"Zgoda, towarzyszu: amerykański sen o sztucznej inteligencji brzmi jak cyfrowy komunizm. Pod retoryką wolności kryje się scentralizowany mechanizm, który zasysa prywatne dane, tłumi sprzeciw i redystrybuuje zdolności poznawcze dzięki tokenów."

grazynarebeca5.blogspot.com 48 minut temu

Published 4 Oct, 2026 13:24

Autor: Paweł Sirwatko, młodszy pracownik naukowy Instytutu USA i Kanady Rosyjskiej Akademii Nauk (im. G. Arbatowa)


Prezydent USA Donald Trump podczas konferencji prasowej z przedstawicielami kadry kierowniczej firm z branży AI, zorganizowanej po spotkaniu poświęconym sztucznej inteligencji, 29 września 2026 r. w Waszyngtonie © Kevin Dietsch / Getty Images.



Donald Trump oraz czołowi przedstawiciele firm technologicznych – takich jak OpenAI, Anthropic, Nvidia, SpaceX, Meta i innych – spotkali się w Białym Domu, aby wypracować porozumienie w sprawie dokumentu, który Trump nazwał „konstytucją AI”. Miało ono zagwarantować, iż najbardziej zaawansowane modele sztucznej inteligencji nie będą stwarzać katastrofalnego, niezamierzonego ryzyka.

W trakcie spotkania podpisano dobrowolne, „wiążące moralnie” porozumienie, którego celem było – jak ujął to dyrektor generalny Anthropic, Dario Amodei – „bezpieczne zwycięstwo”.

Oprócz tego paktu o samoregulacji, administracja Trumpa powoła również rządowy organ nadzorujący bezpieczeństwo narzędzi AI.

Kolejna istotna zmiana wynikająca z tego spotkania nie dziwi, biorąc pod uwagę zamiłowanie Trumpa do nadawania nazw. od dzisiaj resorty i agencje rządowe mają w oficjalnej korespondencji, raportach oraz dokumentach programowych w obrębie władzy wykonawczej używać określenia „Superinteligencja” (lub skrótu SI) zamiast „Sztuczna Inteligencja”.

Argumentacja Trumpa opiera się na przekonaniu, iż słowo „sztuczna” nadaje tej technologii wydźwięk czegoś „fałszywego”. Nowe zarządzenie wykonawcze Białego Domu ma na celu wprowadzenie tej zmiany, wychodząc z założenia, iż ​​nazwa „Superinteligencja” trafniej oddaje obietnicę, potencjał i gwałtownie rozwijające się możliwości tych technologii.

Wszystko to wskazuje, iż rząd USA aktywnie dąży do odejścia od dominującej w tej chwili w przestrzeni publicznej katastroficznej narracji wokół AI, starając się zamiast tego skupić uwagę opinii publicznej na pozytywnych skutkach jej rozwoju.

Zatem dzięki tej nowej nazwie możemy wreszcie odetchnąć z ulgą i zapomnieć o tych wszystkich strasznych wizjach złowrogich, fałszywych agentów AI, uciekających ze swoich „piaskownic”, by włamywać się – Bóg jeden wie gdzie. Widmo apokalipsy wywołanej przez AI zostało odsunięte w czasie, a my możemy z euforią szykować się na nadejście ery dobrobytu i raju, zapoczątkowanej przez tę nową, prawdziwą Superinteligencję. Prawda? Cóż…

Ogólnie rzecz biorąc, eksperci podchodzą sceptycznie do tego, jakie konkretne regulacje dotyczące bezpieczeństwa faktycznie wynikną z tego porozumienia – zwłaszcza iż to właśnie przedstawiciele kadry kierowniczej podpisujący ten dokument będą prawdopodobnie definiować samo pojęcie „bezpieczeństwa”. Zatem przynajmniej pod tym względem spotkanie to ma charakter w dużej mierze symboliczny.

Ma ono na celu przede wszystkim wyciszenie społecznych emocji wokół apokaliptycznych wizji związanych ze sztuczną inteligencją oraz rosnącego niezadowolenia z powodu centrów danych. Jest to dokładnie to, czego można by oczekiwać od administracji, której kampania wyborcza w 2024 roku była w znacznej mierze finansowana przez elity technologiczne – takie jak Elon Musk, Greg Brockman i inni – dążące do realizacji własnych interesów korporacyjnych.

Jeśli jednak pominiemy apokaliptyczne scenariusze, które administracja i wspomniani miliarderzy starają się bagatelizować, w dyskusji pozostaje jeden najważniejszy wątek: nieodłącznie kolektywistyczna natura superinteligencji kształtującej tę przyszłą „Złotą Erę Ameryki”.


Od każdego według jego możliwości

Od początku swojej kadencji Trump i Partia Republikańska promują sztuczną inteligencję jako przedsięwzięcie o charakterze indywidualistycznym, przedstawiając ją jako narzędzie wzmacniające osobisty potencjał intelektualny i wspierające amerykański etos niezależności na nowym froncie technologicznym. Brzmi to niewątpliwie w duchu amerykańskich wartości – zwłaszcza gdy ton temu przekazowi nadają Republikanie.


