Najczarniejszy scenariusz GUS zakładał taki wynik dopiero na 2031 rok. Skończyło się na 2025. W listopadzie 2025 roku w Polsce urodziło się zaledwie 17 tysięcy dzieci. To nie pomyłka statystyczna, tylko nowa rzeczywistość – za ostatnie 12 miesięcy liczba urodzeń spadła poniżej 240 tysięcy.

Fot. Pixabay
Prognozy za gwałtownie się sprawdzają
GUS w swojej „Prognozie ludności na lata 2023-2060” rozpatrywał kilka scenariuszy. Najbardziej pesymistyczny, tzw. niski scenariusz, przewidywał, iż liczba urodzeń spadnie do 236,8 tys. dopiero w 2031 roku. Tymczasem już teraz, w okresie grudzień 2024 – listopad 2025, skumulowana liczba urodzeń wyniosła 238,7 tys.
Wyprzedziliśmy prognozy o 6 lat. I trudno tu szukać jakiejkolwiek satysfakcji z tego, iż jesteśmy „szybsi” od statystyków.
Sam listopad 2025 przyniósł tylko 17 tys. urodzeń. Dla porównania – jeszcze w 2017 roku miesięczna liczba urodzeń oscylowała w granicach 33-35 tys. W ciągu 8 lat spadła niemal o połowę.
Sopot gorszy od Korei Południowej
Globalny wskaźnik dzietności TFR dla Polski w 2024 roku wyniósł 1,099. To oznacza, iż 1000 kobiet urodzi średnio 1099 dzieci. Do zastępowalności pokoleń potrzeba minimum 2,1. Jesteśmy więc mniej więcej w połowie drogi do poziomu, który pozwoliłby utrzymać stabilną populację.
Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, gdy spojrzeć na poszczególne powiaty. W 90 z 380 powiatów (łącznie z miastami na prawach powiatu) wskaźnik dzietności już spadł poniżej 1,0. Czarnym rekordzistą jest Sopot – tam TFR wynosi zaledwie 0,57. To mniej niż w Korei Południowej, która od lat zajmuje ostatnie miejsce w rankingach OECD pod względem dzietności.
27 milionów w 2080 roku. A może i mniej
Ministerstwo Finansów przygotowało dla ZUS prognozę, z której wynika, iż do 2080 roku populacja Polski skurczy się o 10 milionów osób – z obecnych 37,4 mln do 27,2 mln. To spadek o ponad jedną czwartą.
Zgodnie z prognozami GUS, już w 2030 roku będzie nas 36,6 mln, w 2040 – 35,3 mln, a w 2060 może spaść do 33 mln. Najbardziej pesymistyczny scenariusz zakłada jednak, iż przy skrajnie niskiej dzietności Polska może liczyć w 2060 roku zaledwie 28,4 mln mieszkańców. To o 24,3% mniej niż w 2024 roku.
„Procesy demograficzne, poprzez swój silny, bezpośredni wpływ na liczby emerytów i ubezpieczonych, oddziałują istotnie na sytuację finansową funduszu emerytalnego. Wyniki prognozy demograficznej należy w tym kontekście uznać za co najmniej niepokojące” – napisano w raporcie Ministerstwa Finansów.
10 milionów emerytów w 2060 roku
ZUS próbuje uspokajać sytuację, zapewniając, iż polski system emerytalny „zachowa stabilność aż do 2080 roku”. Najbardziej krytyczny będzie rok 2060, kiedy liczba emerytów sięgnie rekordowych 10,6 mln osób.
„Jeśli spojrzymy na wydolność systemu w perspektywie 50 lat, to on się bilansuje” – oceniał w połowie 2025 roku Zbigniew Derdziuk, prezes ZUS. Tłumaczył, iż spadek wydolności systemu w obecnej dekadzie wynika z przejścia na emerytury osób z wyżu powojennego, a poprawa w latach 30. będzie efektem przechodzenia na świadczenia osób z niżu demograficznego lat 60. XX wieku.
