Wyobraź sobie, iż pracodawca automatycznie potrąca z Twojej pensji dodatkowy podatek i przekazuje go do kościoła lub związku wyznaniowego, który zadeklarowałeś. jeżeli nie deklarujesz żadnego – nie płacisz. Dokładnie tak działa od dziesięcioleci system w Niemczech. I dokładnie taki system – pod nazwą Kirchensteuer – proponuje wprowadzić w Polsce autor obywatelskiej petycji, która od połowy 2025 roku leży w Senacie. W styczniu 2026 roku senacka Komisja Petycji zdecydowała, iż sprawą muszą zająć się Ministerstwo Finansów oraz MSWiA. Teraz czekamy na ich opinie.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Petycja trafiła do Senatu, nie Sejmu – i to ważna różnica
Warto od razu sprostować terminologię, która w medialnych przekazach bywa mylona: petycja P11-89/25 wpłynęła do Senatu, nie do Sejmu. To istotne, bo to właśnie Senat może – na podstawie art. 76 Regulaminu Senatu – podjąć inicjatywę ustawodawczą wynikającą z rozpatrzonej petycji. o ile senatorowie uznaliby, iż propozycja powinna zostać wdrożona, możliwe byłoby wystąpienie do Marszałka Senatu o podjęcie inicjatywy ustawodawczej lub zgłoszenie projektu ustawy bezpośrednio w Senacie – i dopiero wtedy trafiłaby ona pod obrady Sejmu.
Petycja wpłynęła 9 czerwca 2025 roku (uzupełniona 20 czerwca 2025 r.), a 7 lipca 2025 roku została skierowana do rozpatrzenia przez senacką Komisję Petycji. Jej autor to osoba prywatna – petycja ma charakter indywidualny, nie jest poparta żadną zorganizowaną kampanią obywatelską ani inicjatywą partyjną.
Jak dokładnie miałby działać ten podatek
Mechanizm zaproponowany w petycji jest wzorowany na niemieckim Kirchensteuer i działa następująco: pracodawca, zleceniodawca lub zamawiający dzieło pobiera z wynagrodzenia pracownika dodatkową daninę w wysokości 8 proc. należnego podatku dochodowego i przekazuje ją do urzędu skarbowego. Urząd następnie przesyła zebrane środki na konto kościoła lub związku wyznaniowego, który dany pracownik wskazał jako swój. Warunkiem jest oczywiście, by wspólnota ta figurowała w oficjalnym rejestrze kościołów i innych związków wyznaniowych w Polsce.
Warto zaznaczyć precyzyjnie, co oznacza „8 proc.” – to nie jest 8 proc. brutto wynagrodzenia, ale 8 proc. kwoty podatku dochodowego. Przy miesięcznym wynagrodzeniu brutto 5000 zł, zaliczka na PIT wynosi ok. 400 zł; podatek kościelny w tym wariancie wyniósłby ok. 32 zł miesięcznie. Przy zarobkach 10 000 zł brutto – ok. 70 zł. To liczby orientacyjne, ale pokazują skalę obciążenia w praktyce.
Obowiązek finansowania nie dotyczyłby osób, które oficjalnie nie deklarują przynależności do żadnej wspólnoty religijnej, ani ateistów. „To proste i klarowne rozwiązanie eliminuje domysły i niejasności dotyczące rzeczywistego poparcia dla poszczególnych Kościołów i wspólnot” – argumentuje autor petycji.
Kirchensteuer: w Niemczech działa od dekad, budzi mieszane uczucia
Model, na który powołuje się autor polskiej petycji, ma w Niemczech wieloletnią tradycję. Kirchensteuer jest pobierany na rzecz uznanych przez państwo wspólnot wyznaniowych – przede wszystkim Kościoła katolickiego i protestanckiego (Evangelische Kirche). Jego wysokość zależy od landu: 8 proc. podatku dochodowego obowiązuje m.in. w Bawarii i Badenii-Wirtembergii, 9 proc. – w Brandenburgii, Hesji czy Saksonii.
