Federalna płaca minimalna w Stanach Zjednoczonych od 17 lat wynosi 7.25 dolara za godzinę. Senator Chris Murphy z Connecticut chce ją podnieść do 25 dolarów. Propozycja wywołała ogólnokrajową dyskusję, choć jej przyjęcie w obecnym układzie politycznym jest bardzo mało prawdopodobne. Spór dotyczy nie tylko wysokości wynagrodzeń, ale także tego, czy jedna stawka powinna obowiązywać zarówno w Connecticut, jak i w znacznie tańszych regionach kraju.
Demokraci z Connecticut liczą na to, iż ustawa pomoże partii pozyskać poparcie części zwolenników Trumpa. Fot. Facebook.com/senchrismurphyConnecticut już teraz należy do stanów z najwyższą płacą minimalną w USA. Od 1 stycznia 2026 roku wynosi ona 16.94 dolara za godzinę i jest automatycznie waloryzowana na podstawie zmian federalnego wskaźnika kosztów zatrudnienia. Dla pracowników i przedsiębiorców w tym stanie kwota 7.25 dolara jest więc od dawna przede wszystkim zapisem w prawie federalnym, a nie rzeczywistą stawką obowiązującą na lokalnym rynku pracy.
W wielu innych częściach kraju sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej. Część stanów przez cały czas opiera się na federalnym minimum, które nie zmieniło się od 24 lipca 2009 roku. Wówczas stawkę podniesiono z 6.55 do 7.25 dolara, czyli o około 10.7 proc. Był to ostatni etap podwyżek uchwalonych przez Kongres w 2007 roku.
Teraz senator Chris Murphy, przy poparciu drugiego senatora z Connecticut, Richarda Blumenthala, proponuje zmianę na niespotykaną dotąd skalę.
Nie dla wszystkich
Projekt nazwany Living Wage for All Act przewiduje podniesienie federalnej płacy minimalnej z 7.25 do 25 dolarów za godzinę. Nie oznacza to jednak natychmiastowego skoku do tej kwoty.
Pierwszym etapem miałoby być podniesienie minimum do 12 dolarów. Później następowałyby kolejne podwyżki, rozłożone na wiele lat. Duże przedsiębiorstwa miałyby osiągnąć poziom 25 dolarów do 2032 roku, natomiast mniejsze firmy otrzymałyby czas do 2039 roku. Po osiągnięciu tego pułapu stawka nie zostałaby zamrożona. Miałaby być dalej automatycznie dostosowywana tak, aby odpowiadała dwóm trzecim mediany wynagrodzeń w kraju.
Projekt zakłada również stopniowe zniesienie niższych stawek stosowanych wobec pracowników otrzymujących napiwki, młodych pracowników oraz części osób z niepełnosprawnościami. W założeniu twórców ustawy docelowo miałaby obowiązywać jedna federalna płaca minimalna dla wszystkich pracowników objętych przepisami.
Gdyby ostatecznie wzrosła z 7.25 do 25 dolarów, byłaby to największa nominalna i procentowa podwyżka federalnej płacy minimalnej w historii Stanów Zjednoczonych. Oznaczałaby wzrost o 17.75 dolara, czyli około 245 proc. Dla osoby pracującej 40 godzin tygodniowo byłaby to różnica między około 15 tys. a 52 tys. dolarów brutto rocznie.
To właśnie skala propozycji sprawiła, iż projekt senatora z Connecticut gwałtownie stał się tematem ogólnokrajowej debaty.
7.25 dolara
Nawet wielu przeciwników propozycji Murphy’ego przyznaje, iż obecna federalna stawka jest oderwana od dzisiejszych kosztów życia. Od 2009 roku wzrosły ceny mieszkań, żywności, opieki medycznej, transportu i opieki nad dziećmi. Sam fakt, iż Kongres przez 17 lat nie zdołał podnieść federalnego minimum, pokazuje skalę politycznego impasu.
Zwolennicy projektu przekonują, iż osoba pracująca na pełny etat nie powinna zarabiać tak mało, aby przez cały czas potrzebować pomocy publicznej na pokrycie podstawowych wydatków. Murphy wskazuje, iż kwota 25 dolarów została oparta między innymi na analizach kosztów utrzymania, obejmujących wydatki na mieszkanie, żywność, transport, ochronę zdrowia i inne podstawowe potrzeby.
Problem polega jednak na tym, iż koszty życia w USA bardzo się różnią. Płaca, która w Connecticut, Nowym Jorku czy Kalifornii może być uznawana za niewystarczającą, w niektórych regionach Południa lub Środkowego Zachodu może przewyższać wynagrodzenia oferowane w tej chwili nie tylko początkującym pracownikom, ale także osobom z większym doświadczeniem.
