Ruszają Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2026 Mediolan-Cortina. Alpy od lat stanowią symbol narciarskiego raju. Niestety, nowe badania rzucają cień na tę śnieżną idyllę, a to, co od lat dzieje się w tych górach na skutek ocieplającego się klimatu, potwierdzają już nie tylko naukowcy, ale także miejscowi. Widzą to również sportowcy. Choć tegoroczne igrzyska nie są zagrożone, zanik pokrywy śnieżnej stawia pod znakiem zapytania przyszłość kolejnych zimowych olimpiad.
Od dawna wiemy, iż globalne ocieplenie negatywnie wpływa na rolnictwo, przyrodę, a także na życie i zdrowie ludzi. W ostatnich latach do listy problemów dołącza również sport, o czym już pisaliśmy kilka razy w kontekście Letnich Igrzysk Olimpijskich. Najbardziej namacalne zmiany widać jednak zimą – kurczące się w oczach lodowce i coraz mniej śniegu nie tylko na nizinach, ale także wysoko w górach. To nowy, coraz poważniejszy problem, z którym mierzą się nie tylko rolnicy czy hydrolodzy, ale również sportowcy. Choć z naszej perspektywy może się wydawać, iż „zima jest normalna”, a choćby narzekamy na jej wyjątkowo ostry przebieg, rzeczywistość jest bardziej złożona.
Sportowcy martwią się nie tylko samymi igrzyskami, ale także warunkami, w jakich muszą trenować. Gus Schumacher, amerykański narciarz biegowy, jeszcze przed zawodami zwracał uwagę na problemy związane z przygotowaniami i jakością tras. – To w całości sztuczny śnieg, lekko brązowy po bokach. To nie jest najprzyjemniejszy sposób jazdy na nartach – przyznaje w wywiadzie dla The New York Times.
To sytuacja podobna do tej, z jaką sportowcy mierzą się podczas letnich igrzysk, gdy problemem są ekstremalne upały. W przypadku zimowych dyscyplin wyzwaniem staje się deficyt śniegu.
- Czytaj także: USA, Kanada, a potem Katar. Letnie igrzyska olimpijskie w ogniu upałów
Zimowe igrzyska na krawędzi. Coraz trudniej o odpowiednie warunki
Warto przypomnieć badania przeprowadzone przez Eurac Research, które opisywaliśmy już wcześniej. Można je przeczytać tutaj. Pokazują one, jak bardzo maleją opady śniegu w Alpach, a w konsekwencji – jak gwałtownie zmniejsza się tam naturalna pokrywa śnieżna.
Teraz pojawiły się nowe analizy, skupiające się bezpośrednio na przyszłości Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Badania opracowane przez naukowców z Uniwersytetu w Waterloo oraz Uniwersytetu w Innsbrucku kreślą pesymistyczny scenariusz. Już niedługo problemem może być nie to, czy następcy Justyny Kowalczyk zdobędą medale, ale czy w ogóle będą mieli gdzie rywalizować. Kluczowym wyzwaniem stanie się znalezienie odpowiedniego ośrodka zdolnego do organizacji igrzysk.
– Zmiany klimatyczne zmieniają geografię miejsc, w których mogą odbywać się Zimowe Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie. Widzimy kurczenie się i zawężanie miejsc, gdzie klimat jest stabilny – mówi na łamach The New York Times Daniel Scott, jeden z autorów badania.
Do połowy XXI wieku spośród 93 ośrodków potencjalnie zdolnych do organizacji igrzysk tylko 52 będą spełniały wymagania – i to pod warunkiem stosowania sztucznego naśnieżania. Bez niego liczba ta spada do zaledwie czterech lokalizacji: Niseko w Japonii, Terskol w Rosji oraz Val d’Isère i Courchevel we Francji. Na tej liście nie ma włoskiego Cortina d’Ampezzo.
- Czytaj także: Mont Blanc się kurczy. Topniejąca wieczna zmarzlina zdestabilizuje Alpy
Już poprzednie igrzyska pokazały skalę problemu
Autorzy badania zwracają uwagę, iż największe trudności będą dotyczyć igrzysk paraolimpijskich, które realizowane są później, gdy temperatury są wyższe i zbliża się wiosna. Jednak problemy dotykają również sportowców pełnosprawnych, czego przykładem były igrzyska w Pekinie w 2022 roku.
Na igrzyskach w Pekinie praktycznie nie było naturalnych opadów śniegu. Organizatorzy musieli wytworzyć całą pokrywę śnieżną sztucznie. Było to szeroko komentowane i uznawane za jeden z najbardziej ekstremalnych przypadków w historii zimowych igrzysk. Śnieg był po prostu generowany maszynowo od zera.
Choć w tym przypadku brak śniegu nie był bezpośrednio przypisywany globalnemu ociepleniu, igrzyska w Pekinie pokazały, jak może wyglądać przyszłość takich imprez. Pojawiły się również pytania o ekologię i opłacalność organizowania zawodó w takich warunkach.
– To są najbardziej niezrównoważone igrzyska, jakie kiedykolwiek zorganizowano, ponieważ wiąże się to z ogromnymi kosztami, począwszy od problemów z wodą, przez jej dostępność, aż po zniszczenie lokalnego rezerwatu przyrody – stwierdziła wtedy na łamach Sky News Carmen de Jong, hydrolożka z Uniwersytetu w Strasburgu.
Szacuje się ,że organizatorzy zużyli wtedy choćby 2 mln metrów sześciennych wody, by naśnieżyć trasy narciarskie.
– Nie chodzi tylko o obiekty Zimowych Igrzysk Olimpijskich, ale o wiele nowych ośrodków narciarskich, które powstały wokół igrzysk i wszystkie korzystają w 100 proc. ze sztucznego śniegu, więc wszystkie wymagają ogromnych ilości wody – dodała.
Sztuczny śnieg został po raz pierwszy użyty podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1980 roku w Lake Placid w stanie Nowy Jork. W tamtych czasach klimat wyglądał inaczej niż dziś. jeżeli śniegu brakowało, to tylko dlatego, iż akurat zima okazała się być sucha, a jednocześnie mroźna. Dziś zimy w górach stają coraz bardziej deszczowe, a kiedy przychodzi mróz – opadów po prostu brakuje.
- Czytaj także: Brakuje śniegu w górach. Świat bez zimowych sportów coraz bliżej
Sztuczne naśnieżanie ma swoje granice
Niewykluczone, iż podobnie jak wcześniej Chińczycy, także Włosi będą zmuszeni sięgnąć po intensywne sztuczne naśnieżanie. Choć nowe technologie pozwalają produkować śnieg choćby przy dodatnich temperaturach, ma to swoje ograniczenia.
Produkcja sztucznego śniegu wymaga ogromnych ilości energii i przede wszystkim wody. Według zapowiedzi organizatorów tegorocznych igrzysk zużycie wody może przekroczyć 900 tys. metrów sześciennych.
Plan zakłada wykorzystanie wody z górskich jezior. Jak podkreśla Carmen de Jong: „Bez wody nie ma igrzysk”. Tymczasem kraje regionu Morza Śródziemnego już teraz borykają się z deficytem tego zasobu, szczególnie w okresie letnim.
Igrzyska mają także szerszy kontekst klimatyczny. Naśnieżanie oznacza wysokie zużycie energii, a Europa wciąż nie jest neutralna klimatycznie. Dochodzą do tego emisje związane z transportem – większość uczestników i kibiców przylatuje samolotami – oraz budowa infrastruktury sportowej. Wszystko to generuje emisje CO2.
Mając to na uwadze, MKOl wymaga od gospodarzy minimalizacji zużycia wody i energii elektrycznej oraz unikania niepotrzebnych prac budowlanych. Globalne ocieplenie wyznaczy jednak granice. Kolejne Igrzyska w 2030 roku mają odbyć się w Alpach Francuskich.
W miarę jak zawodnicy i trenerzy przygotowują się do zbliżających się igrzysk olimpijskich, rzeczywistość cieplejszych zim zaczyna do nich docierać. Chris Hecker, odpowiedzialny za smarowanie nart w reprezentacji USA w biegach narciarskich, przyznaje, iż naturalny śnieg na elitarnych zawodach staje się rzadkością.
– Zawsze wolę sztuczny śnieg, bo jest szybki. Mimo to, naturalny śnieg zawsze sprawia, iż krajobrazy wokół wyglądają o wiele ładniej, gdy jeździ się na nartach – mówi Hecker.
O tym, czy śnieg sprawi organizatorom niespodziankę przekonamy się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Zimowe igrzyska potrwają do 22 lutego 2026 roku.
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Real Sports Photos

2 godzin temu







