Zwożą tu śmieci z całej Europy. „Tekstylia, opony, auta i elektronika”

2 godzin temu

Rumunia od lat znajduje się w ogonie państw Unii Europejskiej, jeżeli chodzi o recykling, a większość produkowanych tam nieczystości trafia na wysypiska. Z przestarzałej infrastruktury zarządzania odpadami od lat korzystają także zachodnioeuropejskie firmy, które pod przykrywką eksportu towarów z drugiej ręki czy posortowanego plastiku przewożą do kraju setki tysięcy ton nielegalnych śmieci.

W tym roku minie dziewiętnasty rok, odkąd Rumunia przystąpiła do Unii Europejskiej. Kraj ten jest dziś jednym z największych beneficjentów wspólnoty – tylko do marca ubiegłego roku otrzymał z niej ponad 100 miliardów euro, wpłacając niecałe 33 miliardy.

Na przestrzeni tych niemal dwóch dekad poprawiła się tamtejsza infrastruktura, rumuńskie firmy otrzymały zastrzyk finansowy w postaci programów rozwojowych, a duże miasta stały się informatycznymi centrami, przyciągającymi największe zagraniczne korporacje. Ale Rumunia dostaje z państw Unii Europejskiej także coś, czego już ma w nadmiarze – odpady.

  • Czytaj także: Sprawdzili, czy Polacy wciąż spalają śmieci. Zaskakujące dane

Śmietnik na cudzym podwórku. „30 euro za tonę śmieci”

– Wysypiska śmieci są koło każdego dużego miasta w Rumunii. Łącznie jest ich pewnie około 500. Pracując w terenie widziałem bardzo wiele nieautoryzowanych śmietnisk w całym kraju. Potrzebujesz tylko wskazówek od kogoś, kto wie, gdzie je znaleźć – mówi mi Octavian Berceanu, niegdyś szef Straży Środowiskowej, agencji monitorującej stan środowiska.

W Rumunii brakuje komunalnych zakładów przetwarzania odpadów w energię, sortowanie śmieci u źródeł pozostaje ograniczone, duża ich część, niezależnie od rodzaju, trafia do odpadów zmieszanych, a koszty składowania nieczystości na wysypiskach są minimalne w porównaniu do innych europejskich krajów. W państwach zachodniej Europy preferuje się przekazywanie śmieci do zakładów recyklingowych lub spalarni.

Żeby natomiast wyrzucić tonę śmieci na wysypisko w Rumunii, trzeba zapłacić jedynie około 30 euro; w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Holandii kilkukrotnie więcej zapłaci się za sam podatek od składowania ich na śmietnisku. To z kolei sprawia, iż wielu firmom bardziej opłaca się przewieźć odpady przez setki kilometrów i kilka granic państwowych, by ostatecznie zostawić je gdzieś pod Kluż-Napoką czy Timișoarą.

– Nasz kraj oferuje niefortunny miks niskich kosztów składowania odpadów, dużej liczby wysypisk oraz ograniczonych możliwości egzekwowania praw środowiskowych. W tym samym czasie państwa zachodniej Europy aktywnie redukują wykorzystanie śmietnisk przy użyciu rozporządzeń unijnych. Ta nierównowaga sprawia, iż Rumunia jest podatna na napływ śmieci, szczególnie takich, które przedstawiane są jako tekstylia, opony, samochody czy elektronika z drugiej ręki – wyjaśnia Alexandra Ghenea, wiceprezeska organizacji pozarządowej Ecoteca.

– Zależnie od tego, jakiej użyjemy definicji, Rumunia importuje ponad 1,5-2 miliony ton materiałów, które określane są mianem surowców poddawanych recyklingowi lub towarów z drugiej ręki – plastików, metali, papieru, tekstyliów, materiałów elektronicznych, pojazdów. Oczywiście, nie wszystkie są nielegalne – ale legalny przepływ dóbr jest często używany jako przykrywka.

Powszechnymi metodami na udany nielegalny import jest wspomniane deklarowanie odpadów jako towarów z drugiej ręki, ale także układanie ładunku w taki sposób, by zdatne do ponownego użytku materiały przykryły śmieci, używanie pośredników, by rozmyć odpowiedzialność, oraz rozdzielanie wysyłek od razu po przekroczeniu granicy – część idzie do recyklingu, część zostaje wyrzucona na wysypiskach lub spalona.

– W Rumunii nielegalne przetwarzanie odpadów jest często kontynuowane już po przewiezieniu ich do kraju, poprzez nieautoryzowany demontaż oraz palenie na otwartym ogniu – szczególnie w przypadku kabli, elektroniki oraz opon – zaznacza Ghenea.

