Tekst opublikowany w niemieckim dzienniku Sueddeutsche Zeitung o azylu politycznym Zbigniewa Ziobry wywołał w Polsce oburzenie prawicy. Łatwo wskazać palcem na rzekomy „brak obiektywizmu” zagranicznych mediów i oburzać się, iż ktoś zza Odry pozwala sobie na zdanie, iż były minister sprawiedliwości „już dawno powinien stanąć przed sądem w Polsce i przebywać w areszcie śledczym”. Owszem – o areszcie decyduje sąd, nie redakcja. Problem polega jednak na czymś innym: ta reakcja PiS-u to klasyczna ucieczka od meritum.
Bo istotą sprawy nie jest niemiecki komentarz, ale fakt, iż były prokurator generalny – człowiek, który przez lata mówił Polakom, czym jest prawo i sprawiedliwość – wybrał polityczny azyl. I to w kraju, który stał się symbolem demontażu praworządności. To nie „Sueddeutsche Zeitung” wystawia Ziobrze najostrzejszą recenzję. On robi to sam, swoim wyborem.
Niemieccy dziennikarze zauważyli coś, co w Polsce próbuje się zagłuszyć: iż na platformie X Ziobro „nadal jest bohaterem”, nieustannie komentującym politykę rządu Donalda Tuska. To groteskowy obraz – polityk, który twierdzi, iż w kraju nie może liczyć na sprawiedliwy proces, z bezpiecznej odległości poucza innych o standardach demokracji. „Przynajmniej na X Zbigniew Ziobro przez cały czas jest bohaterem” – ironizuje niemiecki dziennik. I trudno się z tą ironią nie zgodzić.
Jeszcze ciekawsza jest uwaga, iż choćby część polityków PiS krytycznie ocenia ucieczkę Ziobry. „Jest ona sprzeczna z wizerunkiem partii, która chętnie prezentuje się jako bezkompromisowa i gotowa do walki” – czytamy. To zdanie obnaża fundamentalną sprzeczność obozu prawicy. Przez lata PiS budował mit twardości, odwagi i patriotycznego trwania na posterunku. Tymczasem w chwili próby jeden z filarów tego systemu wybiera Budapeszt.
Reakcja PiS na tekst „Sueddeutsche Zeitung” jest przewidywalna: atak na autora zamiast odpowiedzi na pytania. Zamiast zapytać, dlaczego były minister sprawiedliwości boi się polskiego wymiaru sprawiedliwości, partia woli oskarżać zagraniczne media o stronniczość. To ta sama logika, którą przez lata stosowano wobec instytucji unijnych, sądów czy organizacji pozarządowych: każdy, kto krytykuje, jest wrogiem.
Azyl polityczny byłego ministra sprawiedliwości jest symbolem końca pewnej epoki. Epoki, w której władza mogła bezkarnie podporządkowywać sobie instytucje, a potem liczyć, iż historia się o nią nie upomni. Dziś upomina się nie tylko polska prokuratura, ale także zagraniczna prasa. I to jest problem PiS-u – nie niemiecki komentarz, ale własne decyzje, które wystawiają partii i jej liderom rachunek.

12 godzin temu



