Samorządowcy i mieszkańcy Kałuszyna będą dziś pikietować w Warszawie. Chcą zwrócić uwagę wojewody i rządu na niebezpieczne składowisko odpadów w Ryczołku.
Od czterech lat zalega tam blisko 6,5 tysiąca beczek z chemikaliami. Potrzeba 80 mln zł na jego likwidację.
Jak mówi starosta miński Remigiusz Górniak, dzierżawca działki zniknął i zostawił po sobie skrajnie łatwopalne substancje w bardzo newralgicznym punkcie.
– Gdzie jest bezpośrednie sąsiedztwo autostrady A2, pasa nalotowego na największe lotnisko wojskowe w tej części Polski i dodatkowo linie 400 KV Ostrołęka – Kozienice, czyli odcięcie od prądu, można powiedzieć, pół Polski. Co robi rząd? Dlaczego tego nie widzi? Dlaczego nie ma żadnych działań, żadnego realnego wsparcia? – tłumaczy.
Coraz większe ryzyko
Burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski dodaje, iż ryzyko rośnie.
– Bo wiadomo, iż te pojemniki przez te miesiące, przez te lata korodują. W zimę mróz, w lato nasłonecznienie, przecież to stoi pod gołym niebem – mówi.
„Żyjemy na wielkiej, tykającej bombie”
Mieszkańcy zbierali podpisy pod petycją o przyznanie dotacji na likwidację składowiska.
– My żyjemy na wielkiej, tykającej bombie. Jest to dla nas ogromne niebezpieczeństwo. Boimy się najbardziej tego, iż to wybuchnie. Nikt nie zna możliwości, skali, jakby to doszło do tego pożaru – dodaje sołtys Ryczołka Anna Gujska.
Kałuszyn wnioskował o przyznanie dotacji w wysokości 100 proc. szacowanego kosztu utylizacji odpadów.
Pikieta rozpocznie się dziś o godz. 10:00 na pl. Bankowym pod Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim.

2 godzin temu












