Zinkiewicz: Rusofrenia

myslpolska.info 5 godzin temu

Rusofreniczne wystąpienie w Sejmie RP ministra i wicepremiera Sikorskiego w dniu 26 lutego dowodzi, iż nie potrzeba działań rosyjskich pranksterów Leksusa i Wowana, aby dowiedzieć się co dzieje się w głowie polskiego taliba.

Na występującą z odczytanych kartek ambiwalencję, charakterystyczną dla rusofrenii, zwrócił uwagę poseł Krzysztof Bosak. Świadczy o tym uchwycona w kadrze reakcja Radosława Sikorskiego w trakcie wystąpienia posła Bosaka.

Urojenia Sikorskiego

Szerzej z charakterystyczną dla siebie swadą na temat przeciwstawności w sejmowym wystąpieniu Sikorskiego wypowiada się Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” w audycji Szantaż Sikorskiego: albo UE, albo Putin. Bałamutne argumenty ministra. Redaktor Lisicki trafnie zwraca uwagę na urojeniową treść wystąpienia Sikorskiego dotyczącą pozytywnego znaczenia dla Polski i Polaków wojny za naszą wschodnią granicą. Sugeruje też ministrowi lekcję z podstaw polskiej geografii. Przypomina, iż nad polską granicą z Rosją i Białorusią stacjonują już od dawna wojska obu tych państw. Mówi też o tym, iż dla ministra Sikorskiego każdy, kto uważa, iż wojna na Ukrainie to nie nasza wojna, jest użytecznym idiotą itd. Przypomnę, iż ponad kilkanaście milionów Ukraińców „głosujących nogami” wyjechało z Ukrainy, pokazując w ten sposób, iż to nie ich – Ukraińców – wojna. Warto przypomnieć Polakom, jak zachowali się polscy patrioci we wrześniu 1939 roku. Wielu Polaków zamieszkałych poza Polską przyjechało do kraju bronić Ojczyzny, natomiast przedstawiciele najwyższej rangi ówczesnej administracji państwowej obrali kierunek Zaleszczyk. Łącznie z ministrem Józefem Beckiem, specjalistą od honoru.

Owacje dla Panczenki i Rysia

Dla mnie elementem szczególnie komicznym było ostentacyjnie witane przez Sikorskiego z polskiej trybuny sejmowej Natalii Panczenko oraz podziękowanie skierowane do niej i arcybiskupa Grzegorza Rysia, polskiego duchownego rzymskokatolickiego, za zbiórkę pieniędzy dla Ukrainy. Minister i wicepremier występujący jako oficjalny przedstawiciel polskiego rządu powinien wiedzieć, iż Ukraińcy nieufnie odnoszą się do wszelkiego rodzaju inicjatyw płynących od wysokich rangą przedstawicieli Kościoła katolickiego, ponieważ kojarzą te inicjatywy z chęcią ich reewangelizacji w duchu katolickim, co miało miejsce w przeszłości, w okresie międzywojennym XX wieku.

Nawrocki z Sikorskim

Wisienką na „torcie” panującej w tej chwili nad Wisłą rusofrenii jest ocena wystąpienia ministra Sikorskiego przez prezydenta RP Karola Nawrockiego: „Było to dla mnie interesujące i ważne wystąpienie. To dobra informacja dla Polski, iż w kwestiach strategicznych polityka prezydenta i MSZ jest po jednej stronie. Odnosi się to do zagrożenia ze strony Rosji. To największe egzystencjalne zagrożenie dla Polski. To wybrzmiało ze słów ministra Radosława Sikorskiego. Bardzo się cieszę, iż pan minister skorzystał ze słów, które powtarzam regularnie na arenie międzynarodowej, iż Rosja jest do pokonania” – powiedział prezydent Nawrocki w Sejmie podczas konferencji prasowej.

Powtórka gorzkiej lekcji

Przypominam, iż w 1939 roku, przed wybuchem wojny, polska propaganda wmawiała Polakom, iż „nakryjemy czapkami niemieckie wojska”. Odnosiło się to do posiadanej wówczas zdolności mobilizacyjnej. Wyszło tak, iż lud walczył i umierał za Polskę, a panowie uciekali z Polski przez Zaleszczyki. Przypominam, iż w tej chwili z Rosją na terenie Ukrainy wojuje kilkadziesiąt państw pod egidą USA i jakoś nie mogą pokonać Rosji! W rusofrenicznych gorących głowach rodzą się chore ambicje jej pokonania. Trzeba być bardzo „odważnym”, aby tak myśleć i mówić w stosunku do państwa będącego potęgą nuklearną, jaką jest niezaprzeczalnie Rosja. W 1939 roku sanacyjna Polska wyjmowała już kasztany z ognia na życzenie Anglosasów z wiadomym skutkiem. Do czego nam jest potrzebna powtórka tej gorzkiej lekcji historii obecnie?

Eugeniusz Zinkiewicz

Idź do oryginalnego materiału