Budowa na terenie czynnego lotniska międzynarodowego to koszmar logistyczny. Każdy transport materiałów musi przejść kontrolę bezpieczeństwa, każdy pracownik – przez bramki TSA, a wszystkie prace trzeba dopasować do nieustannego rytmu startów i lądowań. Los Angeles International Airport znalazł na to rozwiązanie tak proste, iż aż zaskakujące: zbudował nowy terminal poza lotniskiem, a potem przewiózł go na miejsce.
1,75 mili do celu
Midfield Satellite Concourse South, zaprojektowany przez pracownię Woods Bagot, powstał w przestrzeni budowlanej wydzielonej tuż za północnym pasem startowym – około 1,75 mili od swojej docelowej lokalizacji. Zamiast budować na płycie lotniska, projektanci i wykonawcy wspólnie z zarządcą lotniska opracowali metodę „budowy poza terenem i relokacji”, przekształcając terminal w konstrukcję modułową składaną z segmentów.
Efekt? „Zaoszczędziliśmy sześć miesięcy i 30 milionów dolarów dzięki temu procesowi” – mówi Matt Ducharme, dyrektor projektowy Woods Bagot na Amerykę Północną. „Od samego początku zamierzeniem było, by stała się to nowa metodologia realizacji tego typu projektów.”
Mniejsze firmy dostały szansę
Oszczędności to jednak nie jedyna korzyść. najważniejsze okazało się to, iż plac budowy formalnie znajdował się poza lotniskiem – co zniosło wiele wymagań kontraktowych i ubezpieczeniowych ograniczających normalnie krąg wykonawców.
Pracownicy nie musieli przechodzić przez kontrolę TSA, więc dostawali się na budowę i opuszczali ją szybko. Nie było też potrzeby wykupywania kosztownych polis wymaganych przy pracy na czynnym lotnisku, dzięki czemu do projektu mogły dołączyć mniejsze, lokalne firmy budowlane. Efekt jest wyraźny: ponad 30% siły roboczej pochodziło z lokalnych przedsiębiorstw – to niezwykle wysoki odsetek jak na tego typu inwestycję.
Architektura pod kalifornijskie słońce
Sam obiekt to 150 000 stóp kwadratowych powierzchni i osiem bramek dobudowanych do terminalu międzynarodowego, obsługującego ponad 1 200 lotów tygodniowo. Projekt zbudowano wokół zarządzania światłem południowej Kalifornii – system osłon typu brise-soleil blokuje najostrzejsze nasłonecznienie od południa, jednocześnie otwierając widok od podłogi do sufitu na góry na północy. Rozwiązanie to zmniejsza zapotrzebowanie na sztuczne oświetlenie i klimatyzację.
Terminal składa się z ośmiu segmentów – po jednym na każdą bramkę – zaprojektowanych, jak mówi Ducharme, „niczym salony”: wygodnych dla podróżnych, ale świadomie oszczędnych materiałowo. Waga każdego segmentu musiała być ściśle kontrolowana ze względu na czekającą go podróż.
„Projektowaliśmy pod to, na co pozwalała budowa poza terenem. I myślę, iż dzięki temu projekt wyszedł lepiej” – mówi Ducharme. „Zmusiło nas to do głębszego zastanowienia się, czym może być infrastruktura, i do tego, by wszystko, co trafiło do segmentu, naprawdę zasłużyło na swoje miejsce.”
Budynek, który można przenieść jeszcze raz
Najciekawszy jest jednak element, którego pasażerowie nie zobaczą. Terminal został zaprojektowany z lekkim załamaniem bryły, by dopasować się do sąsiedniego budynku. Ponieważ ten sąsiad może kiedyś zostać rozebrany, cały obiekt zaprojektowano tak, by mógł zostać ponownie przeniesiony – zmienić orientację albo przeznaczenie.
Modułowa konstrukcja ma rozbieralne złącza sejsmiczne i precyzyjnie skoordynowaną infrastrukturę instalacyjną, pozwalającą na demontaż i relokację w przyszłości.
„Myślenie o architekturze mającej życie wykraczające poza jej pierwotne przeznaczenie to coś, co bardzo mocno priorytetyzujemy w naszej pracy” – podsumowuje Ducharme. „Dzięki temu, iż coś jest transportowalne, staje się to o wiele bardziej realne.”

2 godzin temu