Żeby przestać płacić, trzeba w Niemczech formalnie wystąpić z Kościoła – złożyć odpowiednie oświadczenie przed urzędem stanu cywilnego lub sądem. Właśnie to wymuszenie formalnego aktu sprawia, iż co roku z Kościoła katolickiego w Niemczech występuje kilkaset tysięcy osób. W 2022 roku taką decyzję podjęło ponad 522 tys. Niemców – rekordowy wynik, który eksperci łączyli wprost z kolejną falą skandali pedofilskich w Kościele.
Autor polskiej petycji proponuje jednak w tym zakresie łagodniejsze rozwiązanie: wystarczy brak deklaracji przynależności, bez konieczności formalnego wystąpienia z Kościoła. To istotna różnica wobec modelu niemieckiego, ale jednocześnie – jak wskazują krytycy – rodzi pytanie o to, kto miałby weryfikować te deklaracje i na jakiej podstawie.
Senator chciał zakończyć prace, ale przegrał głosowanie
20 stycznia 2026 roku senacka Komisja Petycji zebrała się, by ocenić, co zrobić z petycją. Posiedzenie nie przebiegło bez kontrowersji. Przewodniczący komisji senator Robert Mamątow wyraźnie opowiedział się za zakończeniem prac i przekazaniem petycji do KPRM. W trakcie dyskusji wskazał na znaczenie konkordatu w regulowaniu relacji państwa z Kościołem katolickim. „Trzeba sobie powiedzieć uczciwie: ta petycja w zasadzie dotyczy tylko Kościoła katolickiego. To wszystko uregulowane jest w konkordacie. My żadną ustawą nie możemy tego zmienić, bo to jest już zapisane w umowie” – mówił Mamątow podczas posiedzenia.
Senator Michał Seweryński zwrócił z kolei uwagę, iż realizowane są już rządowe rozmowy z przedstawicielami Kościoła i innych związków wyznaniowych w sprawie zastąpienia Funduszu Kościelnego nowymi rozwiązaniami – i sugerował, iż petycja dubluje już prowadzone prace. Złożył wniosek o niepodjęcie dalszych prac nad petycją.
Wniosek przegrał w głosowaniu. Komisja zdecydowała ostatecznie o skierowaniu zapytań do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, a także o zlecenie analizy konstytucyjności proponowanego rozwiązania. Wniosek w tej sprawie złożył senator Piotr Masłowski, który podczas obrad zaznaczył: „Ja się bardzo cieszę, iż ta petycja wpłynęła. Myślę, iż w Polsce taka debata, prędzej czy później, musi się odbyć”. Senator Monika Piątkowska dodała z kolei, iż petycja jest „ważna i wrażliwa społecznie” i senatorowie powinni mieć pełną wiedzę w tej materii przed podjęciem decyzji.
Konkordat i konstytucja – dwie ściany, między które wchodzi pomysł
To właśnie kwestia konstytucyjności jest jedną z kluczowych niewiadomych, na które odpowiedź ma przynieść zlecona analiza. Polskie prawo gwarantuje wolność sumienia i wyznania – i to w obie strony: zarówno prawo do wyznawania wiary, jak i prawo do jej niewyznawania. Pytanie, czy automatyczne pobieranie daniny na rzecz kościoła od osoby, która nie wyraziła na to wyraźnej zgody, nie naruszałoby tych gwarancji, pozostaje otwarte.
Drugi problem wskazany przez senatora Mamątowa to konkordat – umowa między Polską a Stolicą Apostolską, ratyfikowana w 1998 roku, która reguluje zasady działania Kościoła katolickiego w Polsce i jego relacje finansowe z państwem. Zmiana systemu finansowania kościołów ustawą krajową – bez renegocjacji konkordatu – może natrafić na poważne przeszkody prawne. Analogiczna trudność dotyczyłaby też ewentualnego objęcia podatkiem tylko niektórych wyznań przy wyłączeniu innych.
Fundusz Kościelny – co finansuje teraz i dlaczego budzi sprzeciw
Żeby zrozumieć kontekst petycji, warto wiedzieć, jak dziś wygląda finansowanie kościołów w Polsce. Główne źródło publiczne to Fundusz Kościelny – instytucja powołana jeszcze w 1950 roku, finansowana bezpośrednio z budżetu państwa. Oficjalnie wspiera działalność charytatywną, opiekę społeczną i konserwację zabytkowych obiektów sakralnych. W 2026 roku maksymalna wysokość pojedynczej dotacji z Funduszu wynosi 200 tys. zł, choć w szczególnych przypadkach możliwe są wyższe kwoty.
