natychmiast została wyznaczona na tymczasową prezydent.
Podczas kryzysu z Tareckiem el-Aissamim starła się z Diosdado Cabello, również oskarżonym w Stanach Zjednoczonych w 2020 roku wraz z Nicolásem Maduro. Cabello jest silną postacią chavizmu. To on zastąpiłby Hugo Cháveza, gdyby nie zeznania jego kubańskich lekarzy.
Czy kartel „Los Soles” istnieje?
25 lipca Stany Zjednoczone wskazały kartel „Los Soles” jako odpowiedzialny za handel narkotykami i oskarżyły Nicolása Maduro o bycie jego szefem.
Eksperci rynku narkotykowego są zgodni, iż kartel ten nie istnieje. Termin ten odnosi się do grupy wyższych oficerów rozpoznawalnych po gwiazdach (los soles) na mundurach.
Osoby te miały rzekomo zorganizować tranzyt narkotyków w celu sfinansowania libańskiego ruchu oporu. W Libanie Hezbollah nie uprawia narkotyków, ale pobiera zakat od lokalnych baronów narkotykowych. Zakat jest odpowiednikiem podatku, który muzułmanie przekazują na wybrane przez siebie cele.
Należy zdawać sobie sprawę, iż większość rządów Ameryki Łacińskiej jest zamieszana w handel narkotykami. Jest to główne źródło tajnych dochodów. Do tej pory Stany Zjednoczone wybierały kartele, z którymi współpracowały, i prowadziły bezlitosną wojnę z pozostałymi. Tak więc Kolumbijczyk Pablo Escobar początkowo współpracował z nimi, zanim sprzymierzył się z lewicowymi rewolucjonistami i stał się wrogiem nr 1 DEA.
W 2000 roku pełniłem funkcję sekretarza generalnego Światowej Ligi Antyprohibicyjnej, organizacji zrzeszającej między innymi ponad 500 parlamentarzystów i ponad 20 laureatów Nagrody Nobla. Oceniłem plagę, jaką są narko-państwa, oraz nieskuteczność wojen z narkotykami. Jedynym sposobem na odbudowę zdrowych społeczeństw jest edukowanie ludności w zakresie kontrolowania uzależnień. Wysiłki prezydenta Trumpa nie przyniosą więc większych rezultatów, choćby jeżeli uda mu się poprawić stosunki polityczne między Ameryką Łacińską a Bliskim Wschodem.
Czy jesteśmy świadkami powrotu imperiów?
Większość komentatorów spekuluje na temat możliwego powrotu imperiów. Według nich Donald Trump właśnie najechał Wenezuelę, tak jak Władimir Putin najechał Ukrainę, a Xi Jinping zamierza zrobić to samo z Tajwanem. To całkowite niezrozumienie sytuacji: prezydent Trump nie najechał Wenezueli, ale usunął z niej handlarza narkotyków, prezydent Putin nie najechał Ukrainy, ale zastosował porozumienia mińskie i rezolucję Rady Bezpieczeństwa nr 2202, a prezydent Xi zobowiązał się, iż nie dokona inwazji na Tajwan, o ile ten kraj nie ogłosi niepodległości.
Jest to rzeczywiście nowy okres historyczny, okres tworzenia się świata wielobiegunowego, a nie powrotu imperiów. Wielobiegunowość zakłada jednak przywrócenie prawa międzynarodowego, a tym samym zniesienie międzynarodowych zasad narzuconych podczas zimnej wojny, a po rozpadzie ZSRR przez Stany Zjednoczone i G7.
Korekta:
Jeden z moich czytelników przesłał mi link do filmu, o którym nie wiedziałem. Prezydent Hugo Chávez sam wyznaczył swojego wiceprezydenta Nicolása Maduro nie tylko do pełnienia funkcji tymczasowej w przypadku niemożności sprawowania urzędu, ale także do zostania wybranym na jego miejsce.
Zob. Chavez designó a Nicolás Maduro como sucesor.
[1] « Les mensonges de la presse sur l’élection présidentielle vénézuélienne », par Thierry Meyssan, Réseau Voltaire, 27 août 2024.
Koniec tłumaczenia









