
Szczegółowe omówienie tematu w materiale na Youtube:
Ochrona przyrody to hasło, które zwykle zamyka usta krytykom. Kto z nas nie chciałby chronić saren, rzadkich żab czy lilii złotogłów? Jednak w Raciborsku, pod płaszczem troski o ekosystem, rozegrano partię, która może doprowadzić do finansowego drenażu portfeli wszystkich mieszkańców gminy Wieliczka. Nad samorządem zawisło widmo gigantycznych odszkodowań, które mogą stać się realnym kosztem „panoramy z okna” dla garstki wybranych osób. Czy nowo utworzony „użytek ekologiczny” to faktycznie troska o naturę, czy może niezwykle kosztowny prezent dla politycznego hejtera sfinansowany z publicznych pieniędzy? Przyjrzyjmy się kulisom, bo konsekwencje tej sprawy mogą być bardzo nieprzyjemne, a ujawnią się za kilka lat – cięciami budżetowymi i podwyżkami opłat.
Cena „panoramy”: Rachunek na 23, a może i 50 milionów złotych?
Finansowy wymiar tej decyzji jest porażający. Teren objęty ochroną nie jest bezpańskim nieużytkiem – to grunty inwestycyjne, które już dwa lata temu rzeczoznawcy wyceniali na kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Ustanowienie zakazu zabudowy na terenie, gdzie deweloper posiadał już konkretne plany, otwiera prostą drogę do roszczeń, za które zapłacą podatnicy.
Kwota blisko 23 milionów złotych to jedynie wartość samych nieruchomości. Nie uwzględnia ona tzw. utraconych korzyści inwestora, który planował tam budowę osiedla „Panorama Raciborska” składającego się z 88 domów jednorodzinnych. jeżeli doliczyć do tego potencjalny zysk ze sprzedaży, ostateczne odszkodowanie może drastycznie wzrosnąć, obciążając budżet gminy na dekady.
„Wycena wartości obecnej zespołu nieruchomości dokonana przez biegłych rzeczoznawców wynosiła 22 770 000 PLN. […] Do października 2023 roku spółka posiadała ważne, prawomocne pozwolenia na budowę – dziewięć decyzji Starosty Wielickiego, których przedmiotem była budowa osiedla obejmującego 88 domów”.
— Fragment pisma spółki WillaNova do Gminy Wieliczka.
Ekologiczny absurd: Chronimy wykarczowaną łąkę, omijamy las i strumień
Analiza granic nowo utworzonego użytku obnaża hipokryzję tej decyzji. Choć nazwa sugeruje ochronę cennych walorów, obszar „Panorama Raciborska” to w dużej mierze teren, który został już wcześniej wykarczowany „do gołej ziemi” pod planowaną inwestycję.
Ironia polega na tym, iż faktycznie cenne przyrodniczo miejsca zostały w uchwale pominięte. Dlaczego? Bo tam i tak nie można budować, więc ich „ochrona” nie przyniosłaby nikomu prywatnych korzyści w postaci zablokowania sąsiadów. Poza granicami użytku pozostały:
- Strumień Kamyk,
- Miejscowy wodospad,
- Las znajdujący się na południu obszaru.
Zamiast nich, „ochroną” objęto ugory, na których – jak potwierdziły oględziny Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) – dominują gatunki pospolite i inwazyjne:
- Nawłoć,
- Jeżyna.
To modelowy przykład ekologicznego absurdu: chronimy to, co zostało wygolone, tylko po to, by deweloper nie postawił tam domów, które zasłoniłyby widok obecnym mieszkańcom.
Prawny dualizm: Zabudowa i ochrona w tym samym dniu
Podczas sesji Rady Miejskie w Wieliczce 15 kwietnia 2026 r. doszło do legislacyjnego kuriozum, które trudno racjonalnie wytłumaczyć. Radni tego samego dnia przegłosowali dwie wzajemnie wykluczające się decyzje.
