
Dlaczego ludzka natura nie daje alibi na państwowy przymus?
W dyskusjach o naturze ludzkiej i początkach organizacji społecznych często pojawia się pozorny paradoks. Niektórzy zarzucają mi sprzeczność: skoro natura człowieka jest społeczna i oparta na życzliwości oraz współpracy, to nie może być zarazem agresywna i wojownicza. Rzecz w tym, iż wcale tak nie jest. Współczesna biologia ewolucyjna i antropologia — często bezrefleksyjnie przywoływane przez moich polemistów — dowodzą czegoś dokładnie przeciwnego. Życzliwość i agresja to dwie strony tej samej ewolucyjnej monety.
Ciemna strona samoudomowienia (Hare i Woods).
Główna teza głośnej książki „Przetrwają najżyczliwsi” brzmi: samoudomowienie człowieka zwiększyło naszą życzliwość i zdolność do kooperacji wobec członków własnej grupy. Autorzy wprost piszą jednak, iż ten sam mechanizm ma swoją ciemną stronę. Silna więź z naszymi idzie w parze z odczłowieczaniem obcych i skrajnym okrucieństwem wobec nich. Zdolność do empatii wewnątrz plemienia napędza bezwzględność poza jego granicami.
Paradoks dobroci (Richard Wrangham).
W książce „The Goodness Paradox” (2019) Wrangham odróżnia agresję reaktywną (impulsywną, emocjonalną) od proaktywnej (zaplanowanej, chłodnej i zbiorowej). U człowieka ta pierwsza jest wyjątkowo niska, ale druga — wyjątkowo wysoka. Jesteśmy jednocześnie najbardziej pokojowym wewnątrz grupy i najbardziej zabójczym na zewnątrz gatunkiem naczelnych. Te dwie cechy nie wykluczają się, ale występują razem.
Altruizm parafialny (Choi i Bowles).
Badacze ci na łamach „Science” (2007) zbudowali matematyczny model koewolucji tzw. altruizmu „parafialnego” (zaściankowego) i wojny. Wynika z niego jednoznacznie, iż poświęcenie dla swoich i wrogość wobec obcych mogły się ewolucyjnie utrwalić tylko w pakiecie. Żadna z tych cech nie była stabilna w pojedynkę.
Granica naszych (Robin Dunbar).
Kiedy Dunbar pyta, ilu przyjaciół potrzebuje człowiek, bada poznawczą pojemność sieci więzi wewnątrz grupy. Słynna liczba Dunbara (ok. 150 osób) wyznacza właśnie naturalną granicę między naszymi, wobec których jesteśmy życzliwi, a obcymi. Z faktu, iż naukowiec bada mechanizmy przyjaźni w grupie, nie wynika, iż zaprzecza wrogości międzygrupowej — wynika najwyżej tyle, iż w danej pracy zajmuje się tylko jednym wycinkiem rzeczywistości.
Z punktu widzenia elementarnej logiki sprawa jest prosta. Określenia „życzliwy wobec swoich” i „agresywny wobec obcych” to dwa predykaty o zupełnie różnym zakresie odniesienia. Klasyczna zasada niesprzeczności mówi, iż sprzeczność zachodzi tylko między zdaniami o tym samym przedmiocie, w tym samym czasie i pod tym samym względem. Zestawianie relacji wewnątrzgrupowej z międzygrupową i szukanie tu sprzeczności wynika po prostu z niezrozumienia cytowanych badań — albo z faktu, iż powołujący się na nie w ogóle ich nie przeczytali.
Wszystkie te mechanizmy opisywałem już wielokrotnie w moich notkach blogowych.Tu przypominam najważniejsze: te ustalenia biologii nie zmieniają sedna problemu etycznego. choćby gdyby człowiek był z natury wyłącznie łagodny i życzliwy, przez cały czas nie wynikałaby z tego odpowiedź na pytanie, kto i na jakiej podstawie ma moralne prawo zmusić dorosłego człowieka do czegokolwiek, na co ten się nie zgodził. Na to pytanie obrońcy państwowego przymusu rzadno potrafią odpowiedzieć.
Grzegorz GPS Świderski
]]>Twitter.com/gps65]]>
]]>t.me/KanalBlogeraGPS]]>