Przekierowane z Chin

Można dokładnie wskazać decyzję, która rozpoczęła boom na wysyłanie śmieci na rumuńskie wysypiska – a podjęto ją nie w Bukareszcie czy Brukseli, a w Pekinie. Jeszcze 9 lat temu zdecydowana większość eksportowanego z Unii Europejskiej plastiku (a wraz z nim często także innych odpadów) trafiała do Chin lub Hong Kongu, z jednej strony napędzając tamtejszy przemysł, z drugiej jednak poważnie zanieczyszczając środowisko.

Na przestrzeni 2017 roku rząd Xi Jinpinga wprowadził restrykcyjne ograniczenia importu śmieci, zmuszając kraje wspólnoty do szukania innych rynków zbytu.

– Przepływ europejskich odpadów został zaburzony. Materiały, które wcześniej opuszczały Europę, zaczęły krążyć wewnątrz Unii, zwiększając presję na krajach takich jak Rumunia, z mniejszymi kosztami przetwarzania odpadów i słabiej egzekwowanym prawem – dodaje Ghenea.

Należy bowiem zaznaczyć, iż kryzys śmieciowy w tym kraju nie jest spowodowany zaniedbaniami od strony legislacyjnej. Rumuńskie prawo na papierze jest w tej chwili zgodne z unijnymi dyrektywami na temat składowania i przemieszczania śmieci oraz działalności wysypisk, a samo zarządzanie odpadami jest regulowane ponad setką aktów prawnych. Agencje środowiskowe nie mają jednak na tyle personelu, nowoczesnego wyposażenia ani zasobów, by skutecznie przeciwdziałać nielegalnemu importowi śmieci. Zresztą choćby w przypadku, gdy transporty są zatrzymywane, sprawy potrafią ciągnąć się latami, co sprawia, iż widmo prawnych reperkusji nie może skutecznie odstraszać winowajców.

– Trudno mi powiedzieć, czemu w innych krajach nie ma takich problemów. Może tamtejsze rządy są silniejsze, bardziej patriotyczne? Tutaj mam wrażenie, iż nie wspierają naszej pracy ani nie zapewniają odpowiednich uprawnień oraz wsparcia logistycznego agencjom zajmującym się ochroną przyrody – mówi Teodor Niță, prokurator z Konstancy, największego w Rumunii miasta portowego. Tam zdarzają się przypadki nielegalnego importu śmieci drogą morską – na przykład w styczniu tego roku rumuńskie władze skonfiskowały dwa kontenery, zawierające łącznie 40 ton nielegalnych śmieci.

Zabójcza strona importu śmieci

Niță specjalizuje się m.in. w przestępstwach środowiskowych i regularnie spotyka się z nielegalnym napływem odpadów z zachodnich firm do swojego kraju. Schemat jest w większości przypadków bardzo podobny: do Rumunii przyjeżdżają ciężarówki, według wymaganej dokumentacji wypełnione wyłącznie materiałami zdatnymi do recyklingu lub dobrami z drugiej ręki. W rzeczywistości jednak duża część tych ładunków to zwyczajne śmieci, które po przekroczeniu granicy trafiają na wysypiska. Prokurator tłumaczy to na przykładzie tekstyliów, których według śledztw dziennikarskich może do Rumunii trafiać choćby ponad 5 tysięcy ton miesięcznie:

– Ubrania z drugiej ręki w teorii powinny trafiać do nas wyprane i gotowe do założenia. W rzeczywistości przyjeżdżają w belach, czyste są tylko na papierze, a pranie ich zanieczyszcza naszą wodę. Trafiają do rumuńskich firm, które następnie sortują te ubrania, które można założyć, zarabiają na ich sprzedaży, a całą resztę wyrzucają na śmietniska.

To zresztą i tak wcale nie najgorszy scenariusz. Według Teodora Nițy wielokrotnie zdarza się, iż przedsiębiorcy z zagranicy – najczęściej z Włoch – wysyłają odpady do rumuńskich cementowni, oczywiście płacąc za to fabrykom niemałe sumy. Ich właściciele spalają następnie śmieci w swoich piecach, twierdząc, iż to rodzaj paliwa alternatywnego. Cementownie nie posiadają jednak zabezpieczeń przeciwdymowych ani filtrów, więc niebezpieczne substancje przedostają się do atmosfery. Nietrudno sobie wyobrazić wpływ na zdrowie okolicznych populacji:

– Nowotwór spada na ludzi niczym deszcz. W jednej ze spraw przypadki zachorowań na raka wzrosły w trakcie zaledwie kilku lat o 700%.

