Gra słów to ulubione środki stylistyczne dziennikarzy i rzadko kiedy jest rzeczywiście grą, częściej niewypałem, ale w tym przypadku aż się prosi o zastosowanie takiego zabiegu. Przysłowie mówi o tym, iż ktoś sobie na czym połamie zęby, jednak w tym konkretnym przypadku minister Waldemar Żurek połamie sobie żebra na Ziobrze, a z połamanymi żebrami bardzo ciężko się oddycha i tym samym biega za króliczkiem, bo i to przysłowie znajduje tutaj pełne zastosowanie.
Obiecywanie szybkiego rozliczenia „złodziei z PiS” ma swoją długą tradycję i tak naprawdę nie dwuletnią, tylko co najmniej ośmioletnią, jeżeli liczyć od pierwszych pogróżek, które nastąpiły mniej więcej w połowie pierwszej kadencji rządów „Zjednoczonej Prawicy”. Żadnych efektów do dziś nie widać i za ten brak efektów słono zapłacił Adam Bodnar, zdymisjonowany w upokarzających okolicznościach, poprzedzonych presją fanatycznych wyborców Koalicji Obywatelskiej. Następcą Bodnara został Waldemar Żurek i od początku był przedstawiany jako twardziel, co to nie będzie się patyczkował, jak zachowawczy poprzednik. Żurek przyszedł na gotowe, szafy miał wypchane aktami zebranymi przez Bodnara i z jego pracy korzystał, finalizując zarzuty oraz akty oskarżenia. Dzięki temu początkowo zyskiwał uznanie w grupie fanatyków spod szyldu ośmiu gwiazdek, ale miesiąc miodowy błyskawicznie się skończył.
Decyzje ministra i Prokuratora Generalnego wywołały mnóstwo kontrowersji, wymiana prezesów i wiceprezesów sądów została bardzo źle odebrana przez wielu sędziów, choćby znanych z krytyki PiS. Bezprawne rozporządzenie znoszące losowanie sędziów, to już był prawdziwy kataklizm, którego nie chciały bronić „autorytety prawne”. Następna fala krytyki poszła od „ośmiogwiazdkowców”, po serii porażek sądowych. Odmówienie wydania ENA dla Marcina Romanowskiego połączone z „krypotodykaturą” zapisaną w uzasadnieniu postanowienia, całkowicie rozkojarzyło Waldemara Żurka. Skutek był taki, iż Żurek wprost zapowiedział wymianę sędziego, a później to zrobił, co więcej „ręcznie”, bez losowania. Również w sprawie Zbigniewa Ziobro palcem została wskazana sędzia powiązana ze stowarzyszeniem Iustitia i dlatego dzisiejsze posiedzenie aresztowe zostało odroczone do 5 lutego.
Obrońcy Zbigniewa Ziobro wnieśli o wyłączenie sędzi kojarzonej z jedną opcją polityczną i taki wniosek musi być rozpoznany, chociaż sędzia może wydać postanowienie w sprawie pomimo wniosku i dopiero po decyzji o wyłączeniu strona ma prawo do zaskarżenia postanowienia wydanego przez nieprawidłowo obsadzony skład sędziowski. Rzecz w tym, iż sędzia nie zdecydowała się na taki wariant i oddała sprawę do rozstrzygnięcia kolegom, co świadczy o tym, iż nie ma ochoty pakować się w polityczną aferę. Obojętnie co ostatecznie zdecyduje sąd w sprawie aresztu dla Zbigniewa Ziobry, nie będzie to miało większego znaczenia dla samego Ziobry, który 22 grudnia 2025 roku otrzymał azyl polityczny na Węgrzech. Waldemar Żurek nie ma żadnego pola manewru, a gdyby jeszcze sąd nie uwzględnił wniosku o areszt, to jego sytuacja polityczna skomplikowałaby się do poziomu dymisji.
Pozorowane działanie, jak składanie wniosków do TSUE, czy inne nagrywanie filmików z konsumowaniem żurku albo rąbaniem drewna, nie zmieni trudnego położenia „twardziela”, który jest nieustannie ośmieszany przez śmiertelnych wrogów „koalicji 13 grudnia”. Problemy wizerunkowe PiS związane z ucieczką Romanowskiego i Ziobry, przez pewien czas były nagrodą pocieszenia, ale widać wyraźnie, iż oczekiwania są zdecydowanie większe i dokładnie na tym Waldemar Żurek połamie sobie następne żebra. Otwartym pozostaje pytanie, kiedy Donald Tusk będzie zmuszony pozbyć się drugiego ministra sprawiedliwości łączonego z nieudolnością w ściganiu „pisowców”. Pewne jest natomiast, iż każda przegrana przez Żurka bitwa z politykami PiS, będzie katalizatorem dymisji.
Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

6 godzin temu




