Zielona Tarcza Wschód. „Teren i natura jako sojusznicy wojska”

1 godzina temu

Rząd chce wykorzystać lasy, bagna i mokradła jako element systemu obrony państwa. Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz MON zapowiedziały zmiany gospodarki leśnej w pasie do 50 km od granicy, ograniczenie wycinek oraz wielki program renaturyzacji terenów podmokłych.

Zapowiedziano także uruchomienie naborów wniosków w ramach programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko (FEnIKS). Projekty uwzględniające komponent obronny Tarczy Wschód mają być dodatkowo premiowane. Łączny budżet programu wynosi 450 mln zł.

  • Czytaj także: Prąd ze słońca, wiatru, biogazu i wody. Nowa „broń” Ukrainy przeciwko Rosji

Tarcza Wschód i międzyresortowa grupa robocza

Przedstawiciele rządu podkreślają, iż projekt ma łączyć bezpieczeństwo państwa z ochroną przyrody i adaptacją do zmian klimatu.

– kooperacja między MON i MKiŚ jest kluczowa. W operacji obronnej zawsze broni się całe państwo. Na 700 km granicy realizujemy program odstraszania i obrony o wartości 10 mld EUR. Komponent przyrodniczy ma tu duże znaczenie. Ważne jest, by wykorzystać teren i naturę jako sojuszników wojska — mówił wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.

Jak podkreśla resort klimatu, projekt już teraz wzbudza zainteresowanie innych państw Unii Europejskiej. Polska współpracuje m.in. z Litwą, Łotwą, Estonią i Finlandią przy tworzeniu tzw. bałtyckiej linii obrony. Nad projektem pracuje specjalna grupa robocza koordynowana przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. W jej skład wchodzą: przedstawiciele MON, Lasów Państwowych, Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Ministerstwa Rolnictwa i Ministerstwa Infrastruktury.

– Ostatnie dwa lata dobrej współpracy dla jednego wspólnego celu, jakim jest bezpieczeństwo państwa, pokazały, jak zmiany chroniące piękną polską przyrodę mogą pomóc w ochronie polskich granic. Dobre projekty renaturyzacji będą powstrzymywać mobilność sił wroga. Zmiany gospodarki leśnej w pasie najbliższej granicy były konsultowane z wojskiem – mówił podczas majowej konferencji wiceminister Mikołaj Dorożała.

Fot. Wirestock Creators/Shutterstock

„Naturalny pancerz” wzdłuż wschodniej granicy

Paulina Hennig-Kloska, ministra klimatu i środowiska, poinformowała: – Zakończyliśmy właśnie pracę nad komponentem przyrodniczym Tarczy Wschód. Wzdłuż wschodniej granicy państwa powstanie naturalny pancerz, który ma uniemożliwić lub utrudnić potencjalny ruch wrogich wojsk i ich ciężkiego sprzętu. Strefy No-Go i Slow-Go będą miały kolejno szerokość 5 i 50 km od wschodniej granicy Polski.

W ubiegłym roku płk. Marek Pietrzak, odpowiedzialny za projekt, a w tej chwili rzecznik prasowy Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, tłumaczył znaczenie tych terminów na łamach SmogLabu.

– Dobrą barierą, która utrudnia dostęp potencjalnemu wrogowi są naturalne, gęste i wiekowe lasy. – Wojskowy zawsze pani powie, iż zależy to od ilości drzew na m2 i od średnicy ich pnia. To jest nasz wskaźnik – mówi płk Pietrzak.

Wyjaśniał, iż wojsko stosuje pewne przeliczniki, mówiące, czy teren jest „czołgodostępny”, czy nie. Np. młodnik [młody las] nie stanowi przeszkody dla ciężkiego sprzętu. – o ile natomiast jest las, w którym średnica pni, gatunek drzew, a także ich ilość /m2 lub km2 są odpowiednie, to okazuje się, iż ten teren jest „no-go”, co w języku wojskowym oznacza „nie do przejścia” i nie jest dostępny dla czołgów.

Analogicznie, w nomenklaturze armii, obszar „go” znaczy teren, który można łatwo przejść. Takim obszarem jest z kolei las przerzedzany, w którym prowadzi się intensywną gospodarkę leśną.

– Podkreślam jeszcze raz, iż słowo „zdziczenie” nabiera dla wojskowych szczególnego znaczenia – dodał płk. Pietrzak.

Co sądzą o tym naukowcy?

„Walczy teren, a nie porozumienia”

– Najważniejsze jest to, co wydarzy się w terenie, czyli konkretne rozwiązania, które zostaną wprowadzone w ramach Tarczy Wschód. Nie walczą przecież deklaracje czy porozumienia. Walczy teren. Ale jego rola wydaje się być odpowiednio zauważona i to jest pozytywne – zauważa dr hab. Michał Żmihorski z Instytutu Ochrony Środowiska Państwowego Instytutu Badawczego (IOŚ-PIB) oraz prof. Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży.

Przyznaje, iż z nadzieją czeka na konkretne prośrodowiskowe działania obronne. – Odnosząc się do konferencji z 25 maja, najistotniejsze jest dla mnie to, iż oba resorty mówią jednym głosem. Potwierdzają też wcześniejsze postulaty przyrodników – dodał pytany przez SmogLab.

– Cieszę się, iż minister Tomczyk i Ministerstwo Obrony Narodowej były obecne na konferencji. To ostatecznie udowadnia, iż środowisko naturalne ma istotną rolę w budowaniu obronności.

Wspomina, jak przyrodnikom zarzucano brak wiedzy na temat bezpieczeństwa oraz liczne kontrowersje wokół zasadności współdziałania z resortem obrony narodowej.