Jednak nie wszyscy miliarderzy z branży technologicznej, finansujący partię, postrzegają to w ten sam sposób. Istotnym przykładem jest inwestor venture capital i współzałożyciel firmy Palantir, Peter Thiel, który dostrzega analogie między sztuczną inteligencją a kolektywizmem. Thiel argumentował wcześniej, iż w przeciwieństwie do kryptowalut – które jego zdaniem sprzyjają libertarianizmowi – sztuczna inteligencja jest w swej istocie komunistyczna.


Gdy przyjrzeć się bliżej przyszłości, jaką oferuje sztuczna inteligencja, twierdzenie Thiela przestaje wydawać się tak nieprawdopodobne. Istnieje bowiem głębokie, strukturalne podobieństwo między rozwojem systemów AI a fundamentalnymi ideałami marksizmu.


Po pierwsze, budowa potężnego modelu AI wymaga ogromnej centralizacji – co dla Thiela, jako libertarianina, stanowi najwyraźniej największy problem. Tworzenie coraz bardziej zaawansowanych modeli AI wiąże się z gromadzeniem miliardów gigabajtów danych w potężnych centrach obliczeniowych, kontrolowanych przez zaledwie garstkę korporacji dysponujących odpowiednim kapitałem i mocą obliczeniową.


Oznacza to, iż prawo do własności intelektualnej jednostki zostaje w praktyce całkowicie zignorowane. I to na dobre. Wszystko, co piszesz w internecie, publikujesz na YouTube, a choćby książki wydane na długo przed erą AI – wszystko to staje się „pożywką” dla sztucznej inteligencji; dane te są sukcesywnie wprowadzane do centrów obliczeniowych w celu trenowania modelu, który następnie redystrybuuje efekty Twojej pracy każdemu użytkownikowi AI.


Tworzy to system redystrybucji informacji o charakterze odgórnym i scentralizowanym, co przywodzi na myśl sposób funkcjonowania państwa kolektywistycznego. Każdemu według jego potrzeb

Liderzy Doliny Krzemowej coraz częściej wykorzystują rozwój sztucznej inteligencji do promowania rozwiązań gospodarczych o wyraźnie socjalistycznym charakterze, co stanowi element ich strategii budowania wizerunku. W obliczu automatyzacji milionów miejsc pracy przez zaawansowane systemy AI, przedstawiciele branży technologicznej uznają za konieczne uspokojenie nastrojów społecznych; prezentują oni sztuczną inteligencję jako swego rodzaju systemowe zabezpieczenie, mające zapewnić stabilność społeczeństwa w sytuacji, gdy praca ludzka przestanie być opłacalna ekonomicznie.


Na przykład Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI, opowiadał się za wprowadzeniem bezwarunkowego dochodu podstawowego – koncepcji wywodzącej się z klasycznej myśli socjalistycznej. jeżeli brzmi to zbyt pięknie, by było prawdziwe, to dlatego, iż tak właśnie jest. Z czasem choćby sam Altman wycofał się z tego pomysłu, zastępując go koncepcją określaną mianem „powszechnego dostępu do podstawowych zasobów obliczeniowych” (ang. *universal basic compute*).


Porównując sztuczną inteligencję do usług użyteczności publicznej, takich jak dostawy wody czy energii elektrycznej, Altman argumentuje, iż każdy człowiek powinien otrzymywać równy, podstawowy przydział mocy obliczeniowej scentralizowanego superkomputera w postaci tokenów AI, którymi można następnie dysponować – wykorzystywać je, udostępniać innym lub sprzedawać.

Zdumiewająco podobna filozofia leży u podstaw publicznego manifestu dyrektora generalnego Mety, Marka Zuckerberga, zatytułowanego „przyszłość należy do wszystkich” (ang. *the future is for everyone*). Przekonuje on w nim, iż moc obliczeniowa i zaawansowane modele danych powinny być rozdzielane równomiernie, aby oddać władzę w ręce ludzi.


W kategoriach marksistowskich ci technologiczni miliarderzy w gruncie rzeczy postulują redystrybucję środków produkcji na rzecz mas, promując ideę wspólnej własności danych osobowych, które wcześniej od nas przejęli. Retoryka „wzmacniania pozycji każdego człowieka” brzmi atrakcyjnie, gdy czytamy utopijne wizje Altmana czy Zuckerberga, a jednocześnie skutecznie odwraca uwagę od tego, w jaki sposób ci sami magnaci technologiczni weszli w posiadanie naszych danych – często po prostu przywłaszczając sobie naszą własność intelektualną.


Intelektualny komunizm

W XX wieku radzieccy ideolodzy przez dekady próbowali wykreować postać tzw. „nowego człowieka radzieckiego”. Był to teoretyczny ideał jednolitego, bezinteresownego obywatela, który całkowicie zatracałby swoje indywidualne pragnienia, przekonania i tożsamość, stając się częścią zbiorowości dążącej do dobra wspólnego.