Białe kołnierzyki, białe rękawiczki

Tego rodzaju nielegalny przepływ odpadów przyciąga oczywiście zorganizowaną przestępczość. Dziennikarze z Organized Crime and Corruption Reporting Project ustalili na przykład, iż w sprzedaż śmieci, które wysyłano do rumuńskich cementowni z Włoch, zamieszana była neapolitańska mafia Camorra. O udziale włoskich grup przestępczych w przewożeniu odpadów na rumuńskie śmietniska wspomina także w naszej rozmowie Octavian Berceanu. Teodor Niță również potwierdza, iż w proceder zaangażowane są grupy kryminalne, zaznacza jednak, iż nie mówimy tutaj o mafiosach wyjętych z Rodziny Soprano:

– Należy zawsze podążać za pieniędzmi. A kiedy mowa o tak dużych kwotach, naturalnie mamy też do czynienia z przestępczością zorganizowaną – ale taką w białych kołnierzykach. W większości chodzi o fałszowanie dokumentacji. jeżeli spojrzeć na nielegalny transfer śmieci do Rumunii, w 99% odpady mają podrobione spisy, na papierze wszystko się w nich zgadza.

  • Czytaj także: Belgrad zaczyna, rumuńska Kluż-Napoka już buduje. Miasta stawiają na metro

Bez granic dla śmieci

Tymczasem według informacji przekazanych przez Alexandrę Gheneę, choćby do 30 proc. wszystkich wwożonych śmieci może trafiać do Rumunii w sposób niezgodny z przepisami. O dokładne wyliczenia trudno, szczególnie po 1 stycznia 2025, kiedy kraj dołączył do strefy Schengen. Moi rozmówcy twierdzą, iż od tamtego momentu weryfikacja tego, ile śmieci w rzeczywistości przyjeżdża z innych państw wspólnoty do Rumunii, stała się praktycznie niemożliwa:

– Kontrole przez cały czas istnieją, ale są bardziej oparte na ryzyku, a nie systematyczne. Straż Środowiskowa nie ma możliwości sprawdzenia wszystkich transferów, inspekcje są selektywne z powodu ograniczonych zasobów i personelu, nie można też ich przeprowadzać przez całą dobę, bo patrole środowiskowe nie działają nocą – wymienia Ghenea.

– Politycznie i ekonomicznie Schengen to oczywiście wartość dodana, ale w tej konkretnej kwestii stawia nas na straconej pozycji. Wszelka forma kontroli nad tym, jak śmieci trafiają do naszego kraju, została utracona – podsumowuje Niță.

Jak wykopać się ze śmietniska

Oczywiście nie oznacza to, iż Rumuni powinni zaakceptować przeistaczanie swojego kraju w składowiska zachodnich śmieci. Żeby jednak rozwiązać ten problem, potrzeba woli politycznej, a tej wśród w tej chwili rządzących krajem najwidoczniej nie ma. Ba, w niektórych przypadkach sami przedstawiciele władzy są zamieszani w cały proceder – na przykład w 2019 roku wspomniany już Organized Crime and Corruption Reporting Project ustalił, iż wysoko postawiony członek Agencji Ochrony Środowiska autoryzował nielegalny transfer śmieci do cementowni, a jednocześnie zarządzał spółką zajmującą się monitoringiem emisji z tych samych fabryk.

Moi rozmówcy wymieniają kilka sposobów, które mogą ograniczyć napływ odpadów do Rumunii: poważniejsze uprawnienia oraz większe nakłady na inspekcje środowiskowe, ściślejsza kooperacja pomiędzy agencjami środowiskowymi, policją, strażą graniczną, prokuratorami i instytucjami fiskalnymi, wreszcie traktowanie przez sądy nielegalnego przewozu śmieci jako zorganizowanego aktu przestępczego, a nie problemu administracyjnego – co umożliwi szybsze i dokładniejsze karanie wszystkich jego uczestników.

Nadzieją napawają także nowe regulacje unijne, które wejdą w życie w maju tego roku; zakładają one m.in. cyfrowe śledzenie transferów śmieci, rygorystyczne kontrole dokumentacji oraz ścisłą współpracę pomiędzy państwami członkowskimi. Zmiana oczywiście nie przyjdzie z dnia na dzień, ale to kroki niezbędne, by Rumunia mogła zająć się na poważnie swoimi problemami z zarządzaniem odpadami bez jednoczesnego oglądania się na to, jak bardzo w jej „ogródku” śmiecą firmy z bogatszych krajów.

  • Czytaj także: Odzyskują surowce, tracą zdrowie. Najwyższą cenę płacą dzieci

Materiał powstał dzięki grantowi Balkan Investigative Reporting Network w ramach programu „Reporting Democracy”.

Zdjęcie tytułowe: śmietnisko komunalne w Kluż-Napoce, do niedawna największe wysypisko w kraju. Autorka: Patrycja Sikora.

Idź do oryginalnego materiału