Z jednej strony ustanowiono użytek ekologiczny (całkowity zakaz zabudowy), a z drugiej – przyjęto studium uwarunkowań, w którym ten sam teren widnieje jako budowlany. Taka niespójność to dla prawników dewelopera prezent na tacy – idealna podstawa do zaskarżenia uchwały i walki o odszkodowanie. Co więcej, radny Daniel Lenik alarmował, iż merytoryczne wydziały urzędu oraz sam burmistrz wydawali się zaskoczeni nagłym pojawieniem się tej uchwały w porządku obrad, co tylko podkreśla brak transparentności całego procesu. Zwracał uwagę na ryzyko odszkodowań, ale radni wybrani z komitetu Koalicji Obywatelskiej i Artura Kozioła się tym nie przejmowali.
W tle polityka i prywatne interesy: Świadek przeciwko radnemu
Przyglądając się beneficjentom tej decyzji, trafiamy na postać Michała Jędrzejewskiego, prezesa stowarzyszenia Ekopanorama i właściciela firmy Archiquest. Analiza map nie pozostawia złudzeń: granica ochrony kończy się dokładnie tam, gdzie zaczyna się jego prywatna posesja w Raciborsku. Pan Michał zapewnił sobie zatem „święty spokój” i brak sąsiadów za cenę, którą zapłacą wszyscy Wieliczanie.
Pojawia się tu również wątek „politycznej wdzięczności”. Michał Jędrzejewski został zgłoszony jako świadek, który miał zeznawać przeciwko radnemu Bartłomiejowi Krzychowi w procesie z radnymi KO: Julią Kubać i Moniką Zamarlik – te same, które tak zaciekle walczyły o użytek. W sieci prezes Ekopanoramy nie szczędził też brutalnych słów pod adresem radnego Bartłomieja Krzycha.
„Dobrze iż odkopaliście ten artykuł każdy może przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie o tym które świnie kwiczące dziś przeraźliwie iż w korycie pływają tylko odchody nie miały z tym problemu gdy do tego koryta same te odchody dolewały smacznego”.
— Komentarz użytkownika „El Majk” (Michał Jędrzejewski) w mediach społecznościowych.
Metoda „na milczenie” i układ wicewojewody
Jak to możliwe, iż użytek powstał mimo dwóch negatywnych opinii RDOŚ? Urzędnicy z Krakowa dwukrotnie punktowali, iż dokumentacja jest nierzetelna, a teren nie ma wartości przyrodniczej. Za trzecim razem zastosowano jednak „milczącą zgodę”. Urząd po prostu nie odpowiedział w terminie 30 dni, co radni błyskawicznie wykorzystali jako zielone światło.
Ostatnią nadzieją na zablokowanie tego absurdu jest nadzór Wojewody. Tu jednak pojawia się kolejny polityczny aspekt. Pierwszą wicewojewodą małopolską jest Elżbieta Achinger – prywatnie mieszkanka Raciborska, a politycznie koleżanka partyjna radnych forsujących uchwałę (Platforma Obywatelska). Czy urząd wojewódzki odważy się uchylić uchwałę, która służy lokalnym interesom wpływowych sąsiadów z tego samego obozu politycznego?
Podsumowanie: Kto zgasi światło w Wieliczce?
Sytuacja finansowa Wieliczki od kilku lat jest trudna, a ta decyzja może być gwoździem do trumny. Zestawmy liczby: potencjalne 20–50 mln zł odszkodowania kontra 1,5 mln zł rocznego Budżetu Obywatelskiego – wstrzymanego od 3 lat z uwagi na kryzys. Mówimy o kwocie, za którą można by realizować lokalne projekty mieszkańców przez najbliższe 30 lat.
Czy stać nas na to, by cała gmina zadłużała się i rezygnowała z remontów dróg czy nowych linii autobusowych tylko po to, by sfinansować „fajny widok” kilku osobom z politycznymi koneksjami? To nie jest ochrona przyrody – to prywatyzacja kosztów i upolitycznienie ekologii. Rachunek za ten luksus „ekologa-hejtera”, po procesach sądowych, może przyjść za kilka lat, kiedy radnych głosujących za użytkiem już w radzie miejskiej nie będzie.
Poniżej treść interpelacji do Burmistrza Wieliczki w tej sprawie