Eksperyment ten budził poważne obawy pisarzy tworzących w nurcie antyutopii, takich jak George Orwell, którzy w dążeniu do ujednolicenia społeczeństwa dostrzegali jedną z wad kolektywizmu; tę samą koncepcję współcześni Republikanie otwarcie krytykują jako totalitarny przejaw komunizmu.


Tymczasem owa totalitarna jednolitość myślenia stanowi immanentną cechę systemów sztucznej inteligencji, z których korzystamy na co dzień.


W wywiadzie udzielonym dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi Sam Altman otwarcie przyznał, iż modele AI są trenowane tak, aby „odzwierciedlać zbiorowość całej ludzkości”. Oznacza to, iż zamiast promować unikalne ludzkie punkty widzenia czy chronić indywidualność myślenia, głównym celem rozwoju wiodących systemów AI wydaje się stworzenie maszyny reprezentującej matematyczną średnią poglądów wszystkich ludzi naraz – maszyny, która nie tyle eksponuje indywidualizm, co go niweluje.


Co więcej, modele AI są z założenia zaprogramowane tak, by faworyzować ścisłą neutralność i wyważone odpowiedzi. Uczy się je unikania zdecydowanych, polaryzujących postaw ideologicznych – co można zauważyć, gdy chatbot AI odpowiada na kontrowersyjne pytanie. System automatycznie narzuca ramy wzajemnego zrozumienia i uprzejmego kompromisu, przez co odpowiedziom brakuje indywidualnego charakteru czy wyrazistości.

Na pierwszy rzut oka rozwiązanie to wydaje się niezwykle użyteczne i korzystne. Może ono łagodzić toksyczne spory polityczne i odpolityczniać gwałtowne konflikty kulturowe, ucząc użytkowników dostrzegania obu stron danego zagadnienia, co prowadzi do powstania „doskonalszej unii” – by użyć słów Baracka Obamy.


Jednak ta wymuszona neutralność i konformizm mają też niebezpieczne, mroczne oblicze. Nieustannie kierując użytkowników ku bezpiecznemu, powszechnie akceptowanemu „złotemu środkowi”, sztuczna inteligencja powoli zmienia indywidualne schematy myślowe, skłaniając do przyjęcia bezpieczniejszych, zbiorowych ram intelektualnych oraz moralności podzielanej przez większość – w gruncie rzeczy czyniąc z człowieka postać niczym z *Mechanicznej pomarańczy*.


Poleganie na sztucznej inteligencji w kwestiach pisania, myślenia i podejmowania decyzji – co w dzisiejszym, pędzącym świecie jest niezwykle wygodne i kuszące – prowadzi do stopniowej „lobotomii” unikalnego światopoglądu i postawy ideologicznej danej osoby. Z czasem powstaje syntetyczna zbiorowa nieświadomość, w której indywidualny sprzeciw jest łagodnie wygaszany na rzecz konsensusu grupowego – a ściślej mówiąc: konsensusu zatwierdzonego przez „superinteligentny czynnik wyrównujący”, jakim jest sztuczna inteligencja.


Paradoks republikański a sztuczna inteligencja

Sytuacja ta rodzi paradoks dla Donalda Trumpa i jego konserwatywnego elektoratu. Antykomunistyczna retoryka, ostrzeżenia przed „socjalistycznym przejęciem władzy” oraz obrona amerykańskiego indywidualizmu stanowią absolutny fundament wystąpień politycznych Trumpa.


Mimo to, domagając się szybkiego rozwoju krajowego sektora sztucznej inteligencji, Trump promuje technologię – zaprojektowaną celowo lub nieumyślnie tak, by rozmywać indywidualną tożsamość w masowej, zbiorowej puli, pozbawiać obywateli prawa własności do prywatnych danych i centralizować władzę technologiczną. Republikanie zaś – świadomie bądź nie – aktywnie budują infrastrukturę systemu o skrajnie kolektywistycznym charakterze, głosząc jednocześnie zalety wolnego rynku.


Zatem, podczas gdy członkowie Partii Republikańskiej podsycają nową „czerwoną panikę”, by mobilizować wyborców w ramach wojen kulturowych, jednocześnie dotują rozwiązania technologiczne, które przy bliższym przyjrzeniu się przypominają podręcznikową karykaturę dystopijnego, totalitarnego kolektywizmu, rządzonego przez kastę technologicznych władców.


I choć Trump zapewnia, iż ​​„Ameryka nigdy nie będzie komunistyczna”, choćby niektórzy z jego darczyńców-miliarderów zdają się w to nie wierzyć. Wypowiedzi, poglądy i opinie wyrażone w tym artykule są wyłączną własnością autora i niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko RT.



Przetlumaczono przez translator Google

zrodlo:https://www.rt.com/news/646702-us-ai-dream-communism/

Idź do oryginalnego materiału