Dlatego sednem sporu nie jest już wyłącznie pytanie, czy 7.25 dolara to za mało. Coraz częściej brzmi ono: czy o płacy minimalnej powinien decydować przede wszystkim Kongres, czy poszczególne stany, uwzględniające własne koszty życia i lokalną sytuację gospodarczą?
Prawo federalne już teraz ustanawia jedynie dolną granicę. Stany i miasta mogą wprowadzać wyższe stawki, a pracodawca musi stosować tę, która jest korzystniejsza dla pracownika. W rezultacie obok stanów takich jak Connecticut funkcjonują stany, w których federalne 7.25 dolara przez cały czas pozostaje podstawową stawką.
Restauracje protestują
Najostrzejsza krytyka projektu płynie ze strony małych firm, szczególnie restauracji i branży hotelarskiej. Connecticut Restaurant & Hospitality Association oceniło propozycję jako oderwaną od realiów prowadzenia niewielkiego biznesu.
Organizacja zwraca uwagę, iż 97 proc. firm działających w branży hotelarskiej i gastronomicznej w Connecticut to małe, niezależne przedsiębiorstwa, często funkcjonujące przy bardzo niskich marżach.
Dla właściciela restauracji wynagrodzenie wypłacane pracownikowi nie jest jedynym kosztem jego zatrudnienia. Dochodzą do niego podatki od wynagrodzeń, ubezpieczenia, świadczenia pracownicze, płatne zwolnienia, szkolenia oraz koszty administracyjne. Podniesienie stawki godzinowej wpływa ponadto nie tylko na osoby zarabiające dotychczas najmniej.
Jeżeli nowy pracownik otrzymywałby 25 dolarów, podwyżek mogliby oczekiwać także bardziej doświadczeni pracownicy, kierownicy zmian i osoby ponoszące większą odpowiedzialność. W praktyce zmieniłaby się więc cała struktura wynagrodzeń w firmie.
Przedstawiciele biznesu ostrzegają, iż część przedsiębiorców musiałaby podnieść ceny, ograniczyć godziny pracy, zmniejszyć zatrudnienie albo przyspieszyć automatyzację. W przypadku restauracji oznaczałoby to droższe posiłki, krótsze godziny otwarcia, mniej pracowników na zmianie lub zastępowanie części obsługi technologią.
Nie oznacza to, iż każda podwyżka płacy minimalnej automatycznie prowadzi do masowych zwolnień. Badania dotyczące wcześniejszych zmian przynoszą mieszane rezultaty. Część wskazuje na niewielki ogólny wpływ na zatrudnienie, inne dostrzegają ograniczenie liczby nowych miejsc pracy, redukcję godzin lub szybsze wprowadzanie automatyzacji. Skutki zależą między innymi od wielkości podwyżki, sytuacji gospodarczej i warunków panujących na lokalnym rynku.
W tym przypadku przeciwnicy projektu podkreślają jednak, iż nie chodzi o zwykłą korektę stawki, ale o zmianę o bezprecedensowej skali.
Właściciele małych firm, w tym restauracji, obawiają się, iż gwałtowny wzrost płacy minimalnej przełoży się na wyższe koszty zatrudnienia i utrudni prowadzenie działalności. Fot. Archiwum WEMChcą odzyskać Amerykę
Murphy przedstawia ustawę nie tylko jako propozycję gospodarczą, ale także jako sposób na odbudowanie poparcia Demokratów wśród pracowników, którzy w ostatnich wyborach zwrócili się w stronę Donalda Trumpa.
Zdaniem senatora Demokraci nie wygrają tych wyborców samym ostrzeganiem przed polityką Republikanów. Muszą przedstawić rozwiązania, które w zauważalny sposób poprawią materialną sytuację rodzin pracujących.
Propozycja 25 dolarów ma być takim właśnie czytelnym komunikatem: pełnoetatowa praca powinna pozwalać na utrzymanie się bez ciągłej walki z rosnącymi rachunkami. Murphy liczy, iż gospodarczy populizm, skoncentrowany na wynagrodzeniach i kosztach życia, może ponownie zainteresować część klasy pracującej ofertą Partii Demokratycznej.
To również tłumaczy, dlaczego senator zdecydował się na tak wysoką kwotę. Projekt ma nie tylko wyznaczać cel legislacyjny, ale też rozpocząć spór o to, jaką rolę Demokraci chcą odgrywać w debacie o kosztach życia, nierównościach i kondycji klasy średniej.
Ryzyko jest oczywiste. Republikanie i organizacje przedsiębiorców mogą przedstawiać propozycję jako przykład polityki tworzonej z perspektywy drogich stanów północno-wschodnich, bez uwzględnienia realiów niewielkich miast i słabszych gospodarczo regionów. Zamiast przyciągnąć wyborców Trumpa projekt może więc utwierdzić część z nich w przekonaniu, iż Demokraci nie rozumieją lokalnych przedsiębiorców.
