Odchodzenie od węgla w energetyce jest w Polsce równie chaotyczne, co kosztowne. I właśnie dlatego grozi katastrofą – alarmują eksperci.
„Widać, iż jesteśmy zakładnikiem związków zawodowych. Idziemy na ustępstwa, które nie są potrzebne” – martwi się Jakub Gogolewski, ekspert fundacji Mission Possible (dawniej Rozwój Tak – Odkrywki Nie).
W ten sposób Gogolewski komentuje zmiany, które zachodzą w polskim górnictwie. A zachodzi ich sporo – i za spore pieniądze.
- Czytaj także: Eurostat alarmująco o cenach prądu. Eksperci o tym, jak obniżyć rachunki
Restrukturyzacja górnictwa przyspiesza
Najważniejsza wiadomość z ostatnich tygodni jest jasna: restrukturyzacja przyspiesza. Rząd i górnicze spółki zaczęły odchodzić od dokładania do nierentownego wydobycia węgla na rzecz programów osłonowych. Pisząc inaczej – kosztowne utrzymywanie miejsc pracy jest zamieniane na ich kosztowne likwidowanie.
Nowe podejście umożliwiła nowelizacja ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, czyli tzw. ustawa górnicza. Dokument przyjęty przez obecny rząd i podpisany przez prezydenta Karola Nawrockiego zakłada, iż do 2035 r. na osłony górnicze zostanie przeznaczone 11 mld zł. Pierwsze 2 mld zł mają być wydane jeszcze w tym roku. I zresztą już są.
Pracownicy branży mogą przy tym liczyć na naprawdę korzystne warunki.
- Czytaj także: Nowy zawód zamiast kopalni. Ostatnia edycja programu dla górników
Górnicy odchodzą „na bogato”
Górnicy z wieloletnim doświadczeniem, którym zostało do emerytury nie więcej niż pięć lat, mogą spędzić je na urlopie i otrzymywać 80 proc. pensji. Takie same warunki mają też pracownicy przeróbki mechanicznej węgla, przy czym ich od emerytury może dzielić nie więcej niż cztery lata.
Do tego górnicy, którym do wieku emerytalnego brakuje więcej czasu, mogą liczyć na jednorazowe odprawy w wysokości 170 tys. zł netto – i to zwolnione zarówno z PIT, jak i ze składki zdrowotnej. Wystarczy, iż mają za sobą przynajmniej trzyletni staż pracy i „nie łapią się” na urlop górniczy lub przeróbkarski.
Efekt? Jak niedawno informowała Gazeta.pl, w zaledwie kilka dni kwietnia z urlopu górniczego skorzystało ponad 230 pracowników Polskiej Grupy Górniczej. W niecały miesiąc z jednorazowej odpłaty skorzystało zaś ponad 600 osób zatrudnionych w PGG.
Takie same benefity obowiązują też w innych węglowych spółkach skarbu państwa – jak na przykład w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, z którą odpowiednia umowa rządowa została zawarta w marcu. Dzięki temu pracownicy z przynoszącego straty sektora węgla energetycznego mogą odchodzić z pracy, a spółka może zwiększać znaczenie swojego największego atutu – węgla koksowego (JSW jest jego największym producentem w Europie).
Co więcej, na podobne pożegnanie z zawodem mogą liczyć choćby pracownicy prywatnych kopalń – pod warunkiem iż te ogłoszą upadłość, a zatrudnione przez nie osoby zostaną „przejęte” przez budżetówkę.
Mocno kontrowersyjne czy dobre?
„Ostatnie wydarzenia pokazują, iż rozpoczęto wreszcie temat szybszych odpraw i redukcji personelu. Wreszcie, bo JSW utrzymywała podobny, a choćby lekko wzrostowy poziom zatrudnienia mimo wszystkich trudności, a koszty zatrudnienia znacząco rosną. Utrzymywanie stałego zatrudnienia było więc kardynalnym grzechem. Mimo to w spółkach z sektorów schyłkowych te rozmowy są jednak jeszcze w Polsce bardzo nieśmiałe” – ocenia Gogolewski w rozmowie ze SmogLabem.
Ekspert fundacji Mission Possible jest zdania, iż osoby zbliżające się do wieku emerytalnego powinny liczyć na dobre warunki „wygaszania” ich etatów. Mile widziane są również zachęty do znalezienia zatrudnienia w innym sektorze. „Ale dopłata do 170 tys. dla osoby, która przepracowała trzy lata i ma jeszcze wiele lat do wieku przedemerytalnego – to już jest mocno kontrowersyjne” – uważa.