– Ta konferencja zamyka etap powątpiewania w słuszność koncepcji wykorzystania przyrody w służbie obronności. Za deklaracjami słownymi idą także te pieniężne – kwota około pół miliarda złotych na działania dotyczące środowiska i odtwarzanie przyrody. Nie są to zatem tylko wspólne zdjęcia z konferencji prasowej, ale również rzeczywiste plany – podsumowuje prof. Żmihorski.

Bagna i mokradła naturalnie sprzyjają obronności. Fot. Tomasz Wozniak/Shutterstock

Adaptacja do zmian klimatu

Podobnego zdania jest prof. Wiktor Kotowski z Państwowej Rady Ochrony Przyrody i Centrum Ochrony Mokradeł:

– Z mojej perspektywy powinno wybrzmieć, iż mamy tutaj do czynienia z synergią i szeregiem różnych funkcji oraz korzyści. Po pierwsze, jak tłumaczy, rola obronna i strategiczna bagien oraz mokradeł jest dość oczywista. Tereny podmokłe utrudniają przemieszczanie się ciężkich wojsk, zwłaszcza jednostek zmechanizowanych, ale także piechoty.

– Jednocześnie na wschodzie Polski mamy wiele obszarów bagiennych – i nie stało się to przypadkiem (że granica jest właśnie w tym miejscu – red.). Historycznie mokradła zabezpieczały nas przed przemarszem obcych wojsk. To nie przypadek, iż granice często przebiegały właśnie wzdłuż terenów podmokłych. Niestety, zostały one w większości osuszone za czasów PRL.

Po drugie, skoro osuszyliśmy dużą część terenów bagiennych, to projekt „Tarcza Wschód” daje nam możliwość ich częściowego odtworzenia. Korzystałaby na tym przyroda, a jednocześnie poprawiałoby się funkcjonowanie całych ekosystemów. – Odtwarzane byłyby siedliska rzadkich gatunków, a dodatkowo ograniczalibyśmy emisje z osuszanych torfowisk – wylicza prof. Kotowski.

– Mokre torfowiska pochłaniają dwutlenek węgla, akumulują węgiel i są naszym sprzymierzeńcem w walce z ociepleniem klimatu. Natomiast torfowiska osuszone emitują CO2 w tempie wielokrotnie szybszym niż tempo jego naturalnej akumulacji. Innymi słowy – musimy zmienić źródło emisji dwutlenku węgla w jego pochłaniacz.

  • Czytaj także: Rzecznik Wojska Polskiego dla SmogLabu: przyroda jest naszym sojusznikiem

Zapobieganie suszom i pożarom

To zresztą zarówno mitygacja do zmian klimatu, jak i adaptacja do nich, bo retencjonowana w krajobrazie woda poprawia lokalne warunki klimatyczne, zapobiega suszom i pożarom. – Wschodnia Polska jest szczególnie narażona na skutki ocieplenia klimatu – obserwujemy coraz niższe poziomy wód gruntowych. Oprócz samych zmian klimatu współprzyczyną tego stanu były także wieloletnie melioracje i odwadnianie terenów – mówi prof. Kotowski pytany przez SmogLab.

– „Tarcza Wschód” daje nam okazję, by przeprowadzić tego typu działania w skali pilotażowej tam, gdzie przynoszą one dodatkowe korzyści strategiczne, i jednocześnie nauczyć się skutecznych metod adaptacji. Trzeba jednak podkreślić, iż nie jest to zadanie proste ani administracyjnie, ani logistycznie. To nie są wyłącznie grunty państwowe – większość przekształconych torfowisk znajduje się dziś na terenach prywatnych i rolnych.

Część terenów należy do Lasów Państwowych, a uregulowane rzeki pozostają własnością Wód Polskich. Dlatego, jak dodaje prof. Kotowski, „Tarcza Wschód” musi obejmować współpracę wielu instytucji: Lasów Państwowych, resortu rolnictwa, Wód Polskich i samorządów.

Rolnictwo i rzeki też na tym skorzystają

Z punktu widzenia rolników konieczna jest również zmiana ukierunkowania dotacji.

– Można wykorzystać instrumenty Wspólnej Polityki Rolnej i stworzyć programy dopłat, dzięki którym rolnicy otrzymywaliby środki za zatrzymywanie i nawadnianie wody na swoich gruntach. Mogliby równocześnie rozwijać alternatywne formy produkcji, np. pozyskiwanie trzciny wykorzystywanej do pokryć dachowych – zaleca naukowiec z Centrum Ochrony Mokradeł.

Trzecim elementem są rzeki.

– Bez zajęcia się rzekami nie osiągniemy trwałego efektu. Musimy odejść od praktyk polegających wyłącznie na pogłębianiu koryt, „przejeżdżaniu koparką” i przyspieszaniu odpływu wody. Zamiast tego trzeba zacząć odtwarzać naturalny charakter rzek.

Nie zawsze wymaga to kosztownej, pełnej renaturyzacji – często wystarczą prostsze działania oparte na przyrodzie: wsypywanie rumoszu, podnoszenie rzędnej dna, umieszczanie przeszkód z materiału drzewnego i lokalne spiętrzanie wody. Dziś wiele rzek jest zbyt głęboko wciętych wskutek regulacji i intensywnych prac utrzymaniowych.

– Warto też podkreślić skalę problemu klimatycznego: emisje z jednego hektara osuszonego torfowiska mogą odpowiadać emisjom związanym z przejechaniem samochodem setek tysięcy kilometrów rocznie – zauważa prof. Kotowski.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Tomasz Wozniak

Idź do oryginalnego materiału