Do podsumowania poziomu intelektualnego i osiągnięć Waldemara Żurka na łączonym stanowisku Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości, wystarczy proste zapytanie w popularnej wyszukiwarce internetowej. Uzyskana odpowiedź brzmi następująco: „Gonić w piętkę to polski związek frazeologiczny, który oznacza tracenie zdolności logicznego rozumowania, popełnianie błędów lub zachowywanie się nielogicznie z powodu zmęczenia lub zagubienia”. Prawda, iż idealnie pasuje do „przywracania praworządności” przez Waldemara Żurka, niegdysiejszego sędziego i obecnego członka rządu, oczywiście apolitycznego?
Pasuje jak ulał i pasowało by jeszcze kilka innych związków frazeologicznych z gonieniem, na przykład: gonić króliczka, gonić własny ogon. Wszystkie trzy rodzaje pogoni mają jedną cechę wspólną, są to aktywności całkowicie pozbawione sensu i powagi. Minister Żurek ma wiele krótko i długodystansowych pogoni na swoim koncie, te najdłuższe są też najbardziej kompromitujące, dość wspomnieć pogoń za Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim. Usiłując zaradzić temu, w co się sam pakuje, minister i Prokurator Generalny przyjął innowacyjną taktykę przykrywania większych wpadek seriami drobnych wpadek. Parę dni temu musiał się ostro tłumaczyć z postanowienia sądu, który przyznał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny, na domiar złego w uzasadnieniu sędzia wykazał nieudolność prokuratury w ściganiu poszukiwanego i podkreślił, iż jego powrót do kraju leży w prawnym interesie prokuratury.
Radykalni wyborcy Koalicji Obywatelskiej, żądni „pisowskiej” krwi, rzucili się na Waldemara Żurka i pan minister musiał się ratować atakiem na „neosędziego”, ale i tu zaczął gonić własny ogon. Prokuratura nie wnioskowała o wyłączenie sędziego, pewnie dlatego, iż wcześniej ten sam sędzia odmówił wydania listu żelaznego Michałowi Kuczmierowskiemu, byłemu prezesowi Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Minęło parę dni i Waldemar Żurek znów ruszył do akcji w ramach tej samej straceńczej strategii, przykrywania jednych wpadek drugimi. Najnowsze gonienie króliczka to zatrzymanie pięciu byłych i obecnych menadżerów Orlenu, w tym byłego członka zarządu spółki z lat 2018–2024, co pewnie przepadłoby w inflacji niemal codziennych zatrzymań, ale stało się inaczej i zdecydował o tym mały „szczegół”.
Zarzuty prokuratorskie w sprawach o silnym zabarwieniu politycznym zwykle są poprzedzone wielomiesięcznym, czasami wieloletnim śledztwem. Gdy w końcu Prokurator Generalny może się pochwalić tym, co wykonali szeregowi prokuratorzy, musi się też liczyć z polityczną i medialną kontrofensywą, która wytknie każde niedociągnięcie, a już na pewno nie przepuści grubego błędu. Zarzuty stawiane byłym pracownikom Orlenu dotyczą zaniżania cen paliw i w dodatku pada opisowa kwota „poniżej 6 złotych”. Gorszego czasu w publiczne ogłaszania tak kuriozalnych zarzutów i jeszcze organizowanie konferencji prasowych, wybrać się nie dało. Przez ostatni tydzień Polska żyła inną, chyba najbardziej popularną ceną paliwa – 5,19 zł. W piątkowym orędziu przypomniał tę cenę prezydent Karol Nawrocki i zażądał od Donalda Tuska spełnienia wyborczej obietnicy.
Zderzenie prokuratorskich zarzutów, dla „pisowskich” pracowników Orlenu, z wyborczym oszustwem Donalda Tuska, to polityczne złoto dla krytyków rządu i przede wszystkim premiera. Waldemar Żurek nie przykrył żadnej swojej wpadki, za to widowiskowo rozłożył wielki baner z wpadką i jednym z bardziej żenujących kłamstw Donalda Tuska. Politycznie jest to jedna wielka katastrofa, ale i prawnie brak tutaj konsekwencji. Skoro zaniżanie ceny paliwa, dokładnie w tym samym czasie, gdy ówczesny lider opozycji domagał się benzyny po 5,19 zł za litr, zostało uznane przez prokuraturę za przestępstwo, to Donald Tusk powinien usłyszeć zarzut podżegania do przestępstwa. Naturalnie takich cudów nie zobaczymy, bo wtedy już nie o gonieniu własnego ogona, piętki, czy króliczka byśmy mówili, tylko o pogonieniu kity Waldemarowi Żurkowi, co i tak prawdopodobnie nastąpi.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

4 godzin temu