Wojciech Kukuła, członek zarządu fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, zwraca jednak uwagę na strukturalną wręcz zmianę w podejściu do górnictwa. „Plany zwiększonego dotowania branży dotyczą wyłącznie komponentu osłon społecznych dla odchodzących z pracy górników – i to jest dobry kierunek, zgodny z obecnymi regulacjami UE” – tłumaczy prawnik specjalizujący się w regulacjach sektora energetycznego.
Kukuła wylicza też, iż w 2026 r. koszt odpraw i innych świadczeń osłonowych jest dwukrotnie większy niż miało to miejsce w ostatnich latach. „Jednocześnie zmniejszają się dopłaty do wydobycia węgla w nierentownych kopalniach. W 2026 r. maksymalny budżet na ten cel wynosi 5,5 mld zł, podczas gdy w ubiegłym roku było to aż 8,5 mld zł. Ogólnie rzecz ujmując, łączna pomoc dla branży powinna więc spadać” – odnotowuje ekspert w wypowiedzi dla SmogLabu.
Mimo to jego zdaniem sektorowi górniczemu przydałaby się odważniejsza restrukturyzacja. „Koszty wydobycia rosną, popyt na węgiel spada, więc moim zdaniem najlepszym wyjściem z patowej sytuacji byłaby zdecydowana restrukturyzacja – czyli przyspieszone zamknięcie kilku najbardziej deficytowych kopalń, wypłacenie ludziom godziwych odpraw na nowy start i skupienie się na ratowaniu tych kopalń, które mają ekonomiczny sens. Inaczej branżę, prędzej czy później, czeka katastrofa i „powtórka z Wałbrzycha” – a to nie jest w niczyim interesie” – przestrzega Kukuła.
Realny plan pilnie potrzebny
Wspomniany Wałbrzych to miasto, które podupadło po nagłym zamknięciu kopalń w latach 90. XX w. Eksperci uważają, iż bez stworzenia urealnionego i kompleksowego planu zamykania kopalń oraz transformacji górniczych regionów powtórka z historii naprawdę jest możliwa.
Tymczasem takiego planu nie ma, bo zawarta kilka lat temu i wciąż obowiązująca umowa społeczna z górnikami zakłada wydobywanie węgla w Polsce jeszcze w 2049 r. To nierealne, a górnictwo „zwinie się” znacznie szybciej. Pytanie, czy stanie się to w przemyślany sposób i w rozłożeniu na lata, czy na skutek chaotycznie podejmowanych politycznych decyzji i ciągłego „gaszenia pożarów”.
„Dalej nie mamy odwagi stwierdzić, iż choćby o ile węgiel koksujący jest potrzebny, to wygaszenie wydobycia węgla kamiennego też jest pilnie potrzebne, a spadek wydobycia w Południowym Koncernie Węglowym czy PGG będzie ostrzejszy od wcześniej uzgodnionego” – twierdzi Gogolewski.
Podobnych opinii jest więcej.
„Przede wszystkim potrzebujemy jasnego harmonogramu odejścia od węgla, aby pracownicy branży mogli planować przyszłość własną i swoich bliskich. W tym kontekście najważniejsze będą zaktualizowane strategie spółek energetycznych i węglowych, jednak przydałaby się też ogólnopolska mapa drogowa sprawiedliwej transformacji. Potrzebujemy planów sprawiedliwej transformacji, które określą nowe specjalizacje regionalne i alternatywy dla schyłkowej branży węglowej. Potrzebujemy mądrego planowania nowych inwestycji, aby tworzyć wysokiej jakości miejsca pracy, np. w tzw. czystym przemyśle, by móc utrzymać dotychczasowy poziom życia w tych regionach, ich konkurencyjność oraz zapobiec depopulacji” – komentuje dla naszego portalu Iwona Bojadżijewa, ekspertka fundacji Instrat.
„Utrzymywanie fikcji funkcjonowania sektora węgla kamiennego do 2049 roku wcale nie daje górnikom bezpieczeństwa zatrudnienia, ale opóźnia konieczne decyzje i zwiększa ryzyko społecznego chaosu w przyszłości” – dodaje Anna Meres, ekspertka Greenpeace ds. sprawiedliwej transformacji.
- Czytaj także: Burza po pomyśle Nawrockiego. Ekspert odchodzi z prezydenckiej rady

1 godzina temu












