„Zwykli ludzie o niezwykłej mocy”. Osiągnęli to, co wydawało się niemożliwe

3 godzin temu

Mieszkańcy Ostrowa Kościelnego symbolicznie zdjęli baner, którym protestowali przeciwko budowie w ich miejscowości ogromnej farmy fotowoltaicznej. Inwestycja nie dojdzie do skutku, m.in. przez ich zdecydowany sprzeciw. – Pokazaliśmy, iż lokalna społeczność ma głos – mówią, nie kryjąc radości.

Trzyletnią batalię o powstrzymanie planów budowy farmy fotowoltaicznej w Ostrowie Kościelnym podsumowała Monika Janiak-Bartkowiak, szefowa stowarzyszenia Naturalne Ostrowo Kościelne.

– Dziękujemy. Razem możemy więcej.

To już koniec. Możemy odetchnąć. Po trzech latach wspólnych działań możemy powiedzieć: planowana farma fotowoltaiczna w Ostrowie Kościelnym nie powstanie.

To dla naszej społeczności ogromna euforia i poczucie ulgi. Ale przede wszystkim jest to moment, w którym chcemy powiedzieć jedno słowo: DZIĘKUJEMY.

Firma Statkraft nie odwołała się od negatywnej decyzji Wójta do SKO (na nasze szczęście) i inwestor zrezygnował z dalszych działań dotyczących farmy.

Rada Gminy Strzałkowo ostatecznie zadecydowała o ogólnym planie zagospodarowania przestrzennego, wskazując iż nie ma zgody na inwestycje przemysłową typu farma fotowoltaiczna za oknem mieszkańców w Ostrowie Kościelnym.

W imieniu Stowarzyszenia Naturalne Ostrowo Kościelne dziękujemy wszystkim mieszkańcom, którzy przez te trzy lata podpisywali petycje, czytali dokumentację, analizowali raport środowiskowy, przygotowywali uwagi i pisma, wysyłali wiadomości, rozmawiali z sąsiadami, uczestniczyli w spotkaniach w Kornatach i po prostu byli z nami.

Każdy podpis, każda rozmowa, każda wiadomość i każde dobre słowo miały znaczenie.

Kiedy trzy lata temu pojawiła się informacja o planowanej inwestycji, trudno było uwierzyć, iż niewielka lokalna społeczność może przeciwstawić się tak dużemu przedsięwzięciu. A jednak od pierwszych dni zamiast narzekania pojawiło się działanie.

Szczególne podziękowania kieruję do osób, które poświęciły ogrom swojego czasu i energii: Radnemu Michałowi Blejwasowi, Andrzejowi Kasprzykowi, Sołtys Wiolecie Blejwas, członkom stowarzyszenia Barbary Zwierow, Teresy i Zdzisława Wyszyńskich, Magdy i Marcina Skorniaków, którzy od samego początku do samego końca pomimo swoich prywatnych zobowiązań aktywnie działali. Podziękowania dla Mateusza, Kasi, Natalii, naszego prawnika i wszystkich pozostałych osób, które wspierały nasze działania.

Dziękujemy również mediom, które pomogły nagłośnić naszą sprawę, w szczególności Kurierowi Słupeckiemu (Marcie oraz Michałowi) oraz Polskiemu Radiu Poznań. Gazeta Kurier Słupecki wykazała się ogromną empatią i była z nami przez każdy, zwłaszcza najtrudniejszy etap naszych działań.

Nie można zapomnieć, iż istotne znaczenie dla ostatecznej decyzji Wójta miały również stwierdzone braki i nieprawidłowości prawne w raporcie środowiskowym, które zostały przez nas szczegółowo przeanalizowane i wskazane w toku postępowania. Ale równie ważne było coś, czego nie da się zmierzyć żadnym dokumentem: zaangażowanie mieszkańców. Pokazaliśmy, iż lokalna społeczność ma głos. Że potrafi się zorganizować, rozmawiać, działać i mówić jednym głosem.

To nasza wspólna historia. Historia ludzi, którzy uwierzyli, iż warto próbować. Dziś możemy z ulgą zdjąć banery, zamknąć segregatory i powiedzieć: zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Zostaje nam ogromna wdzięczność i przekonanie, iż niemożliwe nie istnieje. Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami. To my! Zwykli ludzie o niezwykłej mocy.

Na koniec pozostawiamy jeszcze jedną myśl, szczególnie tym, którzy trzy lata temu pukali się w czoło, uśmiechali z niedowierzaniem albo pytali: „Po co Wy w ogóle zaczynacie? Przecież i tak nic nie zrobicie”. Tym, którzy nie zdecydowali się podpisać petycji, nie wsparli naszych działań, a czasem wręcz próbowali podcinać nam skrzydła. Być może warto się zastanowić, co wydarzyłoby się, gdyby wszyscy wtedy wzruszyli ramionami i uznali, iż „nic się nie da zrobić”. Gdyby zabrakło tych pierwszych podpisów, kolejnych petycji, godzin spędzonych nad dokumentami, rozmów, pism i konsekwencji. Bo właśnie z takich małych gestów powstała siła, która doprowadziła nas do dzisiejszego dnia.

Niech ta historia będzie dla wszystkich lekcją, iż czasem warto uwierzyć w coś, co na początku wydaje się niemożliwe, choćby jeżeli inni się z tego śmieją.

P.S. Stowarzyszenie nigdy nie było przeciwne odnawialnym źródłom energii. Naszym sprzeciwem była konkretna lokalizacja planowanej inwestycji – w bezpośrednim sąsiedztwie domów mieszkańców Ostrowa Kościelnego. Walcząc o dobrostan naszej wsi, bezpieczeństwo i jakość życia mieszkańców, pokazaliśmy, iż rozwój i inwestycje powinny uwzględniać również głos lokalnej społeczności. Nie powiedzieliśmy „nie” odnawialnym źródłom energii. Powiedzieliśmy „nie” tej lokalizacji – pisze Monika Janiak – Bartkowiak.

Idź do oryginalnego materiału