Czy CT zmieni prawo w całym kraju?
Droga od przedstawienia projektu do jego wejścia w życie jest w tej chwili bardzo długa.
Ustawa została skierowana do senackiej Komisji Zdrowia, Edukacji, Pracy i Emerytur. Aby stała się prawem, musiałaby przejść przez komisję, uzyskać poparcie całego Senatu, zostać przyjęta w tej samej formie przez Izbę Reprezentantów, a następnie podpisana przez prezydenta.
Największą przeszkodą jest obecny układ polityczny. Projekt przygotowali Demokraci, natomiast Kongres kontrolują Republikanie. Prezydentem jest Donald Trump. Nie ma w tej chwili podstaw, by oczekiwać, iż republikańscy liderzy poddadzą taką ustawę pod głosowanie, a tym bardziej iż poprą podwyżkę do 25 dolarów.
Nawet gdyby projekt uzyskał zwykłą większość w Senacie, w praktyce do zakończenia debaty nad większością ustaw potrzeba 60 głosów. Taki próg pozwala przełamać obstrukcję parlamentarną, czyli filibuster.
Murphy musiałby więc zdobyć nie tylko poparcie wszystkich Demokratów i senatorów niezależnych współpracujących z ich klubem, ale również znacznej grupy Republikanów. Przy kwocie 25 dolarów jest to dziś scenariusz niemal nierealny.
Alternatywą byłaby zasadnicza zmiana zasad Senatu i likwidacja lub ograniczenie filibustera w sprawach dotyczących płacy minimalnej. To jednak wymagałoby przejęcia większości przez Demokratów oraz zgody całego ich klubu na taką reformę. W przeszłości nie było w tej sprawie jednomyślności.
Teoretycznie część przepisów gospodarczych można próbować przyjąć w ramach procedury budżetowej zwanej reconciliation, która pozwala ominąć próg 60 głosów. W 2021 roku propozycja podniesienia płacy minimalnej do 15 dolarów została jednak usunięta z pakietu budżetowego po uznaniu, iż nie spełnia wymagań tej procedury. Próba zastosowania tej drogi wobec stawki 25 dolarów napotkałaby więc poważne problemy proceduralne.
Realna szansa pojawiłaby się dopiero po większej zmianie politycznej: przejęciu przez Demokratów Izby Reprezentantów, zdobyciu większości w Senacie, objęciu Białego Domu oraz uzyskaniu wystarczającego poparcia dla samej kwoty. choćby wtedy część umiarkowanych Demokratów mogłaby uznać 25 dolarów za zbyt wysoką jednolitą stawkę dla całego kraju.
Polityka a rzeczywistość
W najbliższym czasie Living Wage for All Act ma więc większe znaczenie polityczne niż legislacyjne. Projekt prawdopodobnie nie stanie się obowiązującym prawem w obecnym Kongresie, ale może przesunąć granice debaty.
Jeszcze kilka lat temu głównym postulatem Demokratów była federalna płaca minimalna w wysokości 15 dolarów. w tej chwili Murphy proponuje 25 dolarów, podczas gdy osobny projekt senatora Berniego Sandersa zakłada podniesienie jej do 17 dolarów i ma znacznie większą liczbę demokratycznych współautorów.
Możliwe zatem, iż 25 dolarów nie jest stawką, którą Kongres ma przyjąć teraz, ale punktem wyjścia do przyszłych negocjacji. Sama propozycja może zwiększyć presję na uchwalenie niższej podwyżki, automatycznej waloryzacji albo systemu uwzględniającego regionalne różnice w kosztach życia.
Connecticut może więc nie doprowadzić w najbliższych miesiącach do ogólnokrajowej stawki 25 dolarów. Dwaj senatorowie z tego stanu już jednak sprawili, iż pytanie o federalną płacę minimalną wróciło do debaty w sposób, którego trudno nie zauważyć.
Nie ma większych wątpliwości, iż 7.25 dolara nie odpowiada realiom roku 2026. Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie, jaka stawka powinna ją zastąpić i czy jedna kwota może rozsądnie obowiązywać od Connecticut po Alabamę i Teksas.
Właśnie o to będzie toczył się najważniejszy spór: nie o to, czy obecny system wymaga zmiany, ale jak przeprowadzić ją tak, aby wyższe wynagrodzenia rzeczywiście poprawiły sytuację pracowników, nie wypychając jednocześnie z rynku małych firm, które mają te wynagrodzenia wypłacać.
WEM







![Czołgi T-34 znów w Żaganiu [ZDJĘCIA]](https://zachod.pl/wp-content/uploads/2026/07/17ffb21f6d5649637a9ea627a9014357_xl.jpg)


