Zwolennik Trumpa prowadzi w wyborach w Kolumbii. Zaapelował do USA

1 godzina temu

Wstępne wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich w Kolumbii wskazują na zwycięstwo prawicowego prawnika Abelarda de la Esprielli, zwolennika Donalda Trumpa. Lewicowy prezydent Gustavo Petro ogłosił jednak, iż ich nie uznaje i poczeka na oficjalne rozstrzygnięcie. De la Espriella zaapelował z kolei do władz USA, by "czuwały nad drugą turą".

Facebook.com/DELAESPRIELLAstyle
Abelardo de la Espriella kandydatem w wyborach prezydenckich w Kolumbii

Według wstępnych wyników, ogłoszonych w niedzielę wieczorem czasu miejscowego przez władze, Abelardo de la Espriella zdobył niecałe 44 proc. głosów. Jego główny rywal, Ivan Cepeda, protegowany obecnego szefa państwa, uzyskał niecałe 41 proc. Oznacza to, iż obaj politycy zmierzą się 21 czerwca w drugiej turze wyborów prezydenckich.

Wybory prezydenckie w Komulbii. De la Espriella: Pokonamy tyranię i absolutyzm

"Pokonamy tyranię i absolutyzm! Przeszliśmy do drugiej tury dzięki ponad 10 milionom Kolumbijczyków" - napisał na platformie X de la Espriella.

Polityczny outsider, który sam siebie nazywa "tygrysem", zapowiada twardą rozprawę z przestępczością i nie kryje sympatii do prezydenta USA Donalda Trumpa.

ZOBACZ: Kolumbijski muzyk "przewidział" własną śmierć. "Śniło mi się, iż lecieliśmy samolotem"

Tymczasem Gustavo Petro, pierwszy lewicowy prezydent Kolumbii, ogłosił, iż nie uznaje wyniku wstępnego liczenia głosów i poczeka na wyniki oficjalne, zatwierdzone przez sądy. Podkreślił przy tym, iż wstępne rezultaty nie mają mocy prawnej i zarzucił nieprawidłowości firmie odpowiedzialnej za te obliczenia.

Podobne oświadczenie wydał Ivan Cepeda, zapowiadając przy tym, iż "bez żadnych wątpliwości" pokona de la Espriellę w drugiej turze. Zarzucił swojemu przeciwnikowi ksenofobię, mizoginizm i faszyzm, a gdy przemawiał, setki jego zwolenników skandowały: "Prawa - tak, prawica - nie!".

Kandydat prawicy przemawiał z kuloodpornej klatki

De la Espriella w ostrych słowach skomentował wypowiedzi Petro i Cepedy. - Nie ważcie się obstawać przy nieuznawaniu wyników, bo naród powstanie i was ukarze. Jesteście parą bandytów, których wyślemy na emeryturę - powiedział do tłumu swoich zwolenników w mieście Barranquilla, przemawiając z kuloodpornej klatki, by podkreślić swoje przesłanie w kwestii bezpieczeństwa.

- Będziemy bronić demokracji rozsądkiem albo siłą - zapowiedział. Zwrócił się też z apelem "do Stanów Zjednoczonych i państw demokratycznych, aby czuwały nad drugą turą" wyborów.

Poparcie dla de la Esprielli zadeklarowali tymczasem przedstawiciele tradycyjnej prawicy, w tym senatorka Paloma Valencia, która w pierwszej turze znalazła się na trzecim miejscu, a także wpływowy były prezydent Alvaro Uribe. Gratulacje złożyli mu między innymi prawicowi przywódcy Ekwadoru - Daniel Noboa, i Argentyny - Javier Milei.

ZOBACZ: Tak złych wyników jeszcze nie było. Trump ma powody do obaw

Zwycięstwo de la Esprielli w drugiej turze oznaczałoby polityczny zwrot w prawo w kolejnym państwie Ameryki Łacińskiej. Kolumbia dołączyłaby do rosnącego grona państw rządzonych przez prawicowych lub skrajnie prawicowych sojuszników Trumpa.

Wybory w Kolumbii realizowane są w czasie, gdy administracja USA stara się powiększać swoje wpływy w Ameryce Łacińskiej. W ramach kampanii antynarkotykowej amerykańskie wojsko atakuje łodzie przemytnicze, między innymi na Morzu Karaibskim. Kolumbia jest największym producentem kokainy na świecie, a Trump zarzucał Petro, iż pomaga przemytnikom narkotyków.

WIDEO: Najdłuższy tunel na świecie w budowie. Trasę wytyczono przez Bałtyk
Idź do oryginalnego materiału