Na zorganizowanym przez burmistrza spotkaniu poświęconym m.in. planowanej inwestycji, niemal wszyscy mieszkańcy sprzeciwili się planom budowy biometanowni przy działającej na terenie gminy fermie drobiu.
We wtorek wieczorem w Kleczewie burmistrz Mariusz Musiałowski zaprosił mieszkańców na spotkanie z przedstawicielami firmy, która chce przy swoje fermie drobiu wybudować instalację biometanową, gdzie substratem do produkcji biogazu byłby kurzy pomiot. Aby tak się mogło stać potrzebne są zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Gmina (podobnie jak inne samorządy w Polsce) jest na etapie uchwalania planu ogólnego, który od września powinien zastąpić studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego. Nowy dokument ustali strefy pod potencjalne inwestycje, w tym takie jak biogazownie/biometanownie.
Planowana inwestycja przy fermie miałaby przynieść nowe miejsca pracy i dodatkowe wpływy z podatków dla gminy. Biometanownię zaplanowano jednak w odległości ok. 600 m od domów, co budzi obawy mieszkańców.
Tu protestują, tam protestują. A niechciane biogazownie to same korzyści
Jak informuje portal Lokalne Media (lm.pl), dyskusja o możliwości rozbudowy zakładu trwała blisko dwie godziny i pomimo licznych argumentów przedstawicieli inwestora, iż instalacja ograniczy a nie spotęguje uciążliwości zapachowe, nie przyniosła oczekiwanych przez firmę efektów. Zaledwie jedna osoba z wszystkich, które przyszły na spotkanie wyraziła swoją akceptację dla budowy biometanowni.
Według portalu LM burmistrz Musiałowski zadeklarował, iż w przygotowanym projekcie planu ogólnego, zapisy umożliwiające rozbudowę fermy nie zostaną wprowadzone. Ostateczna decyzja o uchwaleniu, bądź planu w takim kształcie należeć będzie do radnych.
Źródło: LM.pl

1 godzina temu