Fundusz jest od lat krytykowany za brak przejrzystości i brak proporcji – środki z budżetu państwa trafiają do kościołów niezależnie od tego, ile osób faktycznie się z nimi utożsamia. Obok Funduszu Kościelnego kościoły korzystają też z ulg podatkowych, z przekazywania nieruchomości i gruntów rolnych – według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, od 1992 do 30 czerwca 2019 roku przekazano kościołom łącznie 76 244 hektarów ziemi rolnej, których szacunkowa wartość w 2019 roku wynosiła ponad 3,48 mld zł. Autor petycji wskazuje właśnie na tę nieprzejrzystość jako główny argument za zmianą systemu na bardziej sformalizowany i podlegający kontroli publicznej.
Co dalej z petycją – na jakim etapie jesteśmy
Na dziś (4 marca 2026 r.) sprawa jest na etapie oczekiwania na opinie ministerstw. Po ich dostarczeniu Komisja Petycji ponownie zajmie się petycją. Możliwe są trzy scenariusze: komisja może zaproponować inicjatywę ustawodawczą, może zaproponować Senatowi projekt ustawy, albo może zdecydować o niekonkynuowaniu prac – co w praktyce oznacza zakończenie drogi legislacyjnej petycji bez żadnych skutków.
Nie ma projektu ustawy. Nie ma harmonogramu prac. Żaden z głównych ugrupowań politycznych nie ogłosił oficjalnego poparcia dla pomysłu. choćby jeżeli ministerstwa wydadzą pozytywne opinie – co jest scenariuszem mało prawdopodobnym – droga do ewentualnego uchwalenia podatku kościelnego prowadziłaby przez pełny proces legislacyjny w Sejmie i Senacie, analizę Trybunału Konstytucyjnego i – potencjalnie – renegocjacje konkordatu. W perspektywie kilku lat to wciąż odległa perspektywa.
Nie bez znaczenia jest też kontekst demograficzny. Według danych GUS Kościół rzymskokatolicki liczy w Polsce 33,7 mln wiernych, co odpowiada ok. 87,6 proc. populacji – ale liczba ta opiera się na danych chrzcielnych, a nie na faktycznej praktyce religijnej czy subiektywnym poczuciu przynależności. Gdyby podatek kościelny wymagał aktywnej deklaracji – jak chce autor petycji – a nie biernej przynależności, rzeczywista liczba płacących mogłaby być drastycznie niższa. I właśnie to – precyzyjne zmierzenie faktycznej bazy wyznawców – jest jednym z argumentów, które autor przywołuje na rzecz swojego pomysłu.
Co warto wiedzieć, zanim zaczniemy dyskusję o podatku kościelnym
Debata o finansowaniu kościołów w Polsce co jakiś czas wybucha i równie gwałtownie opada. Petycja P11-89/25 to nie jest projekt rządowy ani inicjatywa z parlamentarną większością – to dokument złożony przez jedną osobę prywatną, który przeszedł do etapu analizy resortowej. To ważne, bo część komentarzy w mediach społecznościowych sugeruje, iż podatek „jest już prawie wprowadzony”. Tak nie jest.
Jeśli temat Cię dotyczy – albo jako osobę wierzącą, która zastanawia się nad swoją sytuacją finansową, albo jako osobę niewierzącą, która chce wiedzieć, czy cokolwiek się zmieni – odpowiedź na dziś jest prosta: nic się nie zmienia. Nie ma projektu ustawy, nie ma daty, nie ma gotowego mechanizmu. Jest petycja, która czeka na opinie dwóch ministerstw i analizę konstytucyjną.
Warto natomiast śledzić temat równoległy: rozmowy rządu z przedstawicielami kościołów w sprawie reformy lub likwidacji Funduszu Kościelnego. To właśnie tam – a nie w petycji jednego obywatela – może dojść do realnych zmian w finansowaniu religii z publicznych pieniędzy. jeżeli takie rozmowy zakończą się konkretem, podatek kościelny w jakiejś formie może wrócić do dyskusji jako jedno z możliwych rozwiązań – tym razem już z inicjatywy rządowej.

2 godzin temu