Problem w tym, iż system emerytalny to nie jedyny sektor, który odczuje skutki katastrofy demograficznej. Rynek pracy, służba zdrowia, edukacja – wszystkie te obszary będą musiały zderzyć się z rzeczywistością starzejącego się społeczeństwa i coraz mniejszej liczby ludzi w wieku produkcyjnym.
Stabilność mieszkaniowa? Nie dla nas
Prof. Elżbieta Gołata, wiceprzewodnicząca Rządowej Rady Ludnościowej, wskazuje na szereg przyczyn niskiej dzietności: brak poczucia bezpieczeństwa, niepewność na rynku pracy, stan zdrowia kobiet w ciąży i połogu, problemy z diagnostyką i leczeniem niepłodności, a także prawo aborcyjne.
Z raportu „Potrzeby i aspiracje mieszkaniowe Polaków” wynika natomiast, iż brak stabilnego mieszkania bezpośrednio wpływa na decyzje o posiadaniu dzieci. To nie abstrakcyjna teoria – młodzi ludzie po prostu откładają decyzję o rodzicielstwie, bo nie mają gdzie mieszkać lub płacą astronomiczne czynsze.
Imigranci nas nie uratują
Marcin Piątkowski, prof. Akademii Leona Koźmińskiego, uważa, iż Polsce będzie bardzo trudno podwyższyć wskaźnik dzietności. „Praktycznie nikomu wśród państw rozwiniętych się to nie udaje. Uważam więc, iż kluczowym wyjściem dla Polski jest to, żeby mieć przejrzystą politykę imigracyjną” – stwierdził ekonomista.
Ale czy to rozwiązanie? Zdaniem ekonomistów PKO BP – niekoniecznie. Ich symulacje pokazują, iż aby utrzymać podaż pracy na obecnym poziomie, w ciągu dekady do Polski musiałoby napłynąć netto blisko 1 mln migrantów, a w ciągu 20 lat – ponad 2,3 mln.
To liczby, które stawiają duży znak zapytania nad realizmem tego scenariusza. Migracja może łagodzić skutki katastrofy demograficznej, ale nie jest w stanie jej zatrzymać.
Starsi wyborcy kształtują politykę
Raport Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju zatytułowany „The Brave Old World” („Stary wspaniały świat”) zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – polityczny.
„Wraz ze starzeniem się społeczeństw, starzeją się również elektoraty i przywódcy polityczni. Starsi wyborcy, z wyższą frekwencją wyborczą, coraz częściej kształtują priorytety polityczne, często faworyzując opiekę zdrowotną, emerytury, a w niektórych kontekstach również wydatki na wojsko, jednocześnie wykazując mniejsze poparcie dla imigracji, edukacji i podejmowania ryzyka w pogoni za wzrostem gospodarczym” – napisano w raporcie.
Beata Javorcik, Główna ekonomistka EBOR, dodaje: „Nowe technologie są obiecujące, ale nie zrekompensują w pełni kurczącej się siły roboczej. Presja demograficzna jest silna, a jej skutki będą miały ogromny wpływ na wzrost gospodarczy i poziom życia, jeżeli nie zostaną rozwiązane dzięki inteligentnych i proaktywnych polityk.”
Czego możemy się spodziewać?
Za ostatnie 12 miesięcy urodziło się w Polsce 238,7 tys. dzieci, podczas gdy zmarło 407,5 tys. osób. Ubytek naturalny wynosi więc 167 tys. osób rocznie. I nic nie wskazuje na to, by ten trend miał się odwrócić w najbliższych latach.
Populacja Polski maleje, społeczeństwo się starzeje, a system emerytalny – choć według ZUS stabilny – będzie poddawany coraz większej presji. Rynek pracy walczy z niedoborami pracowników, a perspektywa masowej imigracji budzi zarówno społeczne, jak i polityczne kontrowersje.
17 tys. urodzeń w listopadzie 2025 roku to nie tylko sucha statystyka. To obraz kraju, który realizuje najczarniejszy scenariusz demograficzny. I robi to szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

1 godzina temu













