Żurek znów dochodzi do prawdy, ale głównie do prawdy o sobie

8 godzin temu

W pierwszej sekundzie wieczoru wyborczego, gdy podawano wstępne wyniki, głosujący na Koalicję Obywatelską częściej krzyczeli: „PiS pójdzie siedzieć!”, niż „Brawo Tusk!”. Dziś brawa Tuskowi bije jeszcze mniej wyborców, za to hasło „PiS pójdzie siedzieć” zostało zamienione na: „PiS miał siedzieć i co?” Najkrócej mówiąc NIC i to kompletnie nic, żaden z polityków PiS po trzech latach rządów koalicji 13 grudnia nie tylko nie siedzi, ale choćby nieliczne procesy są w fazie wstępnej bez szans na wydanie prawomocnego wyroku do końca kadencji.

Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, iż jego najtwardsi wyborcy mogą wybaczyć wiele, a takimi kłamstwami, jak „100 konkretów na 100 pierwszych dni rządów” w ogóle się nie przejmują. Charakterystyczną i jednocześnie smutną ilustracją tego fanatyzmu, były owacja dla szefa rządu od młodych ludzi, po zapewnieniu, iż nie zostanie wydłużony wiek podatników zwolnionych z PIT. Jednak jednej rzeczy ci wyborcy nie zapomną i nie wybaczą! Brak rozliczeń PiS w postaci konkretnych wyroków i osób, jest dla niech nie do przełknięcia. Tymczasem kolejni ministrowie sprawiedliwości, wysyłani przez Tuska na front walki z PiS, każą im łykać ochłapy albo znosić upokorzenia. Rzecz jasna największe upokorzenia dotyczą ucieczki Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, w tych dwóch przypadkach kompromitacja rządzących jest gigantyczna i pretensje twardego elektoratu jeszcze większe.

Plastrem na te krwawiące rany mają być takie akcje, jak ta dzisiejsza. Prokurator Generalny Waldemar Żurek na żółto i czerwono odpalił paski PILNE!, ale w treści tych komunikatów najpierw znalazły się inicjały zatrzymanych i żeby to tak desperacko nie wyglądało, dorzucono więcej mówiące skróty instytucji PKOL i UOKiK. Po paru godzinach okazało się, iż ta sensacja nie mieści się w kategorii „ochłap”, tylko raczej przypomina ogryzione i zalatujące nieświeżością kości. Dziennikarze ustalili dwa nazwiska i żadne z nich z pewnością niczego nie powie 37 milionom spośród 37,24 miliona żyjących w Polsce obywateli naszego pięknego kraju. Pozorowane działania to nie jest plaster, tylko ocet i sól, które ranę podrażniają i potęgują ból. Konkretów nie ma od trzech lat i nic nie wskazuje, iż przez następny rok się pojawią, a ten stan rzeczy jako żywo przypomina innych rytuał.

Od 2010 roku Jarosław Kaczyński, co miesiąc obiecuje swoim zwolennikom „dojście do prawdy”, chociaż dla nich prawda jest oczywista – to był zamach. Rytualne dochodzenie do prawdy trwa już od 16 lat i pomimo wielu apeli, także ze strony życzliwych Jarosławowi Kaczyńskiemu ludzi, nic się w tej kwestii nie zmienia, poza jednym. Forma i treść tych cyklicznych spotkań jest coraz bardziej żenująca i sprowadza się do słownych, czy choćby fizycznych przepychanek. Szczytny cel, jakim jest dochodzenie do prawdy, połączony z upamiętnieniem ofiar, zamienił się w karykaturalny obraz politycznej nawalanki. Dokładnie tak samo albo i jeszcze gorzej wygląda rytuał „przywracania praworządności” dzięki „demokracji walczącej”.

Dochodzenie do prawdy w wydaniu Adama Bodnara i Waldemara Żurka nie grzeszy żadnym konkretem, który byłby w stanie przekonać wyborców oddających głos na tę „sprawiedliwość dziejową”. Podrzucanie ochłapów i ogryzionych kości, to nie jest dokarmienia, ale poniżanie elektoratu. Poprzednik Waldemara Żurka wyleciał ze stanowiska dlatego, iż głodnych rozliczeń trzymał na ostrej diecie. Sam Żurek nigdy wprost nie atakował Bodnara, ale składał widowiskowe deklaracje, jak choćby przywiezienie do Polski Zbigniewa Ziobry w samochodowym bagażniku. W ciągu pół roku przywiózł w bagażniku jakieś anonimowe płotki i w rekiny ich nie przemieni, za to sam zostanie pożarty przez gniew ludu.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału