Zgodnie z unijną dyrektywą RED III do 2030 roku 42 proc. wodoru wykorzystywanego w przemyśle ma stanowić wodór w formie paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego (RFNBO), a do 2035 roku – 60 proc. Szansą na spełnienie tych wymagań jest inwestowanie w produkcję zielonego wodoru oraz jego pochodnych takich jak zielony amoniak. Polski przemysł nie jest jednak w tej chwili na to gotowy. Eksperci podkreślają, iż rozwój tego rynku może być szansą na przyspieszenie transformacji energetycznej w kraju, jednak wymaga to wsparcia systemowego – zarówno po stronie podaży, jak i popytu.
Zielony amoniak może być wykorzystywany jako nośnik energii i wodoru, którego magazynowanie i transport są technicznie wymagające i kosztowne. Może posłużyć do dekarbonizacji branży nawozowej, być stosowany jako paliwo w transporcie (zwłaszcza morskim) i przemyśle ciężkim, m.in. jako paliwo do pieców obrotowych w produkcji cementu, które ograniczy zużycie paliw kopalnych. Rosnące zainteresowanie zielonym wodorem i amoniakiem wynika z unijnej regulacji RED III, która zobowiązuje państwa członkowskie do większego wykorzystania w przemyśle paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego, czyli innych niż np. biomasa.
– Miałem wielki honor i zaszczyt, iż trzy lata temu, jeszcze w Parlamencie Europejskim, odpowiadałem za całą legislację dotyczącą wodoru i wprowadzałem ją w życie. Była to pierwsza tego typu regulacja w Europie i jedna z pierwszych na świecie, konkretna i kompleksowa. Dzisiaj już z niej korzystamy i wdrażamy jej zapisy w praktyce – powiedział podczas wystąpienia na Dyplomatycznym Otwarciu Roku 2026 prof. Jerzy Buzek, premier RP w latach 1997–2001 i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego. – Jeśli chcemy wygrać perspektywę 2050 roku i zapewnić bezpieczny klimat dla naszej planety oraz dla nas samych, przejście na energię odnawialną jest konieczne. Jednak samą energią elektryczną z OZE nie rozwiążemy wszystkich wyzwań. Nie wytopimy w ten sposób stali ani nie zapewnimy napędu dla lotnictwa. Możliwym rozwiązaniem jest produkcja zielonego wodoru oparta na energii elektrycznej pochodzącej z odnawialnych źródeł.
– Amoniak, czyli jedna z pochodnych zielonego wodoru, jest koniecznym elementem transformacji energetycznej. Nie da się całej gospodarki zelektryfikować wyłącznie dzięki odnawialnych źródeł energii, zbudowanych na terenie naszego kraju – mówi Tomoho Umeda, prezes Hynfra, firmy rozwijającej projekty produkcji zielonego wodoru i zielonego amoniaku, i przewodniczący Komitetu Gospodarki Wodorowej Krajowej Izby Gospodarczej. – Amoniak jest takim paliwem jak gaz czy ropa, z tym iż całkowicie zeroemisyjnym, który w dodatku można produkować w bardzo różnych miejscach na świecie, praktycznie bez ograniczeń geograficznych. To bardzo mocno wpływa na zredukowanie zależności geopolitycznych. W przypadku amoniaku można produkcję zdemokratyzować i rozwijać ją praktycznie na całej kuli ziemskiej.
Amoniak ma najważniejsze znaczenie dla sektora nawozów azotowych, ponieważ jest podstawowym surowcem do ich wytwarzania. Polska należy do czołowych producentów nawozów azotowych w Unii Europejskiej, zajmując trzecie miejsce pod względem wielkości produkcji. Eksperci przekonują, iż dekarbonizacja produkcji amoniaku w Polsce miałaby zatem istotny wpływ nie tylko na redukcję emisji CO2 w przemyśle chemicznym, ale także na bezpieczeństwo żywnościowe oraz konkurencyjność krajowego sektora rolno-spożywczego. Technologia ta, wzorem wdrożeń w japońskiej elektrowni Hekinan, otwiera też drogę do współspalania amoniaku z węglem, co według ekspertów znacząco obniża emisje i może uchronić polskie bloki 200 MW przed odłączeniem po 2028 roku.
Na świecie produkuje się ponad 180 mln t tzw. szarego amoniaku w skali roku, przy czym Europa odpowiada za 10 proc. produkcji. Jej udział w globalnym popycie jest nieco wyższy. Europa w 60 proc. pokrywa swoje zapotrzebowanie z produkcji własnej, a 40 proc. z importu. Polska jest znaczącym producentem i konsumentem konwencjonalnego amoniaku na Starym Kontynencie. Ma ponad stuletnie doświadczenia w jego produkcji i transportowaniu. Jego głównym odbiorcą jest branża nawozowa (ok. 85 proc. światowego zużycia) oraz przemysł chemiczny. Strategie kluczowych polskich spółek zakładają zwiększenie udziału niskoemisyjnego amoniaku jako sposobu dekarbonizacji działalności.
– Dziś zielony amoniak, produkowany z OZE i zielonego wodoru, może być w Polsce tańszy niż tzw. szary amoniak wytwarzany z gazu ziemnego. To oznacza zmniejszenie kosztów produkcji, ograniczenie emisji i redukcję obciążeń związanych z opłatami za emisje (ETS) w naszym przemyśle i transporcie. To jest ogromna ulga – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria były przewodniczący PE.
Raport „Prognoza zapotrzebowania na wodór odnawialny RFNBO w Polsce do 2030 roku” szacuje, iż dla realizacji celu przemysłowego z dyrektywy do 2030 roku w wariancie bazowym wymagana będzie produkcja około 189 tys. t zielonego wodoru ze źródeł odnawialnych innych niż biomasa. Krajowe sektory chemiczny i nawozowy będą jednak prawdopodobnie zmuszone do importu tego surowca z zagranicy w celu pokrycia zapotrzebowania wynikającego z dyrektywy. Polska nie produkuje bowiem wodoru RFNBO na taką skalę. Wszystko przez rachunek ekonomiczny i niską efektywność OZE w naszej szerokości geograficznej.
– W Polsce można produkować niskoemisyjny amoniak, natomiast problemem jest jego wolumen. Każde zeroemisyjne paliwo opiera się na odnawialnych źródłach energii. Trudno mi sobie wyobrazić, iż na przykład jesteśmy w stanie przeznaczyć kilkadziesiąt tysięcy hektarów na OZE tylko po to, żeby produkować amoniak na terenie Polski. Natomiast nie ma z tym problemu wszędzie tam, gdzie jest pustynia i nieograniczone tereny – wyjaśnia Tomoho Umeda.
Wyjściem z takiej sytuacji może być produkcja wodoru, następnie synteza amoniaku w lokalizacjach o bardziej konkurencyjnych warunkach produkcji energii z OZE, takich jak Oman, Jordania i Mauretania.
– W Afryce Północnej mamy pustynie, na których słońce świeci od rana do wieczora praktycznie, są też dobre wiatry, z których produkuje się energię elektryczną. Tam na miejscu z zielonej energii elektrycznej przez elektrolizę produkuje się zielony wodór, a z zielonego wodoru amoniak – mówi prof. Jerzy Buzek.
– Produkowanie amoniaku w różnych miejscach na świecie jest też koniecznym elementem ekspansji globalnej polskich firm, bo nie widzę powodu, dla którego nie miałyby go produkować w Egipcie, Omanie, Jordanii, Mauretanii czy Indiach i sprowadzać go do Polski. Nie musimy się zdawać wyłącznie na inwestorów niemieckich, arabskich czy chińskich. Na ten obszar ekspansji powinniśmy postawić i tworzyć te projekty tak, żeby zapewnić paliwo nie tylko naszemu krajowi, ale też całemu regionowi Europy Środkowo-Wschodniej – ocenia Tomoho Umeda.
W takim modelu Polska – jako jeden z czołowych europejskich producentów szarego amoniaku – mogłaby wykorzystać swoje długoletnie doświadczenie w jego transporcie.
– Zielony amoniak pod względem chemicznym to jest ten sam produkt jak szary, tylko inne są produkty wyjściowe, czyli substraty do produkcji – wyjaśnia prof. Jerzy Buzek.
– W Polsce większą rolę będzie odgrywał sam wodór, który będzie wytwarzany w układzie rozproszonym, czyli będzie się opierał na klastrach, spółdzielniach czy wspólnotach energetycznych i będzie zaspokajał różne lokalne potrzeby. Natomiast ogromne wolumeny potrzebne do dekarbonizacji wielkiego przemysłu czy energetyki są niemożliwe do wyprodukowania w Polsce. Jedno z drugim musi ze sobą współgrać: zarówno zrównoważony import, jak i zrównoważona produkcja własna to jest recepta na bezpieczeństwo energetyczne w niedalekiej przyszłości – ocenia Tomoho Umeda.
Eksperci wskazują, iż popyt na zielony amoniak będzie w kolejnych latach dynamicznie rósł. Raport firmy inżynieryjnej KBR „The future of ammonia supply in Europe” szacuje, iż do 2030 roku luka między popytem a produkcją w Europie może wynieść ok. 7,2 mln t rocznie. Dlatego do rozwijania produkcji przygotowuje się już wiele krajów.
– To najwyższy czas, żebyśmy w kraju ruszyli z zielonym amoniakiem i zielonym wodorem – ocenia prof. Jerzy Buzek. – Zdecydowanie jest potrzebny system wsparcia zarówno po stronie odbiorców zielonego amoniaku, jak i jego wytwórców. Potrzebna jest ustawa, którą powinien przygotować rząd, podobna do obowiązujących w Polsce przepisów wspierających OZE, takich jak energetyka wiatrowa i fotowoltaika. Takie przepisy już funkcjonują w Niemczech i Rumunii.
– Przez ostatnie kilka lat pokutowało przeświadczenie, iż zielony amoniak będzie dużo droższy od szarego, który dzisiaj produkuje się w Puławach, Kędzierzynie czy Tarnowie, ale jest tańszy. Myślę więc, iż systemy wsparcia nie będą dotyczyć dotacji czy kontraktów różnicowych. Wielkie wytwórnie amoniaku często są w dość niestabilnych krajach, czyli na przykład w Afryce, więc koszt ryzyka jest dość duży. Tutaj mechanizm wsparcia państwa czy Unii Europejskiej powinien bardziej iść w kierunku gwarancji dla inwestorów, iż o ile zainwestują i coś się stanie, to ich pieniądze nie wyparują – ocenia prezes Hynfra.
Przedstawiciele branży zaznaczają, iż w tej chwili brakuje płynnego rynku dla RFNBO w Polsce. Jak oceniają, potrzeba nie tylko zapewnienia dostępności zielonego amoniaku w przystępnych cenach, czyli wsparcia dla producentów, ale również zachęt do zwiększania konsumpcji. Jako przykład podają funkcjonujący w Niemczech system wsparcia w formie aukcji dwustronnej. Zarządza nią publiczny podmiot H2Global/Hintco, który poprzez specjalną platformę łączy interesy producentów sprowadzających do kraju zielony amoniak z jego odbiorcami. W ramach tego mechanizmu zachodnim sąsiadom udało się zabezpieczyć pierwsze dostawy zielonego amoniaku, które mają pochodzić z zakładów Fertiglobe w Egipcie. Odnawialny amoniak będzie dostarczany do europejskich portów w 2027 roku, a jego szacowana ilość to 19,5 tys. t. Wartość ta ma wzrosnąć łącznie do 397 tys. t w 2033 roku.
– Gospodarka wodorowa wkracza na nowe tory, jest nieunikniona. Jest to zupełnie nowe otwarcie gospodarki i to w dziedzinie, w której Polska ma większe doświadczenie niż ktokolwiek inny – podsumował w trakcie przemówienia prof. Jerzy Buzek.

2 godzin temu